You makes my heart beat faster...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Zacznę od tego, że przepraszam za to, że tak długo musieliście czekać na tą notkę. Pisałam na asku, że niedługo napisze o co chodzi, a czekaliście prawie miesiąc. Nie potrafie już dłużej tego ciągnąć, straciłam wene na to opowiadanie, po prostu nie chce prowadzić go na siłę bo to nie ma sensu. Przepraszam. Jak na razie zrobie sobie przerwe od pisania opowiadań, ale już niedługo powinien się tutaj pojawić link do mojego kolejnego opowiadania, ale kiedy to sama nie wiem. Jeszcze raz przepraszam i mam nadzieje, że zaczekacie jeszcze jakiś czas na pojawienie się linku.
Tagi: #koniec
01.05.2013 o godz. 15:27
Najpierw chcę was bardzo przeprosić, że rozdział się tak długo nie pojawia, ale do czasu koncertu nie byłam nawet w stanie niczego napisać, a teraz już zupełnie straciłam wenę. Dzisiaj chciałam wziąć się za pisanie rozdziału, ale Microsoft mi nie działa, a tam mam zapisany już początek rozdziału... zupełnie nie wiem co się dzieje, staram się coś z tym zrobić, ale do tego czasu postanowiłam wam coś napisać, żebyście nie wypytywali mnie co chwile kiedy nowy rozdział. Naprawdę bardzo was przepraszam, będę starała się robić co tylko mogę by dodać rozdział jak najszybciej, ale niczego nie obiecuje.
Co do koncertu to po prostu nie mogę tego opisać...... COŚ NIESAMOWITEGO! Jeden dzień przed w konkursie wygrałam M&G i mogłam go zobaczyć z bliska, dotknęłam go, spojrzał się na mnie, boże sidfhssdfyugdsfyusagfyfgasyu od koncertu prawie codziennie płaczę, mam coraz gorsze myśli, czasami wydaje mi się, że już nie dam rady... tak bardzo za nim tęsknie, tak bardzo chcę tam wrócić. Nie będę teraz wszystkiego tutaj opisywać, ale jeśli chcecie o to zapytać lub po prostu poczytać to co już pisałam na temat koncertu to piszcie na aska oraz jeśli chcecie followujcie mnie na twitterze: @awmybiebah
Jeszcze raz bardzo was przepraszam, ale to nie zależy ode mnie... postaram się jeszcze popróbować otworzyć jakoś ten program, ale jak już mówiłam - nie obiecuje. Dziękuje za wszystkie komentarze, odwiedziny, obserwujących... no za wszystko! JESTEŚCIE WSPANIALI! Kocham was <3
Tagi: przepraszam
06.04.2013 o godz. 01:36
-Siedź tu i się nie ruszaj, zaraz wrócę – mruknęłam, patrząc na chłopaka z powagą. Ta sytuacja była przerażająca, w domu byli rodzice, którzy lada chwila mogli się obudzić i wejść do mojego pokoju, a gdyby zastali w nim Justina, zakaz wychodzenia z domu do końca życia to byłaby najłagodniejsza kara. On po prostu siedział na łóżku z uśmiechem wymalowanym na twarzy i kiwał głową, co wcale nie sprawiło, że poczułam się pewniej zostawiając go samego w pokoju. Wyszłam z pokoju i stanęłam w korytarzu wykręcając numer Annice. Nie chciałam tego robić, nie zamierzałam kazać jej teraz po niego przyjść, chciałam po prostu zapytać co mam z nim zrobić.
-Dziewczyno, wiesz która jest godzina? – usłyszałam w słuchawce zaspany głos przyjaciółki i od razu poczułam się lepiej. Zagryzłam nerwowo wargę, spoglądając w stronę drzwi rodziców, które znajdowały się na końcu korytarza i zastanawiałam się co mam powiedzieć. Coś sprawiało, że nie chciałam wydać Justina, jednak z drugiej strony jeśli bym tego nie zrobiła musiałabym radzić sobie sama.
-Justin jest u mnie w domu – wyszeptałam do słuchawki, nie chcąc być za głośno. Jeszcze tego by brakowało by rodzice mnie usłyszeli, wyszli z pokoju i zastali mnie rozmawiającą przez telefon w środku nocy. A to wszystko przez to, że jemu zachciało się imprezować, a potem odwiedzać mnie tak późno. Usłyszałam jak dziewczyna wstrzymuje głos, a potem nie było już nic prócz ciszy.
-Słucham? Jak to jest u ciebie, on mówił, że wychodzi na imprezę – powiedziała przerażona, a jej głos wciąż był zaspany, nie tak samo jak na początku, ale podobnie. Przymknęłam oczy próbując ułożyć to sobie w całość, ale w środku cała dygotałam. Miałam ochotę po prostu rozwalić wszystko co stanęło mi na drodze.
-On jest pijany, ledwo kontaktuje, nie wiem co zrobić, Annice pomóż mi jakoś – wymruczałam błagalnym głosem do słuchawki, a po chwili przyłożyłam rękę do ust orientując się, że jestem za głośno.
-Chcesz, żebym do ciebie przyszła?
-Nie, jakoś sobie z nim poradzę. Tylko, no wiesz, dziwnie jest spać w jednym pokoju ze swoim byłym – stwierdziłam, uśmiechając się do siebie pod nosem. Dziewczyna parsknęłam śmiechem do słuchawki przez co jeszcze bardziej zachciało mi się śmiać, ale musiałam się powstrzymać by nie obudzić rodziców.
-Niech śpi na podłodze, należy mu się za to co odwalił – odpowiedziała chichocząc do słuchawki. Racja, bo leżąc w ciepłym łóżku, nie bojąc się, że w każdym momencie rodzice mogą wejść do twojego pokoju i zastać cię z jakimś chłopakiem, to może wydawać się zabawne, ale nie dla mnie.
-Nie, nie będę wredna. – powiedziałam, wzruszając ramionami, a dziewczyna westchnęła cicho, a po chwili usłyszałam jeszcze jak ziewa do słuchawki. Chciałam coś powiedzieć, ale usłyszałam jakby coś spadło w moim pokoju. Od razu spojrzałam w tamtą stronę i zagryzłam przerażona wargę – muszę iść, bo zaraz coś zrobi i będę miała kłopoty, do jutra – pożegnałam się i nie czekając na słowa dziewczyny, wyłączyłam się i szybko weszłam do pokoju, gdzie zastałam Justina grzebiącego mi w szafie. Przymrużyłam oczy wpatrując się w niego jak w totalnego idiotę, którym zresztą był.
-Co ty robisz? – zapytałam, zamykając za sobą drzwi i podchodząc do niego, a w tym czasie chłopak wyciągnął z szafy moją bieliznę i zaśmiał się przyglądając się jej. Natychmiast podbiegłam do niego i odepchnęłam go po czym odłożyłam ją na miejsce. Zamknęłam szafę i odwróciłam się do niego przodem, zauważyłam, że przygląda mi się zagryzając wargę.
-Jesteś taka słodka – mruknął, unosząc kącik ust do góry. Przewróciłam teatralnie oczami i zagryzłam nerwowo wargę próbując wymyśleć co dalej, mam mu kazać położyć się obok siebie czy powiedzieć, że ma spać na fotelu? Cholera, wcale nie uśmiecha mi się spanie z byłym chłopakiem, na dodatek pijanym.
-Idź spać, Justin. Rano nie wstaniemy do szkoły – mruknęłam zdenerwowana po czym obeszłam łóżko dookoła i wspięłam się na nie po czym usiadłam na pierzynie przyglądając się jemu. Chłopak wzruszył ramionami i ściągnął koszulkę po czym rzucił ją na fotel i zajął się ściąganiem spodni. Nie powstrzymałam uśmiechu, który jak na złość malował się na mojej twarzy i nie chciał zejść. Weszłam pod pierzynę i odwróciłam się do niego tyłem, stwierdzając, że nie powinnam się mu tak przyglądać. Po chwili chłopak dołączył do mnie okrywając się pierzyną, a ja zagryzłam nerwowo wargę próbując opanować chęć spojrzenia w jego stronę. Mimo, że nie patrzyłam na niego, czułam, że się uśmiecha.
-Mogę cię przytulić? – usłyszałam jego głos tuż nad moim uchem, przez co po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Spojrzałam na niego mrużąc oczy i parsknęłam ironicznie śmiechem. Musiał naprawdę dużo wypić, by pomyśleć, że zgodziłabym się na taki gest. Nawet mimo to, że czując jego obecność obok siebie, miałam ogromną ochotę by mnie przytulił.
-Chyba żartujesz? Idź już spać i nie marudź, Justin. – zaśmiałam się cicho i odwróciłam do niego plecami, a przez kilka chwil chłopak nic się nie odezwał, nawet nie poruszył jakby całkowicie zniknął. Po chwili jednak poczułam jego silne ramiona obejmujące mnie w pasie, a ja pisnęłam wybuchając śmiechem i zaczęłam się szarpać by mnie puścił. Chłopak zaczął się śmiać i przerzucił mnie na drugą stronę tak, że byłam teraz odwrócona w jego stronę i patrzyłam w jego brązowe oczy. Uśmiechnęłam się delikatnie, zagryzając dolną wargę, na co chłopak odpowiedział tym samym. Byliśmy tak blisko siebie, że czułam na sobie jego oddech w którym niestety dało się wyczuć alkohol. Jego ręce wciąż mnie obejmowały. Chłopak zbliżył się do mnie, a ja uświadomiłam sobie co właściwie robię. Odsunęłam się od niego na sam koniec łóżka, a chłopak spojrzał na mnie tylko zaskoczony. Nie mogłam pozwolić na takie coś, on był pijany, nie kontrolował się, ale ja nie powinnam dopuścić do tego, ale kiedy tylko spoglądam w jego czekoladowe oczy, wszystko co mnie otacza, po prostu znika.
-Dlaczego to zrobiłaś? – zapytał, wyraźnie zawiedziony.
-Bo nie jesteśmy razem, pamiętasz? A teraz idź już spać, mówię poważnie i trzymaj się ode mnie z daleka – powiedziałam zdenerwowana i odwróciłam się do niego plecami. Dopiero po chwili zrozumiałam jak wrednie to zabrzmiało, poczułam poczucie winy, jednak nie miałam tyle odwagi by teraz odwrócić się do niego i przeprosić. Usłyszałam tylko jak chłopak wzdycha i wtula się w poduszkę.
Przymknęłam oczy starając się zasnąć jednak przez dłuższy czas po prostu nie mogłam, tak jakby całe to zmęczenie zniknęło. Wiedziałam, że rano muszę wstać bardzo wcześnie i męczyć się w szkole do późna dlatego przydałoby się wyspać choć trochę, a teraz zostało mi jedynie kilka godzin snu. Poprawiłam poduszkę i zacisnęłam powieki starając się skupić swoje myśli na czymś innym niż sen. Nie wiem jak dużo czasu minęło zanim zaczęłam w końcu zasypiać, ale kiedy to się stało poczułam jak ktoś przysuwa się do mnie i obejmuje mnie w pasie. Byłam już tak zmęczona, że nie miałam nawet ochoty próbować go od siebie odsunąć, po prostu uśmiechnęłam się delikatnie czując jak jego ręce obejmują mnie w pasie, a on przysunął mnie do siebie bliżej by nasze ciała się stykały.
-Kocham cię – usłyszałam nad swoim uchem, a po chwili ułożył głowę obok mojej, a ja po prostu poczułam jak zasypiam w jego ramionach.

Oczami Justina
Obudził mnie ogromny ból głowy, zapewne spowodowany wczorajszą imprezą. Jęknąłem cicho, zaciskając powieki i starając się znowu zasnąć, jednak kiedy chciałem obrócić się w drugą stronę zdałem sobie sprawę, że kogoś obejmuje. Otworzyłem gwałtownie oczy i ujrzałem przed sobą śpiącą Chloe. Przez chwile wstrzymałem oddech próbując przypomnieć sobie coś z wczorajszego wieczoru, jednak za nic nie mogłem, pamiętałem jedynie, że wybrałem się na tą imprezę i bardzo upiłem, a poza tym po prostu pustka.
Zagryzłem wargę wpatrując się w śpiącą dziewczynę i uśmiechnąłem pod nosem. Ułożyłem głowę znów na poduszce i patrzyłem się na jej spokojną, tak niewinnie wyglądającą twarz. Wyglądała ślicznie, nawet kiedy jej włosy były po wywijane we wszystkie strony świata, bez makijażu z lekko otworzonymi ustami, które tak bardzo przyciągały. Spojrzałem na zegarek leżący za Chloe, wskazywał godzinę szóstą. Wiedziałem, że zaraz muszę ją obudzić i podejrzewam, że nie będzie zadowolona kiedy mnie zobaczy. No i znowu nasuwa się jedno pytanie: Co ja tutaj do cholery robię?
-Chloe, obudź się – wyszeptałem jej do ucha, nachylając się nad nią. Zacisnąłem usta kiedy jej powieki zaczęły drgać, dziewczyna jęknęła cicho prosto w moje usta, gdyż znajdowaliśmy się w odległości kilku milimetrów. Zagryzłem wargę, uśmiechając się pod nosem i odsunąłem się kawałek od niej po czym usiadłem na łóżku. Chloe otworzyła oczy i zamrugała nimi kilkukrotnie po czym je przetarła całkowicie zaspana. Minęło kilka minut zanim zorientowała się kim jestem i zagryzła wargę rumieniąc się. Nie powstrzymałem uśmiechu i po prostu dalej się w nią wpatrywałem.
-Pamiętasz coś z wczoraj? – zapytała nieśmiało.
-Nie, a powinienem? – odpowiedziałem, unosząc brwi do góry. Między nami zapadła niezręczna cisza, a ona po prostu wzruszyła ramionami podnosząc głowę i spoglądając na mnie. Byłem zaskoczony, że tak po prostu rozmawia ze mną, jednak byłem również świadomy, że w szkole znowu wszystko wróci do „normy”.
-Przyszedłeś do mnie w środku nocy, całkowicie pijany. Nie wiedziałam co mam z tobą zrobić, zadzwoniłam do Annice i postanowiłam cię u siebie przenocować – powiedziała, uśmiechając się, a ja otworzyłem szerzej oczy nie mogąc uwierzyć w jej słowa. Uderzyłem się w czoło z otwartej ręki i zaśmiałem cicho z własnej głupoty. Może nie powinienem tyle pić, chociaż z drugiej strony jestem tutaj teraz z nią i może atmosfera jest napięta, ale przynajmniej ze mną rozmawia.
-Ja idę się szykować do szkoły, a ty… rób co chcesz – powiedziała schodząc z łóżka i kierując się w stronę szafy. Zagryzłem delikatnie wargę kiedy zauważyłem, że miała na sobie jedynie krótkie spodenki i luźną koszulkę w której wyglądała nieziemsko. Po chwili skierowała się w stronę łazienki, a ja zostałem sam w jej pokoju. Podszedłem do krzesła na którym były moje ubrania i założyłem je po czym ponownie usiadłem na łóżku. Wyciągnąłem z kieszeni telefon i zacząłem się nim bawić zastanawiając się co mam powiedzieć Chloe kiedy wyjdzie, przeprosić ją ponownie i mieć jedynie nadzieje, że tym razem mi wybaczy, czy dać sobie spokój? Dziewczyna weszła do pokoju, a ja wzdrygnąłem się od razu spoglądając w jej stronę. Podeszła do łóżka w celu pościelenia go, a ja bacznie obserwowałem każdy jej ruch, kłócąc się ze sobą w myślach. Kiedy przeszła obok mnie wysunąłem w jej stronę rękę i złapałem ją za dłoń. Brunetka spojrzała zdziwiona w moją stronę, zagryzając nerwowo wargę.
-Chloe… - mruknąłem spuszczając na chwile głowę w dół i zastanawiając się co mam jej teraz powiedzieć. Było za późno bym mógł się teraz poddać, pozostało już tylko jedno wyjście – wiem, że może nie będziesz chciała mnie znowu słuchać, ale ja chcę żebyś mi wybaczyła, nie przestanę aż tego nie osiągnę – powiedziałem pewnie, na co ona tylko przygryzła wargę jak to miała w zwyczaju robić. Odwróciła się przodem do mnie i spojrzała gdzieś w dal najwyraźniej zastanawiając się co ma odpowiedzieć. To była moja szansa, teraz mogłem powiedzieć jej wszystko jeszcze raz.
-Rozumiem, że okropnie cię zraniłem, wiem, jestem kompletnym idiotą, dupkiem, wszystkim co najgorsze, ale kocham cię i nie pozwolę ci tak po prostu odejść. Żałuje tego co zrobiłem, gdybym mógł cofnął bym czas i do tego nie dopuścił, ale nie mogę i pozostaje mi tylko proszenie o wybaczenie. – mówiłem, wciąż delikatnie trzymając jej rękę.
Wziąłem głęboki wdech dając jej do zrozumienia, że chcę mówić dalej i by mi nie przeszkadzała. Dziewczyna spojrzała mi w oczy czekając na dalszą część tego co miałem do powiedzenia.
-To dla mnie nowe uczucie, nigdy tak nikogo nie pokochałem, a to co zrobiłem to… ja sam nie wiem czemu to zrobiłem, nie będę nawet starał się usprawiedliwiać, bo to nic nie da. Chcę ci tylko uświadomić, że zależy mi na tobie, chcę być z tobą na zawsze, kocham cię – ułożyłem dłoń na jej policzku, a Chloe o dziwo nie zepchnęła mojej ręki. Byłem naprawdę zaskoczony, ale nie odezwałem się by pozwolić powiedzieć teraz coś jej.
-Justin to jest, naprawdę trudne, nie wiem czy powinnam ci wybaczyć, może to za wcześnie, może i ja jestem naprawdę idiotką, ale to nie ważne, bo ja też cię kocham i chcę ci wybaczyć – powiedziała łamiącym się głosem i uśmiechnęła delikatnie przez łzy. Po prostu mnie zatkało stałem tak, patrząc na nią nie wiedząc co mam zrobić. Odgarnąłem kosmyk jej włosów do tyłu i zbliżyłem się do niej jeżdżąc kciukiem po jej policzku.
W końcu mogłem zrobić coś czego tak pragnąłem, złączyłem nasze usta, przymykając oczy i rozkoszując się smakiem jej słodkich, delikatnych i tak kuszących ust. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek zbliżając się do mnie i obejmując mnie rękoma. Objąłem ją w pasie, przyciskając jej ciało do swojego oraz całując namiętniej jej usta. Dopiero teraz uświadomiłem sobie jak bardzo za tym tęskniłem, jak bardzo tęskniłem za naszymi ustami złączonymi w całość. Z każdą chwilą nasze pocałunki stawały się coraz namiętniejsze, chciałem jeszcze więcej, ale czułem też, że nie mogę przesadzić. Zsunąłem dłonie na jej tyłek i ścisnąłem go, na co Chloe uśmiechnęła się przez pocałunek, pogłębiając go.
Bez dłuższego zastanowienia uniosłem dziewczynę do góry, a ona oplotła mnie nogami w pasie śmiejąc się, a jednocześnie nie przerywając pocałunku. Przycisnąłem ją delikatnie do ściany, całując jej usta wręcz z dzikością, tak bardzo ich pragnąłem, mogłem trwać w tym pocałunku już zawsze. Dziewczyna jęknęła mi prosto w usta, biorąc głęboki oddech. Przejechałem językiem po jej ustach po czym ponownie namiętnie się w nie wpiłem. Chloe wydawała się być spokojną, delikatną dziewczyną jednak czasami potrafiła być też niegrzeczna przez co jeszcze bardziej seksowna. Odwróciłem się w stronę łóżka, układając ją na nim i będąc wciąż po między jej nogami. Podgryzłem jej wargę cicho jęcząc, a ona uśmiechnęła się uwodzicielsko.
-Jesteś niesamowita – wymruczałem prosto w jej usta, zjeżdżając w dół i całując jej szyje. Dziewczyna odchyliła głowę do tyłu dając mi tym samym dostęp. Zacząłem ssać jej skórę błądząc dłońmi po jej ciele, a ona jęknęła głośno zagryzając wargę. Kiedy odsunąłem usta od jej szyi, pozostał na niej tylko czerwony ślad, na który uśmiechnąłem się. Dziewczyna wplotła dłonie w moje włosy, zagryzając wargę, a ja ponownie przywarłem ustami do jej skóry, całując szyję, usta i dekolt.
-Justin… - mruknęła, dziewczyna przerywając pocałunek. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi i całowałem ją dalej, wsuwając dłoń pod jej koszulkę
-Musimy już iść do szkoły, bo inaczej się spóźnimy – powiedziała całkowicie poważnie, a ja niechętnie odsunąłem się od jej ust.
-Nie chcę – wyjęczałem, kładąc się obok niej i podpierając głowę o rękę. Ułożyłem dłoń na jej policzku i przejechałem nią po niej uśmiechając się promiennie. Czułem się wspaniale, w końcu poczułem coś czego ostatnio nie było mi dane poczuć, mogłem być przy kobiecie, którą kocham, mogłem znowu smakować codziennie jej ust.
-Ale musimy, no zbieraj się, bo się spóźnimy – przeniosła się do pozycji siedzącej i musnęła delikatnie moje usta, a kiedy chciała się odsunąć przedłużyłem pocałunek. Dziewczyna zaczęła odwzajemniać pocałunki, więc uniosłem ją i ułożyłem sobie na kolanach nie przerywając pocałunku. Chloe oplotła mnie nogami wokół ciała, a ja uśmiechnąłem się, uświadamiając sobie jak bardzo lubię być z nią tak blisko. Uwielbiałem to uczucie kiedy jej ciało stykało się z moim, kiedy czułem jej oddech na swojej skórze. Ułożyłem ją na łóżku nie odrywając się od jej ust i napierając na nią, co sprawiło, że cicho jęknęła.
-Justin, musimy iść do szkoły – powiedziała przerywając pocałunek i układając rękę na mojej klatce piersiowej po czym odepchnęła mnie delikatnie od siebie i wstała z łóżka poprawiając się. Ja sam usiadłem na łóżku i przyglądałem się jej gdy wrzucała książki do torby.
-A co z twoimi rodzicami? – zapytałem wstając z łóżka i poprawiając je. Rozczesałem włosy palcami, podchodząc do Chloe i objąłem ją w pasie składając pojedynczy pocałunek na jej ustach. Dziewczyna uśmiechnęłam się tylko zagryzając wargę.
-Oni już dawno wyszli do pracy – zaśmiała się i oboje ruszyliśmy w stronę wyjścia. Do rozpoczęcia lekcji zostało nam jeszcze około pół godziny, a pójść do szkoły musieliśmy na pieszo, gdyż podejrzewam, że ja nie zabrałem samochodu przyjeżdżając do niej. Szczerze mówiąc przyjechanie do Chloe było najlepszym co ostatnio zrobiłem.
Wyszliśmy z domu wcześniej zakładając kurtki i ruszyliśmy w stronę szkoły, nie śpieszyliśmy się, po prostu szliśmy powoli śmiejąc się ze wszystkiego. Byłem w końcu naprawdę szczęśliwy, bo w końcu mogłem być przy niej. Nawet nie wiem jak szybko ta dziewczyna wprowadziła do mojego życia miłość, nauczyła mnie cieszyć się z drobnych rzeczy i mimo, że o mało ją straciłem, ona teraz znów jest przy mnie i tym razem niczego nie zepsuje, nie pozwolę jej odejść.
-Kocham cię – szepnąłem, wtulając się z nią, na co Chloe tylko wymruczała cicho „aww”, a ja zaśmiałem się przymykając oczy – dziękuje, że dałaś mi drugą szanse – powiedziałem i przybliżyłem się do niej, złączając nasz usta w namiętnym pocałunku. Kochałem to, mogłem całować jej delikatne usta dniami i nocami. Ona była pierwszą dziewczyną w moim życiu, która całowała mnie prawdziwie i taką miłością, inne dziewczyny chciały po prostu seksu, by móc później opowiedzieć o tym koleżanką, a ona chciała mnie poznać, takiego jakim jestem.
-Ja ciebie też, Justin – szepnęła w moje usta, kiedy odsunęliśmy się od siebie by nabrać powietrza. Nasze oddechy były przyśpieszone, a moje serce jakby oszalało. Złapałem ją w pasie przyciągając do siebie i złożyłem kolejny pocałunek na jej ustach.
***
Weszliśmy do szkoły trzymając się za ręce i ruszyliśmy przed siebie starając się unikać krzywych spojrzeń uczniów tej szkoły. Kątem oka spojrzałem na Chloe, która najwyraźniej nie była zadowolona i znowu poczułam się jak pierwszego dnia kiedy przyszliśmy do szkoły po tym jak zostaliśmy parą. Przyciągnąłem ją do siebie i objąłem w pasie po czym pocałowałem w czoło by już tak bardzo się nie stresowała.
-Nie przejmuj się nimi, w końcu im się znudzi – wyszeptałem jej do ucha, uśmiechając się pod nosem. Ruszyliśmy w stronę szafek, a ja Chloe spuściła głowę by nie musieć widzieć tych wszystkich krzywych spojrzeń. Nagle przed nami pojawiła się Annice, nawet nie wiem skąd. Kiedy nas zobaczyła pisnęła cicho zakrywając usta ręką.
-Wiedziałam, wiedziałam! Jeju, jak się cieszę! – podbiegła do nas i zaczęła krzyczeć, śmiejąc się i wszystko na raz. Zaśmiałem się cicho, a Chloe spojrzała na nią z szerokim uśmiechem i zachichotała cicho.
-Jak to się stało, że w końcu mu wybaczyłaś? – zapytała po chwili wskazując na mnie palcem, ku mojemu zdziwieniu nie była już na mnie zła o to co powiedziałem, ani za to jak na nią nakrzyczałem. Dziewczyna przygryzła wargę spoglądając na mnie, a ja uśmiechnąłem się całując jej czoło.
W końcu mogłem znowu być naprawdę szczęśliwy z dziewczyną którą kocham. To co się wydarzyło na tej wycieczce było pomyłką, nie wiem czemu to zrobiłem, ale nie chce nad tym rozmyślać, liczy się tylko to, że mi wybaczyła… kiedy ja straciłem już nadzieje. Tym razem tego nie zniszczę, chcę z nią być na zawsze, ona jest inna, taka prawdziwa. Jest przeciwieństwem tych wszystkich dziewczyn i mimo, że nie chcę się wyróżniać jest inna – wyjątkowa.
~.~

Taadaam! I oto witam was z takim 30 rozdziałem! Nie wierze, że to tak szybko poleciało, że wy nadal tutaj jesteście i czytacie te moje marne wypociny! Chciałabym wam też ogromnie podziękować za wszystko co piszecie - tutaj i na asku. Naprawdę! Potraficie poprawić mi humor nawet jak jest totalnie popsuty, dziękuje! Jeśli chcecie zadać mi jakieś pytania to oczywiście odsyłam was na aska i tylko tam zadawajcie pytania, bo w komentarzach na nie nie odpowiem, oczywiście możecie pytać o wszystko - nawet jeśli nie jest to związane z opowiadaniem :) Jeszcze raz dziękuje i do następnego. Kooocham Was <333
Tagi: #30
10.03.2013 o godz. 22:00
Po całej szkole rozległ się dzwonek informujący nas, że możemy już wyjść z klasy. Jako pierwsza zgarnęłam z ławki wszystkie książki i wyszłam ze szkoły ignorując słowa nauczyciela, który podawał jeszcze pracę domową. Kiedy znalazłam się na korytarzu wszyscy uczniowie kierowali się właśnie na stołówkę szkolną, dlatego zrobiłam to samo, podchodząc wcześniej do szafki i zostawiając w niej wszystkie książki.
Zagryzłam nerwowo wargę wchodząc na stołówkę szkolną i od razu rozejrzałam się dookoła szukając jego wzrokiem. Z jednej strony bałam się spojrzeć mu w oczy, ale chciałam wiedzieć czy jest dziś w szkole. Zatrzymałam wzrok przy jednym ze stolików na samym środku, przy którym ujrzałam siedzącego Justina. Siedział obok Christiana i bawił się swoim telefonem, spoglądając co chwile na osoby siedzące z nim przy stole. Wydawali się być zadowoleni, ciągle się śmiali, zupełnie nie zwracając uwagi na przygnębionego Justina. Zatrzymałam się na chwile i przyglądałam się mu. Może i to zabrzmi dziwnie, ale w tym momencie poczułam żal, natychmiast zrobiło mi się go szkoda. Nagle chłopak odwrócił wzrok i spojrzał na mnie, przez co poczułam jakby kolana się pode mną ugięły. W jego oczach było tyle cierpienia ile jeszcze nigdy u niego nie widziałam. Chłopak chwile mi się przypatrywał, po czym spuścił wzrok, znowu wpatrując się w ekran komórki.
-Idziesz? – usłyszałam, znajomy głos tuż nad moim uchem. Od razu podniosłam głowę i ujrzałam stojącą obok mnie Annice. Dziewczyna uśmiechnęła się spoglądając w tą samą stronę w którą jeszcze przed chwilą patrzyłam ja. Westchnęłam cicho i ruszyłam w stronę kucharek, czując na sobie wzrok Annice.
-Jest smutny – stwierdziła Ann, kiedy obie siedziałyśmy już przy stolikach. – myślisz, że jest smutny tylko dlatego, że ma zły dzień? – zapytała unosząc brwi do góry i spoglądając na mnie. Zagryzłam nerwowo wargę, spuszczając głowę w dół. A co miałam zrobić? Przecież nie mogłam do niego podejść, ani tym bardziej starać mu się pomóc, w końcu był smutny ze swojej winy.
-Wiem, ale przecież nie mogę nic na to poradzić – wyszeptałam, odsuwając od siebie talerz z jedzeniem. Moja odpowiedź naprawdę ją zaskoczyła, gdyż zapewne oczekiwała tłumaczenie, że mnie to nie obchodzi. Ale w końcu odchodziło i gdybym tylko mogła, zrobiłabym coś, żeby mu pomóc.
-On cierpi, naprawdę żałuje i to widać! Dlaczego nie chcesz nic zrobić? – zapytała podnosząc ton głosu, nagle zrobiła się tak zdenerwowana, że aż ja sama się przeraziłam
-A co mam zrobić? – warknęłam, spoglądając w jego stronę. Chłopak w tym samym momencie spojrzał na mnie, zagryzając nerwowo dolną wargę, po czym wstał od stołu i ruszył w stronę wyjścia ze stołówki.
-Wybaczyć mu! – wskazała w jego stronę ręką.
-Nie rozumiesz, że nie mogę mu tego wybaczyć? To była zdrada, on mnie zdradził! Tego tak po prostu nie da się wybaczyć, kiedy to w końcu zrozumiesz? – zapytałam, po czym zdenerwowana wstałam od stołu i również wyszłam.
Nie miałam już ochoty rozmawiać z nikim, a ciągłe popychanie mnie przez Annice bym wybaczyła Justinowi było bez sensu. Taka decyzja jest naprawdę bardzo trudna i nie mogę jej podjąć z dnia na dzień. Rozumiem, że ona chcę dla nas jak najlepiej, poza tym widzę, że Justinowi zależy, ale gdyby naprawdę mu na mnie zależało, zastanowiłby się zanim to zrobił prawda? Z drugiej strony każdy popełnia błędy, w końcu ja również je popełniam. Może powinnam dać mu kolejną szansę? Ugh, to wszystko jest takie chore!
Idąc w stronę szkolnych szafek, zauważyłam, że Justin wychodzi ze szkoły. Podeszłam do okna, a następnie wyjrzałam za nie, jednak jedyne co zdołałam zobaczyć to chłopaka wsiadającego do samochodu, a po chwili odjeżdżającego. Przygryzłam nerwowo wargę, opierając się o ścianę, po czym zsunęłam się po niej. Siedziałam tak aż do momentu kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje, a wszyscy uczniowie powoli kierowali się w stronę klas. Miałam ochotę się rozpłakać, chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, jednak nie mogłam uciec ze szkoły. Kiedy nie było już nikogo, wstałam z zimnej podłogi i zabierając ze sobą torbę skierowałam się w stronę klasy
***
Każda lekcja dłużyła się w nieskończoność, a moje myśli były skupione jedynie na Justinie. Kiedy w końcu zadzwonił ostatni dzwonek, zebrałam szybko podręczniki z ławki i wybiegłam z klasy jako pierwsza, od razu poszłam do szafki szkolnej gdzie włożyłam wszystkie książki, ubrałam się grubo i wyszłam ze szkoły.
-Chloe, zaczekaj! – usłyszałam za sobą głos Annice, a po chwili dziewczyna stała przy mnie przyglądając mi się smutno. Uniosłam brwi do góry, wsuwając ręce go kieszeni kurtki i pociągając nosem. Dziewczyna chyba zauważyła, że nie mam ochoty na rozmowę, bo spuściła wzrok jakby rezygnując z tego, co chciała mi powiedzieć.
-Odprowadzę cię – wyszeptała ponownie unosząc wzrok, na co wzruszyłam tylko ramionami i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Między nami panowała niezręczna cisza, której nie chciałam przerywać, wolałam iść z nią w ciszy myśląc nad tym wszystkim niż starać się podtrzymać rozmowę. Annice również to nie przeszkadzało choć ta cisza pomiędzy nami była naprawdę denerwująca. Szłyśmy powoli, a kiedy byłyśmy już niedaleko mojego domu obie zatrzymałyśmy się, odwracając w swoją stronę i spoglądając na siebie.
-Ja już pójdę do siebie, ale chcę cię jeszcze przeprosić za to, że byłam taka natrętna. Rozumiem, że to wasza sprawa i przepraszam, że się wtrącałam – mruknęła, uśmiechając się delikatnie. Przez chwile nic się nie odzywałam, zastanawiając się co odpowiedzieć.
-Wiesz, może ja też przesadziłam, rozumiem, że chcesz dla nas jak najlepiej, ale to za szybko bym mogła mu wybaczyć, rozumiesz? Ja muszę to przemyśleć, sama. – odpowiedziałam, na co dziewczyna tylko się uśmiechnęła i pokiwała głową. Odwzajemniłam uśmiech po czym mocno się do niej przytuliłam. Byłam jej naprawdę wdzięczna, że tyle dla mnie robi, jednak czasami przesadzała, trudno jej było zrozumieć, że nie chcę mu jeszcze wybaczyć, ale rozumiem, że ona po prostu chcę dla nas jak najlepiej.
-Dzięki za odprowadzenie i za wszystko, do jutra – wyszeptałam, odsuwając się od niej i ruszyłam w stronę mojego domu. Choć dzisiaj nie chciałam już więcej o nim myśleć, musiałam zająć się również szkołą, którą w ostatnich dniach zaczęłam kompletnie olewać, przybyło mi kilka jedynek z czego rodzice nie będą na pewno zadowoleni.
Weszłam do domu, po czym szybko zdjęłam z siebie kurtkę oraz kozaki i ruszyłam do kuchni. W domu nikogo nie było, a nie miałam ochoty robić sobie obiadu, więc po prostu wyciągnęłam z lodówki jogurt i szybko go zjadłam, po czym poszłam na górę. Podeszłam do łóżka i położyłam się na nim, wbijając wzrok w sufit. Byłam naprawdę zmęczona całym tym tygodniem, a tym bardziej tym dniem, miałam ochotę położyć się i zasnąć choć na kilka godzin, ale nie chciałam przespać całego dnia, miałam zamiar dziś pouczyć się do testów i kartkówek, w końcu jutro mam mieć dwa sprawdziany, a już w następnym tygodniu będzie tego jeszcze więcej, nie mogę sobie pozwolić tego olewać i dostać kolejne jedynki, z jego powodu, musze wziąć się w garść i choć dziś zająć się czymś innym niż on.
-Miałam o nim nie myśleć! –mruknęłam do siebie, uderzając się z otwartej dłoni w czoło, po czym szybko zeszłam z łóżka i podeszłam do biurka siadając przy nim i wyciągając z szafek podręczniki na lekcje z których wkrótce miałam mieć sprawdziany. Przygryzłam nerwowo wargę, wpatrując się w nie z niechęcią. Nauka była zdecydowanie ostatnią rzeczą jaką chciałam dziś robić…

Oczami Justina
Chodziłem nerwowo po pokoju, zastanawiając się czy wybrać się na imprezę, która miała być organizowana dziś przez jednego z uczniów naszej szkoły, nie znałem go, ale to nie ważne, bo prawie nigdy nie znałem osób do których szedłem. Był to jedyny sposób by przestać o tym wszystkim myśleć, przestać ciągle zadręczać się tym zajściem i przestać myśleć o Chloe. Dobrze wiedziałem, że to moja wina, jednak to ciągłe myślenie o tym naprawdę robiło się irytujące. Więc czemu miałbym nie pójść, w końcu warto tam pójść, choćby po to by na jakiś czas się odciąć.
Sięgnąłem do kieszeni po telefon, po czym napisałam sms-a do Christiana pytając czy idzie na tą imprezę, a czekając na odpowiedź usłyszałem, że ktoś wchodzi do domu. Rzuciłem telefonem na łóżko i zszedłem na dół, chcąc się upewnić kto wrócił.
-Idziesz gdzieś dzisiaj? – zapytała Annice, która zupełnie znikąd znalazła się nagle przy mnie. Dziewczyna delikatnie zmrużyła oczy, przyglądając mi się głupio, przez co poczułem coś w rodzaju poczucia winy.
-Tak, na imprezę – powiedziałem niepewnie, a dziewczyna otworzyła szerzej oczy, najwyraźniej bardzo zaskoczona. Podniosła brwi od góry, po czym wyminęła mnie patrząc w moją stronę pogardliwie. Ponownie poczułem to okropne uczucie , ale za co? Chyba mam prawo trochę odpocząć, ciągle tylko staram się o wybaczenie Chloe, więc choć na jakiś czas chcę sobie odpuścić, jest w tym coś złego? Raczej nie. Tak myślę.
-Jak widzę przeszła ci już chęć starania się – mruknęła z ironią w głosie, wchodząc do kuchni. Przewróciłem oczami, idąc za nią i usiadłem na krześle przy stole, przypatrując jej się. Dziewczyna zupełnie mnie olała, najwyraźniej nie mając ochoty na rozmowę.
-Nie, nie przeszła, ale mam chyba prawo trochę wyluzować, tak? – warknąłem, a ona ponownie parsknęła śmiechem co było tak niesamowicie denerwujące, że przez chwile miałem ochotę ją uderzyć.
-Oh, no jasne – powiedziała sarkastycznie, szykując sobie kanapki do zjedzenia. Zerwałem się z krzesła i podszedłem do niej, stojąc z nią twarzą w twarz. Annice odłożyła nóż na stół po czym spojrzała na mnie, i nagle zmiękła, jakby się mnie przestraszyła. Musiałem wyglądać naprawdę groźnie, ale miałam już dosyć ciągle być tym najgorszym, a ktoś taki jak ona nie miał prawa zabronić mi imprezy, poza tym jej głos był tak denerwujący, że gdybym był inny, to już dawno dostałaby ode mnie w twarz.
-Przestań być już taką suką, bo to nie twoja sprawa, tylko moja i Chloe. Chcę jeden dzień od tego uciec, a ty mi nie zabronisz, rozumiesz? Swoje zdanie zostaw dla siebie, a ode mnie się odpierdol, bo nie jesteś moją matką – warknąłem wściekły i wyszedłem z kuchni, a przechodząc obok niej uderzyłem swoim ramieniem o jej. Zostawiłem ją tam naprawdę zaskoczoną i wystraszoną, ale nie żałowałem, że jej to powiedziałem, miałam już dosyć jej ciągłego wtrącania się, może tym razem raz na zawsze zostawi tą sprawę. Wciąż zdenerwowany wszedłem do pokoju, rzucając się na łóżko i biorąc do ręki telefon. Miałem sms-a, od Christiana, zgodził się pójść ze mną na imprezę. Na moich ustach pojawił się uśmiech, wstałem z łóżka i zacząłem powoli szykować się na imprezę. Kiedy w końcu wybrałem ubrania i założyłem je, podszedłem do lustra poprawiając koszulkę i uśmiechając się do siebie. Cóż, moim skromnym zdaniem wyglądałem świetnie. Skierowałem się do łazienki gdzie poprawiłem fryzurę i umyłem zęby, po czym wróciłem do pokoju, gdzie założyłem jeszcze jakieś dodatki i byłem już w sumie gotowy.
Napisałem do Christiana, że spotkamy się na miejscu i wyszedłem z pokoju, schodząc na dół gdzie Annice oglądała jakiś film, wyglądała na smutną. Trudno, dzisiaj chcę się już tylko dobrze bawić. Na chwile spojrzała na mnie, ale od razu odwróciła wzrok. Nie zwracając na nią uwagi, założyłem moje ulubione Supry i wyszedłem z domu, po czym skierowałem się do garażu gdzie zaparkowany był mój samochód. Uśmiechnąłem się do siebie kiedy zobaczyłem mój ukochany chromowany Fisker Karma. Podszedłem do samochodu i uderzyłem kilka razy w maskę po czym otworzyłem drzwi i wszedłem do środka i odpalając silnik wyjechałem z garażu, kierując się pod dom w którym odbywać się miała domówka. Dom nie znajdował daleko od mojego, i był trochę mniejszy. Kiedy już tam dotarłem, nie było jeszcze Christiana. Wszedłem do domu, rozglądając się dookoła. W pomieszczeniu było gorąco, gdyż w środku znajdowało się naprawdę dużo osób, może nawet za dużo. Usiadłem na kanapie przy ścianie i zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu w poszukiwaniu Christiana. Po chwili jednak zrezygnowałem i wbiłem wzrok w osoby stojące przede mną. Dwie ledwie trzymające się na nogach dziewczyny, oraz stojący przy nich chłopak, który starał się je poderwać. Powstrzymałem się przed wybuchnięciem śmiechem i wyłożyłem z kieszeni telefon, z zamiarem napisania do Christiana. Kiedy już miałem zacząć pisać, obok mnie ktoś usiadł, spojrzałem w bok i ujrzałem roześmianego Christiana.
-Siema, stary. Masz – podał mi szklankę napełnioną złocistym alkoholem. Uśmiechnąłem się tylko i przyłożyłem szklankę do ust, po czym za jednym zamachem cała zawartość szklanki znalazła się w moich ustach – nie spodziewałam się, że po tym całym zajściu, będziesz chciał imprezować – stwierdził, unosząc brwi do góry i uśmiechając się lekko.
-Tak, ale możemy o tym dzisiaj nie rozmawiać? – zapytałem, przewracając oczami, po czym wstałem z kanapy i skierowałem się w stronę baru (…)
Wstałem z krzesła i ruszyłem przed siebie, uśmiechając się głupio pod nosem i szukając wzrokiem jakieś niezłej dziewczyny. Przez dużą ilość alkoholu mojego nogi odmawiały mi posłuszeństwa, dlatego szedłem chwiejnym krokiem, obserwując wszystkich dookoła mnie, którzy swoją drogą wcale nie byli lepsi ode mnie. Po jakimś czasie zrezygnowałem i wycofałem się po czym usiadłem znów na kanapie by odpocząć. Odchyliłem głowę do tyłu i wziąłem głęboki oddech, przymykając oczy, byłem już naprawdę zmęczony i chciałem opuścić ten dom. Kiedy podniosłem głowę obok mnie siedziała jakaś blondynka, w sumie całkiem niezła, uśmiechnęła się, zagryzając wargę gdy tylko na nią spojrzałem, a po chwili przybliżyła do mnie, po czym przejechała opuszkami palców po mojej koszulce.
-Hej, może wybierzemy się na górę, jest jeszcze wiele wolnych pokoi, a ty… - dziewczyna przerwała, wbijając wzrok na kogoś stojącego naprzeciwko. Odwróciłem głowę i nagle zostałem brutalnie podniesiony przez jakiegoś chłopaka, który wyglądał na naprawdę zdenerwowanego. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić poczułem jego pięść na swoim policzku i wylądowałem na podłodze. Szybko pozbierałem się i podszedłem do niego stając z nim twarzą w twarz, pchnąłem do po czym zacisnąłem pięści i wymierzyłem nią w jego nos. Chłopak upadł na ziemie, a w tym czasie przybliżyłem się i zacząłem okładać go pięściami po twarzy. Z każdym kolejnym uderzeniem stawałem się coraz bardziej zdenerwowany, a uderzenia były coraz silniejsze i brutalne. Kiedy zaczął powoli tracić przytomność, poczułem jak ktoś odciąga mnie do tyłu.
-Zostaw go, on i tak ledwo kontaktuje – warknął Christian, który był prawie w takim stanie jak ja, może nawet gorzej. Kiwał się na dwie strony, a w ręku trzymał piwo. Parsknąłem ironicznie śmiechem i podszedłem do niego znowu, bez wahania kopnąłem go z całej siły w brzuch, na co chłopak zgiął się w pół. Skierowałem się w stronę wyjścia potrącając każdego na mojej drodze. Kiedy wyszedłem na powietrze, poczułem się już o wiele lepiej. Ruszyłem w stronę swojego samochodu, lecz w połowie drogi zrezygnowałem i postanowiłem się przejść.

Oczami Chloe
Byłam tak bardzo zajęta nauką, że nawet nie zauważyłam która jest godzina. Kiedy spojrzałam na zegarek sama nie mogłam uwierzyć, którą godzinę spędzam na nauce. Westchnęłam cicho i zamknęłam podręcznik, po czym odsunęłam do od siebie i oparłam się o krzesło. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo zmęczona już jestem. Jedyne o czym teraz marzyłam to położyć się i zasnąć. Zagryzłam nerwowo wargę wstając z krzesła i podchodząc do okna, po czym wyjrzałam za nie, przyglądając się całkowicie pustej ulicy. Dookoła panowała ciemność, jedynie jedna latarnia oświetlała ulicę. Odsunęłam się od okna i podeszłam do szafy, wybierając z niej piżamę po czym skierowałam się do łazienki. Starałam się iść najciszej jak tylko potrafiłam, gdyż rodzice już dawno spali, a ja nie chciałam ich obudzić, by potem nie musieć się pół godziny tłumaczyć. Weszłam do łazienki i zamknęłam za sobą delikatnie drzwi po czym podeszłam do lustra i przejrzałam się w nim, odgarniając włosy do tyłu. Zdjęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Zimna woda od razu sprawiła, iż trochę się rozbudziłam. Nalałam płyn na gąbkę i umyłam dokładnie moje ciało, po czym wyszłam z pod prysznica okrywając się ręcznikiem, następnie założyłam piżamę i jak najszybciej wyszłam z łazienki kierując się w stronę pokoju. W połowie drogi usłyszałam pukanie do drzwi. Odwróciłam się na pięcie otwierając szerzej oczy. Pukanie stawało się coraz silniejsze i głośniejsze, a ja powoli zeszłam na dół i ruszyłam zdziwiona w stronę drzwi.
Kto do cholery o tej godzinie wpadł na pomysł by mnie odwiedzić?
Chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi, najpierw ostrożnie za nie wyglądając, a po chwili je otwierając. Za drzwiami stał ktoś kogo zupełnie się tutaj nie spodziewałam. Justin. Otworzyłam szerzej oczy wpatrując się w uśmiechającego się chłopaka. Zagryzłam nerwowo wargę nie widząc jak mam się zachować, zamknąć drzwi, wpuścić go, może chcę porozmawiać? Zaraz, ale gdyby chciał porozmawiać to zrobiłby to w szkole, a przychodziłby do mnie tak późno. Coś tu nie gra…
-Justin? – wyjęknęłam, kiedy zauważyłam, że szatyn buja się w prawo i lewo jakby był pijany. Nagle wszystko stało się dla mnie jasne, on jest pijany, dlatego przyszedł do mnie o tej porze! Co mam teraz zrobić? Zadzwonić do Annice? Przecież nie mogę go tak po prostu wygonić, a co pomyśli sobie rano kiedy obudzi się w moim domu?
~.~

Uh, naprawdę nie wiem jak mam Was teraz przepraszać, nawet nie wiem co mam Wam teraz napisać, więc napisze tylko, że strasznie żałuje, że rozdział dodaje po miesiącu! Chcę Wam ogromnie podziękować za każdy komentarz, każde wejście, za każdą opinie - to jest dla mnie naprawdę ważne, ponieważ jeśli napiszecie pozytywną opinie czuje się w pewien sposób lepiej, a kiedy gorszą, wiem, że robię coś źle i staram się to poprawić. Wiem, że często Was zawodzę, pisze, że rozdział pojawi się w jakiś dzień, a wcale się nie pojawia, ale to nie zależy ode mnie, czasami wena mi dopisuje, a czasami nie. Chcę po prostu jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy to czytają i komentują, tym 62 osobą obserwującym mnie i za te 26189 odwiedzin! Dziękuje, jesteście po prostu wspaniali! :)
Tagi: #29
05.03.2013 o godz. 22:56
Otworzyłam powoli drzwi i weszłam do domu rozglądając się po nim z uśmiechem na ustach. Zostawiłam walizkę w salonie i ruszyłam do salonu skąd słyszałam głosy moich rodziców. Oboje rozmawiali tak zawzięcie, że nawet mnie nie zauważyli.
-Wróciłam! – zaśmiałam się, a oni oboje spojrzeli na mnie i roześmiali się. Podeszłam do nich, przytulając się na przywitanie. Od razu zaczęli pytać mnie o wydarzenia jakie miały miejsce na wycieczce, pytali czy dobrze się bawiłam i czy wydarzyło się coś ciekawego. Hm, wydarzyło się naprawdę wiele, między innymi zdradził mnie chłopak, ale przecież im tego nie powiem. W końcu oni nawet nie wiedzieli, że z nim jestem.
-Było fajnie, ale teraz jestem naprawdę zmęczona i chyba pójdę spać – powiedziałam, uśmiechając się i rzuciłam się na kanapę obok taty.
-Nie dziwie się, jechaliście naprawdę długo. Jesteś głodna? – zapytała
-Niedawno jadłam – mruknęłam wtulając się w poduszkę i przymykając oczy. Pocieszające jest to, że już niedługo Święta i będę mogła choć trochę odpocząć. Jeszcze chwile pogadałam z rodzicami i poszłam na górę, ciągnąc za sobą walizkę. Kiedy już znalazłam się w pokoju, zagryzłam nerwowo wargę zostawiając walizkę i podchodząc do łóżka. Rzuciłam się na nie i odchyliłam głowę do tyłu zakładając ręce na piersi. W swoim pokoju w końcu nie musiałam udawać, uśmiechać się i kłamać, że wycieczka była udana. Ona już zawsze będzie kojarzyła mi się najgorzej, a samo mówienie o niej sprawiało, że łzy pojawiały się w moim oczach.
-Kochanie, co się stało? – usłyszałam głos mojej mamy i od razu spojrzałam w stronę drzwi przy, których stała opierając się o ścianę.
-Nic, a co miałoby się stać? – zapytałam, próbując w jakiś sposób wymknąć się od udzielania jej odpowiedzi. Mówienie o tym nie dosyć, że było dla mnie przykre, to w pewnym sensie było poniżające. Nie chciałam mówić jej, że mój chłopak zdradził mnie z dziewczyną, która była ładniejsza ode mnie.
-Przecież widzę – mruknęła, podchodząc do mnie z rękoma założonymi na piersi. Usiadła na łóżku wpatrując się we mnie spojrzeniem wyczekującym odpowiedzi, prawdziwej.
-Jestem po prostu zmęczona, mamo – tłumaczyłam, starając się z tego wybrnąć. Można okłamać wszystkich, ale nie moją mamę, ona najlepiej wie kiedy coś jest ze mną nie tak, nawet choćbym nie wiem jak to ukrywała.
-Ostatnio mało rozmawiamy, może chciałabyś mi coś powiedzieć? – zapytała troskliwie, zupełnie ignorując moje wcześniejsze słowa.
-Nie, naprawdę, wszystko jest ze mną w porządku – broniłam się.
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę jak szybko i nerwowo wypowiedziałam te słowa. Wbiłam zęby w wargę tak mocno, że aż sama cicho pisnęłam z bólu. Natychmiast przeniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na mamę, uśmiechając się.
-Naprawdę nic się nie wydarzyło? W szkole? Na wycieczce? – na ostatnie zdanie dała nacisk, co sprawiło, że byłam już niemal pewna, iż czegoś się domyśla. W środku zaczęłam panikować, krzycząc, że musze z tego wybrnąć, lecz na zewnątrz pozostawałam niewzruszona.
-Nie, mówiłam już, że było fajnie – skłamałam, odwracając wzrok.
-Na pewno? – dopytywała, wpatrując się we mnie. Nie odezwałam się, rozważając powiedzenie jej o wszystkim. Faktycznie ostatnio odsunęłyśmy się, a ona jest moją mamą, więc może powinnam jej powiedzieć chociaż o tym?
-Tak, na pewno – uśmiechnęłam się, przymykając oczy. Dobrze wiedziałam, że ukrywanie tego niczego nie polepszy, wręcz przeciwnie, to jeszcze wszystko pogorszy. Annice bardzo mnie wspiera, ale w końcu to jej brat, więc nie może odwrócić się tak po prostu przeciwko jemu.
Nastała między nami niezręczna cisza, a ja spojrzałam na mamę, uśmiechem chcą pokazać jej, że nic się nie dzieje. To jednak nic nie dało, ponieważ ona wciąż patrzyła na mnie zmartwiona.
-Dobrze, ale pamiętaj, że jeśli będziesz chciała mi coś powiedzieć, ja zawsze cię wysłucham – uśmiechnęła się i wstała z łóżka, po czym skierowała się w stronę drzwi, spoglądając na mnie. Gdy wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi poczułam jak łzy zbierają się w moich oczach.
Dlaczego to musi tak boleć?
Nie chciałam jej okłamywać, ale nie mogłam powiedzieć jej prawdy. Żaden wybór nie był dobry. Chciałabym cofnąć czas i móc w jakikolwiek sposób to zmienić, ale przecież czasu nie da się cofnąć. Muszę cierpieć, a to tylko dlatego, że zaufałam niewłaściwej osobie. Najgorsze jest to, że w tym momencie czułam ogromną potrzebę wtulić się w niego, usłyszeć jak przeprasza i móc przebaczyć mu nawet się nie zastanawiając. Teraz potrzebowałam tylko jego, tylko on mógł sprawić, że znowu byłabym szczęśliwa. Jednak to ja nie umiałam wybaczyć, za to on nie potrafił pozostać wierny.
Zanim zdążyłam się zorientować po moich policzkach spływały łzy, a ja ponownie leżałam na łóżku, wbijając zęby w wargę. Przekręciłam się na bok, starając się zasnąć, ale przez to wszystko znowu nie mogłam zasnąć.
***
Siedziałam skulona na łóżku już od ponad godziny i wciąż wpatrywałam się w jedno miejsce zagryzając nerwowo wargę. Po kilku próbach zaśnięcia po prostu zrezygnowałam, ponieważ nie miało to żadnego sensu. Ułożyłam się po prostu na łóżku i zaczęłam myśleć o wszystkim. Kiedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi, zagryzłam nerwowo wargę, myśląc, że to mama znowu chcę ze mną pogadać. Nie odezwałam się, a po chwili drzwi uchyliły się i stanęła w nim Annice. Uśmiechnęłam się widząc ją, a dziewczyna podeszła do mnie i usiadła na łóżku, wzdychając co chwile.
-Przyszłam, bo pomyślałam, że możesz mnie teraz potrzebować – powiedziała, uśmiechając się delikatnie. Byłam jej ogromnie wdzięczna, że wciąż o mnie myśli, nawet teraz kiedy wróciliśmy, a ona mogła położyć się i odpocząć, nie zawracając sobie mną głowy.
-Dziękuje, ale nie musiałaś. – zaśmiałam się, przenosząc do pozycji siedzącej. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami i zaśmiała się cicho.
-Wiesz, to lepsze niż słuchanie jak on ciągle mówi, że żałuje – powiedziała, wpatrując się we mnie. Przez myśl przeszło mi, że może ona przyszła tutaj tylko po to by namawiać mnie do wybaczenia mu.
-Ann, on kazał ci tutaj przyjść? – zapytałam prosto, a dziewczyna zmieszała się. Czyli jednak miałam racje, nie przyszła tutaj by mi pomagać, tylko by starać się mnie namawiać. To przecież niemożliwe! Zdradził mnie zaledwie kilka dni temu, a ja mam mu to tak po prostu wybaczyć, wrócić do niego i żyć jakby to nigdy się nie wybaczyło? Cóż, nie potrafię, to zbyt trudne jak dla mnie.
-Chciał wiedzieć jak się trzymasz – stwierdziła, patrząc na mnie błagalnie. Parsknęłam ironicznym śmiechem i położyłam się po czym odwróciłam do niej plecami, jak obrażone dziecko. To chyba jedno z najbanalniejszych słów, wątpię by mu na tym zależało.
-W takim razie powiedz, że bardzo dobrze – warknęłam, przymykając oczy i chowając głowę w poduszkę, cicho wzdychając.
-Chloe…
-Co? Dobrze wiesz jakie to trudne, on też o tym wie, a mimo to chcę wiedzieć jak się trzymam? Okropnie! A jak mam się czuć po zdradzie, wspaniale? Proszę cię! – wybuchłam, ponownie podnosząc się i patrząc na nią zza załzawionych oczu. Dziewczyna zagryzła nerwowo wargę i spuściła wzrok na dół, widocznie smutna. Znowu poczułam się podle, ona chciała tylko pomóc, rozumiałam, że to nie jest dla niej łatwe. Musiała stać pomiędzy bratem, a przyjaciółką, a przecież tak czy tak nie jestem dla niej tak ważna jak on, dlatego stara się pomóc.
-Jemu naprawdę zależy – wyszeptała cicho, a jej głos drżał. Przeze mnie. Westchnęłam, przykładając dłoń do czoła i przymknęłam oczy, nie chcę już nawet się odzywać. W tym momencie pragnęłam tylko zapaść się pod ziemie.
-Myślisz, że broniłabym go, gdybym wiedziała, że mu nie zależy? Ale zależy! Widzę, że żałuje, jest mu przykro, rozumiesz? Oboje chodzicie przybici, i tak to ma wyglądać przez cały czas? – zapytała, zdenerwowana.
-On niedługo zapomni, znudzi mu się i przestanie zależeć – warknęłam układając się na łóżku i przyglądając jej się. Dziewczyna przez chwile była jakby nieobecna jednak po chwili parsknęła tylko śmiechem, kiwając przecząco głową. Miałam ochotę dodać jeszcze, że przecież ona sama mówiła mi na początku jakim jest nic nie wartym idiotą, a teraz sama go broni, ale się powstrzymałam dając dojść jej do słowa.
-Sama się sobie dziwie, bo nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale tak nie jest. Jemu zależy, jak nigdy. – tłumaczyła, a ja miałam wrażenie, że to co mówi jest naprawdę prawdziwe. Nawet mimo to, jest za wcześnie bym mogła mu wybaczyć. Gdybym to zrobiła, on stwierdziłby, że może robić co mu się zechcę i zdradzi mnie jeszcze nie raz.
-Annice, to naprawdę koniec. Nie przekonasz mnie tymi słowami – powiedziałam zaciskając usta w podłużną linię starając się zatrzymać cisnące się do moich oczu, łzy.
Między nami zapadła cisza, Ann odwróciła wzrok wyraźnie nad czymś myśląc, a ja wpatrywałam się w nią wyczekując, aż się odezwie. Mijały sekundy, minuty, a ona wciąż się nie odezwała jakby odcięła się na kilka chwil od realnego życia i pogrążyła w myślach. Po kilku minutach, które dla mnie trwały jak godziny, spojrzała na mnie i zaśmiała się cicho spuszczając wzrok. Ten gest zupełnie zbił mnie z tropu.
-Chciał do ciebie przyjść, ale go zatrzymałam. Nie wiem na jak długo, ale on się nie podda, Chloe. Jestem tego przekonana – powiedziała wbijając we mnie wzrok. Zupełnie nie rozumiałam, dlatego aż tak bardzo jej zależy. Może po prostu chciała naszego szczęścia…
-To nic nie zmieni, nie potrafię mu tego wybaczyć, nawet jakbym chciała – wyszeptałam, zaciskając usta. Na jej ustach pojawił się ledwo zauważalny irytujący uśmiech, jakby chciała ze mnie zakpić. Denerwowałam ją, choć zupełnie nie wiem czemu.
-Ale nie chcesz – mruknęła, przewracając oczami.
-Czemu tak uważasz?
-Proszę cię, Chloe! Ja to widzę, gdybyś chciała, wysłuchałabyś go, ale tego nie zrobiłaś! – oburzyła się, wsuwając dłonie do kieszeni i gwałtownie wstając z łóżka. Spuściłam wzrok na dłonie i zaczęłam bawić się swoimi paznokciami. Zupełnie nie wiem co się z nią stało, zaczęła zachowywać się jakby miała mi za złe, iż nie chcę mu wybaczyć, ale to przecież nie moja wina!
-Wysłuchałam go! – oburzyłam się, podnosząc ton głosu. Miałam wrażenie, że do pokoju wbiegnie zaraz mama chcąc wiedzieć co się dzieje.
-Niby kiedy? – zapytała.
-Gdy wybiegłam na wycieczce z pokoju, na korytarzy stał Justin, zobaczył mnie i zaczął za mną biec. Potem podszedł do mnie gdy siedziałam na ławce i rozmawialiśmy, zakończyliśmy to już na zawsze – powiedziałam udając obojętną, choć tak naprawdę łzy cisnęły mi się do oczu.
Annice siedziała w pokoju, nic się nie odzywając jeszcze przez kilka chwil, a potem wstała i wyszła nic się nie odzywając. Podążałam za nią wzrokiem aż nie zamknęła za sobą drzwi, a kiedy wyszła, po prostu rozpłakałam się jak dziecko.
Przetarłam łzy, stwierdzając, że nie mogę wiecznie płakać, to już się zdarzyło, nie mogę tego odwrócić, muszę iść dalej. Musze rozpocząć nowy rozdział w życiu i wymazać z niego Justina. Owszem, na początku na pewno nie będzie łatwo, ale muszę po prostu o nim zapomnieć, traktować jak każdego innego ucznia, ale nie rozmawiać z nim. Jednak jak mam to zrobić, gdy Annice na pewno nie odpuści i będzie chciała nas znowu ze sobą zeswatać? To takie głupie, ona wie jak to mnie boli, zdaje sobie sprawę z tego, iż nie chcę o tym rozmawiać, a mimo to wciąż to robi. Ugh! To takie denerwujące kiedy ktoś stara się na siłę zmieniać coś w twoim życiu, nawet Annice. Boje się, że przez to wszystko stracę również ją.
~.~

Strasznie was przepraszam, że tak długo. Obiecałam, że rozdział dodam dziś, więc dodaje... co prawda zostało jeszcze 10 minut do końca tego dni, ale nieważne. Bardzo przepraszam za wszystkie błędy, ale nie zdążyłam nawet sprawdzić. Dziękuje za wszystkie komentarze, odwiedziny i po prostu wszystko, jesteście wspaniali <3 Jej, to już 28 rozdział, jeszcze trochę i niestety będzie już koniec historii Justina i Chloe ;c
Tagi: #28
13.02.2013 o godz. 23:51
-Nie chcę cię w tym pokoju, masz go opuścić! – rozkazałam tak głośno, że zabrzmiało to jakbym krzyczała. Dziewczyna stojąca przede mną zadrżała, choć starała się to ukrywać. Zacisnęła ręce na piersi, a na jej twarzy pojawił się wredny, parszywy uśmiech. Nie zamierzałam się poddać, a mój wzrok był zimny i pozbawiony jakichkolwiek uczuć.
-Więc gdzie mam iść? – zapytała, nie przestając się uśmiechać. Robiąc jej na przekrój uśmiechnęłam się mimo iż moje serce łamało się z każdą kolejną sekundą, patrząc jak parszywie uśmiecha się, nie mając nawet cienia skruchy po tym co zrobiła.
-Nie obchodzi mnie to, najlepiej idź do Justina, oboje jesteście siebie warci – warknęłam, przez zaciśnięte zęby, a moje dłonie automatycznie zacisnęły się w pięści. Ona to zauważyła i sprawiło jej to przyjemność, miała nade mną kontrole, wystarczyło jedno słowo bym się rozkleiła.
-Zastaje tutaj! – krzyknęła, wyprowadzona z równowagi.
-Nie zostajesz – powiedziałam stanowczo.
-No dobrze, więc pójdę do Justina. On i tak woli mnie od ciebie – syknęła i zabierając swoją walizkę wyszła z pokoju na korytarz. Zamknęłam za nią drzwi i spojrzałam w stronę Annice zaciskając wargi by nie wybuchnąć płaczem.
-Przecież wiesz, że Justin jej nie chcę – zaśmiała się cicho, spoglądając na mnie znad ekranu swojego iPhone’a. Wzruszyłam ramionami, starając się udawać obojętną i podeszłam do łóżka, rzucając się na nie. Położyłam na swoich kolanach poduszkę i zaczęłam się nią bawić.
-Nie, nie wiem. – wyszeptałam cicho, tak by Ann tego nie usłyszała. Spojrzałam na nią, ale ona zajęta swoim telefonem nawet na mnie nie spojrzała. Westchnęłam cicho, nic więcej się nie odzywając. Miałam ogromną ochotę sprawdzić dokąd poszła Ronnie, ponieważ obawiałam się, że do Justina, ale z drugiej strony nie chciałam by ktoś zauważył, że faktycznie jestem zazdrosna.
Poczułam jak łzy ponownie napływają do moich oczu, a po chwili wybuchałam płaczem, nie mogąc powstrzymać już kłębiących się we mnie uczuć. Czułam się taka bezradna i niepotrzebna, nikt nie mógł mnie zrozumieć, ponieważ oni tego nie doświadczyli. Nie wiedzą jak to jest zostać zdradzonym przez człowieka, któremu tak się ufa. Skuliłam się w kłębek i zaczęłam cicho szlochać, a po chwili Annice usiadła obok mnie i objęła mnie ramieniem.
-Wiem, że cierpisz i wiem, że to dla ciebie trudne, ale musisz dać radę – szepnęła, starając się mnie pocieszyć.
-Nie wiesz jak to jest! – krzyknęłam, nie mogąc już więcej wysłuchiwać tych słów „wiem, że…”, a tak naprawdę nie wiedziała jakie to uczucie. Po chwili pożałowałam, że tak na nią krzyknęłam, dobrze wiem, że stara się mi jedynie pomóc i nie powinnam się na nią denerwować.
-Przepraszam… - wyszeptałam, podnosząc głowę by móc na nią spojrzeć. Dziewczyna westchnęła cicho, ale nic się nie odezwała. Między nami zapadła cisza, którą chciałam jak najszybciej przerwać.
-Nic się nie stało, to prawda, nikt mnie nigdy tak nie skrzywdził. – stwierdziła po dłuższym czasie a w jej głosie było coś co sprawiło, iż ponownie poczułam się winna. Wstałam z łóżka i zakładając na siebie kurtkę wyszłam z pokoju.
-Idę się przejść, niedługo wrócę – powiedziałam na odchodne, po czym zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam wzdłuż holu kierując się w stronę wyjścia z hotelu. Kiedy już miałam zejść po schodach, zauważyłam, że drzwi z pokoju Justina otwierają się, a po chwili na holu pojawił się On. Pech chciał by spojrzał się akurat w moją stronę i przez chwile wpatrywał we mnie, zaciskając wargi.
Spojrzałam w jego stronę i zbiegłam po schodach obawiając się, że pójdzie za mną. Kiedy w holu usłyszałam kroki już wiedziałam, że postanowił iść za mną, więc przyśpieszyłam kroki i zbiegłam najszybciej jak potrafiłam. Następnie szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Nie chciałam biec by nie wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń.
-Chloe, zaczekaj! – usłyszałam za sobą krzyk Justina, przez co automatycznie odwróciłam się w jego stronę. Szybko otworzyłam drzwi i wybiegłam z hotelu, szłam bardzo szybko, ale nie biegłam. Przeszłam na drugą stronę ulicy i ruszyłam przed siebie, zupełnie nie wiedziałam gdzie idę, po prostu chciałam go zgubić. Kiedy po raz kolejny spojrzałam w jego stronę, on zaczął biec, więc i ja zaczęłam biec. Nie chciałam z nim rozmawiać, nie chciałam pokazać mu jak słaba jestem, a obawiałam się, że po prostu zacznę płakać przy rozmowie z nim.
Byłam wolniejsza od Justina, jednak tym razem biegłam tak szybko, że miałam wrażenie, iż po prostu podda się i mnie nie dogoni. Kiedy już miałam wrażenie, że nie dam rady dalej biec, zauważyłam, że on się już zatrzymał. Byłam zaskoczona i zawiedziona, że się poddał i nie chciał biec dalej, co było może i dziwne, gdyż wcale tak nie wyglądałam. Może i na zewnątrz nie chciałam by biegł za mną, ale w środku miałam tą nadzieje. To głupie, wiem, sama sobie przeczę. Biegłam jeszcze kawałek, po czym również zwolniłam. Kilka razy odwróciłam się do tyłu by sprawdzić czy czasami nie pobiegł za mną, ale jego już nie było. Po chwili ponownie zaczęłam iść spokojnym krokiem, myśląc nad swoim życiem, nad tym jak bardzo się zmieniło.
Zrozumiałam jedną rzecz, cieszę się, że poznałam Justina, nawet mimo to jak bardzo mnie zranił. Gdybym mogła to powtórzyć, zrobiłabym to nawet jeśli miałabym ponownie cierpieć tak bardzo jak teraz, spędziłam z nim tak wiele wspaniałych chwil i za nic bym ich nie oddała. Mimo wszystko, żałuje, że to się tak skończyło, a nie inaczej.
Usiadłam na jednej z ławek i spojrzałam przed siebie, pozwalając łzom swobodnie spływać po moich zaczerwienionych policzkach. Przyglądałam się ludziom, którzy pośpiesznie szli przed siebie nawet nie zwracając na mnie uwagi. W Los Angeles mało kto zwraca na siebie uwagę, każdy ma swoje problemy, każdy ma swoje sprawy, swoje życie, zawsze każdy jest tutaj w biegu. Przymknęłam oczy i zaczęłam płakać jeszcze bardziej, wspominając wszystkie wspaniałe chwile spędzone z Justinem.
Kiedy otworzyłam drzwi obok mnie siedział chłopak z kapturem zaciągniętym na głowie tak bardzo, że nie byłam w stanie zobaczyć jego twarzy. Chwile na niego patrzyłam z nadzieją, że on również na mnie spojrzy i będę mogła ujrzeć jego twarz. On jednak nie zamierzał obdarzyć mnie spojrzeniem i wciąż patrzył przed siebie z rękoma wsuniętymi do kieszeni.
-Czemu płaczesz? – zapytał cicho, wciąż na mnie nie patrząc. Westchnęłam cicho i odchyliłam głowę do tyłu, uśmiechając się przez łzy.
-Okazało się, że chłopak, którego kocham, zdradził mnie ze swoją przyjaciółką. Jest mi z tym ciężko, nigdy bym nawet go o to nie podejrzewała – wyszeptałam, zagryzając nerwowo wargi. Nie chciałam wybuchnąć teraz płaczem, próbowałam być silna.
-To musi być dla ciebie trudne, ale każdy popełnia błędy – stwierdził, dalej ślepo patrząc przed siebie.
-Wiem, ale nie potrafię wybaczyć mu zdrady, to zbyt trudne – powiedziałam wzdychając głośno, a w tym samym momencie chłopak odwrócił głowę w moją stronę i zdjął kaptur. Nie mogłam uwierzyć, że on naprawdę mnie wrobił. A więc nie wygadałam się obcemu człowiekowi tylko jemu.
-Chloe, porozmawiaj ze mną i daj mi to wyjaśnić – poprosił cicho ze skruchą w głosie. Po tonie jego głosu dało się usłyszeć, że żałował. Gdyby nie to już dawno kazałabym mu odejść, jednak tym razem coś mnie zatrzymało. W środku toczyłam ze sobą walkę, zastanawiając się czy dać mu szansę i wysłuchać go lub po prostu powiedzieć, że to już koniec… na zawsze.
-Co chcesz mi wyjaśnić? Myślałam, że wiem już wszystko – powiedziałam przybierając nieco oschłego tonu głosu. Chłopak uśmiechnął się, biorąc moje słowa jako pozwolenie. Usiadł bliżej mnie i wziął głęboki oddech przez dłuższy czas nic nie mówiąc.
-Jak już mówiłem zupełnie nie wiem co we mnie wstąpiło, ale ja naprawdę cholernie tego żałuje. Kiedy tylko ocknąłem się i zrozumiałem co robię, odepchnąłem ją od siebie i kazałem jej wyjść. Wiem, że nic mnie nie usprawiedliwi, bo zachowałem się jak dupek, chcę być wiedziała, że jesteś dla mnie ważna, kocham cię i nie chcę stracić. Popełniłem błąd, którego teraz żałuje, ale proszę wybacz mi, naprawdę mi na tobie zależy – mówił ze łzami w oczach. Miałam wrażenie, że jego słowa są szczere, a on naprawdę żałuje tego co zrobił, ale wybaczając mu tak od razu pokazałabym jednocześnie, że może się mną bawić, a ja i tak wszystko mu wybaczę. Mimo wszystko, chciałam mu to wybaczyć i ufać, że nigdy więcej tego nie zrobi.
-Dlaczego miałabym ci wierzyć? – zapytałam, czując łzy które napłynęły mi już do oczu.
-Po prostu mi zaufaj, naprawdę nie chciałem cię zranić i żałuje – wyszeptał spuszczając głowę w dół. Wiedziałam, że teraz muszę zdecydować jak dalej to wszystko się potoczy. Po tym co zrobił, nie powinnam się nawet zastanawiać, ale tym razem coś mnie zatrzymywało, chciałam mu wybaczyć, ale nie mogłam. To zbyt szybko by podjąć taką decyzję.
-Nie, nie mogę ci tego wybaczyć. Nie wyobrażasz sobie jak bardzo mnie zraniłeś, ufałam ci, a ty to wykorzystałeś. Już nic tego nie odbuduje - powiedziałam drżącym głosem, wbijając wzrok przed siebie.
-Czyli to już koniec? Na zawsze? – zapytał co spowodowało, że po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Kiedy poczułam jego wzrok na sobie, natychmiast przetarłam łzę, nie spoglądając na niego.
Nastała między nami cisza, a ja czułam, że muszę to powiedzieć.
-Tak, to koniec. – wyszeptałam starając się udawać nie wzruszoną co było bardzo trudne, czułam, że tracę najważniejszą osobę w moim życiu. Miałam tak po prostu kazać mu zniknąć z mojego życia, mimo, iż czułam, że to niemożliwe. Nie wyobrażałam sobie siebie bez niego. Coś we mnie krzyczało bym go zatrzymała, przytuliła i tak po prostu wybaczyła wszystko co do tej pory zrobił, bym wybaczyła mu tą zdradę.
Chłopak powoli wstał z ławki i spojrzał w moje oczy, jakby w nich chciał odnaleźć prawdę. Spojrzałam na niego, nie zamierzałam nawet odwracać wzroku. Pragnęłam tylko złapać go za ręce i przyciągnąć do siebie, chciałam mu to wszystko wybaczyć, ale nie mogłam. Na jego twarzy malował się smutek, patrzył na mnie jakby to miało być już nasze ostatnie spotkanie. Nie potrafiłam już powstrzymać uczuć i rozpłakałam się. Nadal jednak patrzyłam na jego twarz, która jakby skrzywiła się kiedy ujrzał jak płacze. Dobrze wiedziałam, że to go bolało, nie chciał bym płakała, ale zdawał sobie sprawę, że to przez niego. A ja? Najzwyczajniej w świecie pragnęłam zniknąć. Po chwili odwrócił się i zaczął iść przed siebie, zakładając na głowę kaptur. Przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej i patrząc jak odchodzi, łzy spływały po moich policzkach.
Zostań, potrzebuje cię!
Nas już nie było, zostałam tylko ja, sama i zagubiona w swoim świecie, a on mógł bez problemu wrócić do dawnego życia, kiedy to był uwielbiany w szkole. Czułam się winna za to, jakby to przeze mnie wszystko się zepsuło. Jestem idiotką, zbyt łatwo ufam ludziom, zbyt łatwo się do nich przywiązuje i tak bardzo pragnę by został ze mną.
~.~

Trochę mnie tutaj nie było, ale w poprzednim rozdziale pisałam, że szybko się rozdział nie pojawi. W każdym bądź razie i tak przepraszam. Boże, jestem chyba najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, JADĘ NA KONCERT JUSTINA W BERLINIE *.* Jeszcze coś... nienawidzę spamu, więc bardzo was proszę nie reklamujcie się w prywatnych wiadomościach, bo ja od razu usuwam i nawet nie wchodzę. Jeśli macie pytania dotyczące bloga lub czegokolwiek to tylko na moim asku, więc nie pytajcie o nowy rozdział w komentarzach. To chyba na tyle, dziękuje za komentarze w poprzednim rozdziale :*
Tagi: #27
30.01.2013 o godz. 15:02
-Do cholery, Chloe proszę, otwórz te drzwi! – słyszałam wciąż te same krzyki, ale to nie było teraz ważne. Musiałabym być naprawdę głupia by otworzyć drzwi temu zdrajcy. Łzy same spływały po moich policzkach, a ja nie miałam sił by ich przetrzeć. Jeszcze nigdy wcześniej nie czułam się tak bardzo poniżona, a byłam poniżana przez wiele lat w poprzedniej szkole. Jeszcze nigdy nie czułam się tak źle, obwiniałam o to siebie. Najwidoczniej dałam mu powody do zdrady, ale przecież ufałam mu na tyle bardzo iż nawet przez myślę nie przeszło mi, że mógłby się tego dopuścić. To uczucie było niczym rozerwanie sobie serca bez żadnego znieczulenia.
Zdradziłem cię
Te słowa wyżerały mnie od środka. Wstałam z łóżka i czułam napływającą złość, chęć by roznieść wszystko co stoi mi na drodze. Wzięłam w rękę telefon i cisnęłam nim o ścianę. Następnie lampkę nocną, która po chwili również rozbiła się na ścianie, a towarzyszył temu moje krzyki, które niemalże same wypływały z moich ust. Nic nie mogło pokazać jak się teraz czułam. Wszystko co stało na mojej drodze po chwili rozbijane było o ścianę. Na ziemi pośród porozbijanych przedmiotów leżała moja pościel na którą po chwili się rzuciłam. Skuliłam się w kłębek i zaczęłam szlochać.
Zza drzwi wciąż słychać były krzyki nauczycielek oraz niektórych uczniów, ponieważ pozostali pojechali na wycieczkę. Nagle drzwi zostały otworzone przez zapasowy kluczyk, który najprawdopodobniej nauczycielki dostały w recepcji. Wszyscy wbiegli do mojego pokoju i nie zwracając uwagi na bałagan podbiegli do mnie. Jako pierwszy podbiegł Justin.
-Nienawidzę cię! Jesteś skończonym dupkiem, wypieprzaj z tego pokoju! – krzyczałam i jak zwierzę rzuciłam się na Justina okładając go pięściami. Chłopak nawet nie starał się bronić za to nauczycielki zaczynały mnie od niego odciągać. Kiedy stanęłam na nogach, trzymana za nadgarstki przez obie nauczycielki, Justin wciąż leżał oszołomiony na podłodze, a z jego wargi spływała krew. Jak najszybciej wyprowadzili z pokoju Justina, a została ze mną jedynie Annice z dwoma nauczycielkami. Dopiero wtedy poczułam jakbym została wykorzystana przez niego. Stało się dokładnie to przed czym ostrzegała mnie Annice , ale ja musiałam się przekonać na własnej skórze by zrozumieć. Poczułam się jak piórko na wietrze z którym każdy może zrobić co chcę.
-Chloe, skarbie. Powiedz spokojnie co się stało – rozkazały nauczycielki najspokojniej jak potrafiły, a w ich oczach ujrzałam troskę. Nie wytrzymałam i ponownie rozpłakałam się niczym dziecko. Nauczycielki puściły mnie, a ja zsunęłam się po ścianie i skuliłam w kłębek, chowając twarz w dłoniach. Po chwili poczułam jak Annice układa dłonie na moich kolanach, więc podniosłam wzrok by na nią spojrzeć. Dziewczyna miała szklanki w oczach. Bez zastanowienia mocno się w nią wtuliłam, płacząc jak dziecko. Annice objęła mnie, wtulając w siebie i delikatnie poklepała po plecach.
-Cii, mała. Nie płacz – mruknęła mi do ucha, mocno ściskając. Po jej głosie czułam, że jest jej naprawdę przykro, ale nie potrafiłam powstrzymać łez.
-Połóż się i trochę prześpij, a ja w tym czasie tutaj posprzątam – szepnęłam, na co ja tylko pokiwałam głową. Dziewczyna puściła mnie, a ja uśmiechnęłam się przez łzy i przetarłam oczy. Położyłam się na łóżku i odwróciłam w przeciwną stronę by nie musiała widzieć moich łez. Westchnęłam cicho i zamknęłam oczy chcąc jak najszybciej zasnąć. Na samą myśl, że Justin mnie zdradził łzy cisnęły mi się do oczu. Muszę być silna, dla Annice.
***
Rozbudził mnie dźwięk spadającego przedmiotu, zamrugałam oczami i przewróciłam się na drugi bok przyglądając się Ann, która w ciągu czasu który poświęciłam na spanie, posprzątała cały pokój. Miałam poczucie winy, że ona musi sprzątać to co ja zrobiłam, ale z drugiej strony nie czułam się na siłach. Dziewczyna widząc mnie, odłożyła figurkę na stół i podeszła powoli do łóżka siadając na nim. Przeniosłam się do pozycji siedzącej by być bliżej jej i spojrzałam na nią.
-Wiem, że może być ci ciężko, ale musisz dać rade, jeszcze tylko dwa dni, a nauczycielki powiedziały, że jeśli nie będziesz chciała, nie musisz jeździć na żadne z wycieczek – powiedziała, uśmiechając się pocieszająco. Nie mówiła nic o Justinie mimo to wiedziałam, że właśnie o nim chciałaby porozmawiać.
-Dziękuje – wyszeptałam.
-Za co?
Poczułam jak łzy napływają do moich oczu i zaraz ponownie się rozkleję. Wzięłam głęboki oddech przypominając sobie, że miałam być silna.
-Za to, że jesteś przy mnie i mnie wspierasz. – wyszeptałam po czym mocno wtuliłam się w nią i rozpłakałam. Nie potrafiłam kontrolować tego co się ze mną działo.
-Wiesz, że zawsze przy tobie będę. – mruknęła gładząc moje włosy. Odsunęłam się od niej i oparłam głowę o ścianę, wzdychając głośno. Nie potrafiłam pogodzić się z myślą, że on mnie zdradził. Nigdy nie mogłabym go nawet o to podejrzewać, ale on wykorzystał moją naiwność.
-Chcesz o nim porozmawiać? – zapytała cicho, jakby bała się, że nie jestem jeszcze gotowa. I nie byłam, ale musiałam z tym walczyć. Nie mogłam się tak szybko poddawać.
-Nie wiem czy jestem w stanie – wyszeptałam, słabym głosem.
-Ja naprawdę nie wiem co się z nim stało, zależy mu na tobie, przecież to widać – powiedziała, usiłując obronić go. Nie miałam jej tego za złe w końcu to jest jej brat i ma prawo go bronić, co nie zmienia faktu, że ja mu tego nie wybaczę. Choćby błagał mnie na kolanach, nie potrafię mu tego wybaczyć.
-Gdyby mu zależało nie zrobiłby tego – stwierdziłam, zaciskając usta w podłużną linie, by nie wybuchnąć płaczem.
-Rozmawiałam z nim, on sam nie wie czemu to zrobił. – westchnęła cicho
-Kiedy z nim rozmawiałaś? – zapytałam, przymrużając oczy. W końcu dowiedziała się tego ode mnie, a kiedy ja spałam nie miała nawet czasu by wyjść i z nim porozmawiać. Wątpię by sam tu przyszedł, ponieważ dałam mu wyraźnie do zrozumienia, że go tutaj nie chcę.
-Bo widzisz… ja wiedziałam wcześniej – na te słowa niemal zamarłam. Wiedziała o tym, że mój chłopak mnie zdradza, a nic mi nie powiedziała? Tak po prostu mogła to ukryć? Była świadoma tego co on robi, ale nie ostrzegła mnie. Patrzyła jak przytulam się z nim, całuje, widziała jak okrutnie mnie wykorzystuje i nie postanowiła tego przerwać.
-Słucham? – zapytałam, udając, że nie dosłyszałam.
-Gdy Ronnie odeszła z ogniska, wiedziała, że idzie za nim. Zapytałam o to Justina, a on się przyznał – wyszeptała, drżącym głosem. Starałam się powstrzymać, nie wybuchnąć płaczem ani tym bardziej krzykiem, który tak bardzo chciałam z siebie wydusić.
-Czyli to się zdarzyło tamtego dnia na ognisku? – wypytywałam.
-Tak, Justin chciał ci powiedzieć, ale się bał. Musisz go zrozumieć… - powiedziała. Przyznam, przez chwile naszła mnie ochota by mu to wybaczyć, ale szybko się otrząsnęłam. Gdyby nie chciał od razu odrzuciłby ją, ale tego nie zrobił. Dobrze wiem jaki był zanim mnie poznał, ale teraz kiedy jesteśmy razem nie mogę na to pozwolić. Nie mogę pozwolić by mnie zdradzał i tak po prostu mu to wybaczać.
-Nie, Annice, nic nie musze. To mnie przerasta, może my po prostu nie jesteśmy dla siebie? – zapytałam, czując jak moje oczy ponownie zachodzą łzami.
Drzwi naszego pokoju otworzyły się, a w nich stanął On. Miał minę jakby za chwile chciał się rozpłakać, a w jego oczach były tak zwane „szklanki”. Chwile patrzyłam na niego po czym odwróciłam wzrok, ponieważ wystarczyła jeszcze chwila bym wybuchła płaczem. Przyszedł tutaj, chociaż wiedział, że go nie chcę. Nie czułam już napływającej złości, teraz było mi po prostu przykro, czułam się wykorzystana. I tak było… wykorzystał to, że byłam taka naiwna.
-Niech on skąd wyjdzie – wyszeptałam do Annice, jednak na tyle głośno, że Justin również to usłyszał. Chłopak westchnął i zamiast wyjść, wszedł w głąb pokoju zamykając za sobą drzwi. Mimo, że nie patrzyłam na niego wiedziałam, że chce do mnie podejść.
-Chloe, dlaczego mnie nie wysłuchasz? – zapytał, drżącym głosem. Nie miałam zamiaru mu na to odpowiedzieć co zapewne wyczuł, ponieważ zaczął zadawać wiele różnych pytań, prosić i przepraszać.
-Mogłeś się zastanowić, zanim mnie zdradziłeś! – krzyknęłam, odwracając głowę w jego stronę.
-Annice, mogę z nią porozmawiać? Sam na sam? – zapytał, podirytowany. Dziewczyna wstała z łóżka i ruszyła w stronę wyjścia. Kiedy zniknęła za drzwiami, Justin podszedł do łóżka i kucnął przy mnie.
-Żałuje tego, rozumiesz? To była chwila słabości – tłumaczył się.
-Chwila słabości? Masz mnie za idiotkę?
-Nie, nie mam cię za idiotkę! Jesteś dla mnie ważna i naprawdę nie wiem co we mnie wstąpiło – mówił, na co ja parsknęłam tylko ironicznym śmiechem i odwróciłam głowę dając mu do zrozumienia, że nie mam ochoty na rozmowę z nią. Po dłuższej ciszy odsunął się od łóżka i skierował w stronę drzwi.
-To był błąd, ale każdy je popełnia. Kocham tylko ciebie, ale jeśli mi nie wierzysz to będzie lepiej jeśli naprawdę to zakończymy! – krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Spojrzałam się w stronę drzwi za którymi chwile temu zniknął Justin i rozpłakałam się. Po pewnym czasie do pokoju weszła Annice, jednak nie chciałam z nią teraz rozmawiać. Słowa Justina zabolały mnie mimo wszystko.
-Ann, proszę zostaw mnie teraz samą – poprosiłam wycierając załzawione policzki. Dziewczyna skinęła tylko głową wychodząc z pokoju, a ja ułożyłam się na poduszce i przymknęłam oczy czując jak wypływają z nich łzy. To było silniejsze ode mnie, potrzebowałam tego. Wypłakać się samemu w poduszkę i przemyśleć to wszystko.
Nie wiem co sobie myślałam, czy po dłuższym czasie chciałam mu wybaczyć i wrócić do niego, ale to co zrobił naprawdę mnie zraniło, ufałam mu do tego stopnia, że gdy Annice go oskarżała, stanęłam w jego obronnie, co okazało się głupotą. A teraz? Gdy powiedział, że to już naprawdę koniec, zrozumiałam, że nie będzie już powrotu. To koniec. Nie będzie już nigdy nas. Najwyraźniej właśnie tak to miało się skończyć. To boli, cholernie boli. W tak szybkim czasie zdołał mnie w sobie rozkochać, że nawet nie zauważyłam iż zaczął mnie zdradzać. Powiedział mi o jednym razie, ale skąd mogę wiedzieć, że nie zdradził mnie więcej razy? Tak czy tak to już nie moja sprawa, teraz jedyne co będzie nas łączyło to Annice.
Przykre.
~.~

Tak, wiem, znowu musieliście tak długo czekać na ten kolejny rozdział i bardzo was przepraszam. Cały czas staram się dodawać szybciej, ale mi to nie wychodzi. Kiedy będzie kolejny rozdział? Tego nie wiem, wydaje mi się, że pod koniec następnego tygodnia, albo nawet później, bo chcę się teraz poprawić w drugim semestrze. Komentujcie, bo to naprawdę bardzo mi pomaga!
Tagi: #26
19.01.2013 o godz. 17:45
Wróciliśmy do hotelu akurat na kolacje, dlatego nikt nie szedł nawet do pokoi tylko skierowaliśmy się do restauracji. Tak jak rano, nie usiadłem z Chloe, ponieważ siedziała z nią Ronnie. Kiedy siadałem do oddzielnego stolika, Annice dziwnie mi się przyglądała, a ja miałem wrażenie, że czegoś się domyśla. Cały czas czułem jej wzrok na sobie co sprawiało, że moje poczucie winy rosło i robiłem się coraz bardziej nerwowy. Po zjedzeniu wszyscy mogli już wracać do swoich pokoi, ale ja chciałem iść do Chloe. Wiedziałem, że prędzej czy później dowie się o tym co zrobiłem, dlatego chciałem móc teraz spędzać z nią jak najwięcej czasu. Kiedy wszedłem do ich pokoju, miałem nadzieje, że Ronnie będzie teraz w łazience, jednak pomyliłem się. Siedziała na swoim łóżku pisząc coś w swoim zeszycie, który był jej pamiętnikiem. Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęła się lekko, miałem ochotę odpowiedzieć jej na to co najmniej miną mordercy jednak zrozumiałem, że po części to moja wina. Po większej części. Pozwoliłem jej się pocałować, pozwoliłem jej na coś więcej, a brakowało kilka sekund by doszło pomiędzy mną, a nią do czegoś więcej. Na samą myśl po moim ciele przeszedł dreszcz. Ignorując więc jej uśmiech podszedłem do łóżka Chloe i usiadłem obok niej uśmiechając się promiennie. Dziewczyna spojrzała na mnie znad ekranu telefonu i zaśmiała się cicho. Zabrałem jej z ręki telefon i położyłem obok siebie, a ją wziąłem na kolana i musnąłem delikatnie jej ciepłe wargi. Mimo wszystko czułem się z tym…brudny. Jakbym wciąż zdradzał Chloe. Poczucie winy zżerało mnie od środka, ale co miałem zrobić? Gdybym jej o tym powiedział byłby to już koniec. Zerwałaby ze mną, zniszczyłbym jej wycieczkę oraz święta, ale jeśli jej nie powiem, sama się dowie, a wtedy pogorszę jeszcze sytuacje.
-Kocham cię – wyszeptałem jej do ucha, całując je delikatnie. Przymrużyłem oczy, całując jej skórę aż do ust w które namiętnie się wpiłem, złapałem ją w pasie przyciągając do siebie jeszcze mocniej, a ona oplotła mnie w pasie swoimi nogami. Uśmiechnąłem się czując jak jej kruche ciało staje się coraz cieplejsze. Chloe nie dosyć, że jest niska to jeszcze szczuplutka co sprawia, że siedząc na moich kolanach, prawie jej nie czuje.
-Czemu ostatnio zacząłeś mówić mi to częściej? – zapytała, odsuwając swoje usta od moich. Nasze czoła się stykały, a jej oddech był jakby na moim. Uwielbiałem patrzeć w jej oczy, niby takie zwykłe, a jednak mające w sobie coś wyjątkowego.
-Chcę byś o tym pamiętała, cokolwiek się stanie – szepnąłem i ponownie, namiętnie przykleiłem się do jej ust. Zdołałem usłyszeć dźwięk gwałtownie zamykanych się drzwi, po czym oboje z Chloe odkleiliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę łóżka na którym jeszcze chwile temu siedziała Ronnie, lecz tym razem jej nie było. Spojrzałem na Annice, która wzruszyła ramionami posyłając mi spojrzenie, które mogło dać mi wiele do myślenia. A co jeśli ona w jakiś sposób dowiedziała się o tym? Ale skąd by mogła wiedzieć? Chloe wzruszyła tylko ramionami i spojrzała na mnie zupełnie nie przejmując się Ronnie. Jednak ja wiedziałem dlatego wyszła, nie mogła patrzeć na to, że całuje się z Chloe.
-Idę się umyć, bo niedługo cisza nocna – zeszła z moich kolan i stanęła na podłodze, po czym nachyliła się nade mną i musnęła mój policzek - ty też powinieneś już iść do siebie – szepnęła mi do ucha uśmiechając się i podeszła do szafy z której wyciągnęła piżamę oraz zabierając ze sobą kosmetyczkę, weszła do łazienki. Gdy tylko zniknęła za drzwiami łazienki, mój uśmiech również zniknął. Wstałem z jej łóżka i czym prędzej skierowałem się do drzwi. Gdy już miałem wychodzić, drogę zagrodziła mi Annice.
-Ile masz zamiar ją jeszcze oszukiwać? – zapytała, a raczej wysyczała przez zaciśnięte zęby, przypatrując mi się z odrazą. Po moim ciele przeszedł nie przyjemny dreszcz kiedy to usłyszałem. W sumie powinienem był się spodziewać, że ona się o tym dowie, nie jest naiwna. Zna mnie od zawsze, wie jaki jestem nawet lepiej ode mnie
-Skąd się dowiedziałaś? – zapytałem starając się by mój ton głosu pozostał oschły. W rzeczywistości miałem ochotę się rozpłakać, mój głos prawie drżał. Poczułem się jak seryjny zabójca, który został złapany przez policje.
-Myślałeś, że ta dziwka mi się nie pochwali, że prawie „przeleciała” mojego brata? – zapytała zaciskając zęby. Nie sądziłem, że Ronnie okaże się aż taką idiotką. Kiedy z nią zerwałem jakiś pół roku temu, wydawała się przyjąć to z godnością, ale nie… ona zamierzała mnie zniszczyć. Zniszczyć dziewczynę, która pokocham jednak ja nie zamierzałem jej na to pozwolić
-Jak to?
-Poza tym widać było po twoim zachowaniu. Wiesz co ci powiem? Jesteś największym dupkiem jaki urodził się na tej ziemi. Okłamujesz ją, mówiąc „kocham cię”, gdybyś kochał nie zdradziłbyś jej. To nie jest miłość, nie darzysz jej tym samym uczuciem jakim ona ciebie – wypowiedziała te słowa już bardziej opanowana. Poczułem jak uderzają we mnie ze zdwojoną siłą. „Nie darzysz jej tym samym uczuciem jakim ona ciebie” nie chciałem w to wierzyć, ale… jeśli to prawda? Jeśli ja naprawdę nie potrafię kochać? Może Bóg dał mi Chloe by pokazać mi, że jestem do niczego. Nie jestem warty jej uczucia? Nie potrafię kochać jej tak mocno jak ona mnie? Przecież to zupełna bzdura, kocham ją jak nikogo nigdy wcześniej. Nie pokochałem żadnej dziewczyny tak bardzo jak Chloe i nie pokocham.
-Ty niczego nie rozumiesz! Ja ją kocham, kocham ją najmocniej na świecie, żałuje tego co zrobiłem. Żałuje i to bardzo, ale nie mogę tego cofnąć. – wymruczałem drżącym głosem, czując jak łzy napływają mi do oczu. Annice również to zobaczyła. Jej wzrok nie był już przepełniony nienawiścią, tylko współczuciem.
-Więc czemu to zrobiłeś? – tego pytania obawiałem się najbardziej. Zupełnie nie wiedziałem czemu, to wydarzyło się tak szybko, nie myślałem o tym, że popełniam błąd. Zapomniałem, że zdradzam Chloe.
-Ja nie wiem. Po prostu nie wiem, ale kocham Chloe i nie pozwolę jej odejść – szepnąłem przymykając oczy.
-Musisz jej powiedzieć prawdę, inaczej niczego nie zdziałasz – odpowiedziała cicho, a ja skinąłem tylko głową i wyszedłem z pokoju. Tak naprawdę nie miałem jeszcze zamiaru jej tego mówić, nie chciałem zniszczyć jej wycieczki. A co potem? Przecież nie mogę zniszczyć jej Świąt, może najlepiej będzie jeśli nie dowie się o niczym?
***
Ku mojemu zdziwieniu obudziłem się dziś jeszcze przed szóstą. W nocy prawie nie mogłem spać, co chwile budziłem się i znowu próbowałem zasnąć. Tym razem nawet nie miałem zamiaru z powrotem iść spać, ponieważ nawet by mi się to nie udało. Wstałem z łóżka i rozejrzałem się po pokoju, na podłogach walały się już ubrania. Wyciągnąłem z walizki czyste ubrania i założyłem je na siebie po czym wszedłem do łazienki. Przemyłem twarz i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze, czułem do siebie odrazę. To co się wydarzyło wciąż tkwiło w mojej głowie, a najbardziej obawiałem się tego, że Ronnie może powiedzieć o tym Chloe tak samo jak Annice. Postawiłem włosy na żelu tak jak to miałem zawsze w zwyczaju i wyszedłem z łazienki. Postanowiłem pójść do pokoju Chloe, zazwyczaj o tej godzinie już nie spała. Tym razem było na odwrót, Annice i Chloe spały, a Ronnie chodziła po pokoju szukając czegoś. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się lekko. Już miałem wyjść jednak coś mnie powstrzymało. Ręką dałem jej znać by wyszła ze mną na hol i sam wyszedłem nie czekając na nią. Po chwili dziewczyna wyszła uśmiechając się głupio. Złapałem ją za nadgarstek i przywarłem do ściany, patrząc na nią z odrazą.
-Jak mogłaś powiedzieć o tym Annice? – wysyczałem przez zęby, mocno zaciskając jej nadgarstek przez co dziewczyna cicho jęknęła z bólu. Miałem ochotę zrobić jej krzywdę, chciałem by ją bolało, chociaż wiedziałem, ze nie powinienem jej krzywdzić.
-Normalnie. Chyba nie zrobiłam nic złego, prawda? Sam tego chciałeś i…
-Zamknij się! Kocham Chloe i wiedz, że nie masz już żadnych szans. – wysyczałem jej prosto w twarz.
-Proszę cię, ona nie jest lepsza ode mnie. Jest taka zwykła – zachichotała, układając ręce na mojej koszulce i przyciągając mnie do siebie.
-Nie jest dziwką, w odróżnieniu do ciebie – zaśmiałem się chcąc sprawić jej tymi słowami przykrość. Ronnie zrobiła się nie twarzy niemal czerwona ze złości, zapewne nikt jej jeszcze czegoś takiego nie powiedział.
-Przykro by było, gdyby twoja kochana Chloe się o tym dowiedziała, ale nie martw się. Już nie długo zrobię to za ciebie, może nawet powiem jej dziś – uśmiechnęła się i odepchnęła mnie od siebie po czym wbiegła do pokoju zamykając za sobą drzwi. Gdybym zaczął walić w drzwi, usłyszała by to Chloe oraz Annice, a wtedy miałbym kłopoty, dlatego to sobie odpuściłem.
„Może nawet powiem jej dziś” – te słowa odbijały się w moich uszach jak echo. Nie mogłem na to pozwolić. Nie mogłem pozwolić by Chloe dowiedziała się o tym. Nie od niej. Więc sam musiałem jej o tym powiedzieć, ale jak miałbym to zrobić? Przecież ona mnie znienawidzi…
-Gdzie byłeś? – zapytał zaspany Christian, który najwyraźniej przed chwilą się obudził. Wzruszyłem ramionami, nie mając ochoty na dalszą rozmowę z nim. Chłopak chyba to zauważył, ponieważ nic więcej się nie odezwał.
Niedługo potem wszyscy poszli na śniadanie, nie byłem głodny dlatego zgarnąłem ze stołu jogurt i usiadłem przy stole, oddzielnie od Chloe. Dziewczyna była dziś w dobrym humorze, więc Ronnie nie zdążyła jej jeszcze niczego powiedzieć. Mimo to wiedziałem, że mam coraz mniej czasu i musiałem jej o tym powiedzieć. Zaraz po śniadaniu wszyscy zebrali się i pani ogłosiła, co dziś będziemy robić. Dzisiejszy dzień zapowiadał się być o wiele lepszym od wczorajszego. Mieliśmy dziś zwiedzić muzeum Madame Tussaud oraz odcinek "Walk of Fame" przed Kodak Theatre, a co najlepsze – po tym mieliśmy czas wolny by móc kupić pamiątki i zwiedzić miasto samemu.
***
-Dobrze, a teraz każdy z was będzie mógł zakupić pamiątki oraz pozwiedzać samemu. Spotykamy się w tym samym miejscu za dwie godziny i żadne z Was ma się nie oddalać za daleko, zrozumiano? – zapytała nauczycielka, na co wszyscy odpowiedzieli głośno: „tak” po czym każdy zaczął się rozchodzić. Nie miałem ochoty spędzać tego czasu z Ronnie dlatego zaplanowaliśmy, iż będziemy chodzili w czwórkę. Z początku nie spodobało się to Chloe, która stwierdziła, że nie możemy zostawić Ronnie, jednak po czasie jakoś ją przekonałem. Nie chciałem by coś zniszczyła, chociaż dobrze wiedziałem, że sam muszę jej o tym powiedzieć. Dzisiaj.
-Gdzie idziemy najpierw? – zapytałem, obejmując Chloe w pasie.
-Może na małe zakupy? – odpowiedziała pytaniem Annice, na co ja i Chris mruknęliśmy coś pod nosem, ale zgodziliśmy się. Po kilku minutach oboje staliśmy już w jednym ze sklepów. W Los Angeles sklepy z ubraniami były na każdym kroku, co sprawiało, że dziewczyny czuły się jak w niebie. Nam nie koniecznie podobało się wchodzenie do każdego mijanego sklepu z ubraniami.
-My idziemy do sklepy naprzeciwko – mruknął Christian patrząc w stronę monopolowego. Zaśmiałem się cicho i pocałowałem Chloe w policzek po czym uśmiechnięci od ucha do ucha przeszliśmy przez zatłoczoną ulice i weszliśmy do sklepu. Chris kupił nam po piwie po czym oboje wróciliśmy do dziewczyn. Upiłem łyka, patrząc na dziewczyny, które wciąż wybierały dla siebie ubrania
-Nie możemy dla odmiany porobić czegoś co my lubimy? – zapytał znudzony Christian, upijając łyka swojego piwa. Zamiast wsłuchiwać się w kolejną kłótnie Annice z Chrisem, podszedłem do Chloe, obejmując ją od tyłu w pasie. Złożyłem pocałunek na jej ramieniu, pod wpływem którego dziewczyna delikatnie zadrżała.
-Może pójdziemy porobić coś ciekawszego niż zakupy? – zaproponowałem, całując delikatnie jej szyje. Nie poruszyła się nawet na chwile jakby bała się, że nagle zniknę, za to na jej twarzy pojawił się uśmiech. Uwielbiałem widzieć uśmiech na jej twarzy, uwielbiałem sprawiać, że się uśmiechała.
-A masz jakieś propozycje? – zapytała, odwracając się w moją stronę.
-Mam i myślę, że by ci się spodobało – musnąłem delikatnie jej usta, uśmiechając się pod nosem. Dziewczyna cicho zachichotała, po czym odwzajemniła pocałunek sprawiając, że stał się namiętniejszy. Smak jej ust na moich za każdym razem był wyjątkowy, to nie było to samo co z innymi dziewczynami. Kochałem całować jej usta, które zawsze pomalowane były truskawkowym błyszczykiem.
-Przestańcie już, idziemy do jakiejś restauracji, bo głodny jestem – mruknął, obojętnie Christian.
-Ale ja chciałam kupić tą sukienkę!

Oczami Chloe
Zaśmiałam się cicho odsuwając od Justina i spojrzałam na tą, wiecznie kłócącą się dwójkę.
-Trudno, kupisz później – powiedział i wyszedł przed sklep. Zaraz za nim wyszłam ja razem z Justinem, a za nami oburzona Annice
-Chodźcie tam! – wskazał na nie dużą restauracje. Wszyscy poszliśmy za nim, a po chwili siedzieliśmy już w restauracji i czekaliśmy na nasze zamówienia.
-Całkiem przytulnie tutaj – stwierdziła Annice rozglądając się po restauracji. Oprócz nas w kącie siedziała tylko jakaś para zawzięcie o czym rozmawiająca. Wtuliłam się w Justina, a głowę ułożyłam na jego ramieniu uśmiechając się cicho. Chłopak objął mnie i złożył pocałunek na mojej głowie. W tym samym czasie przyszły nasze zamówienia. Wgryzłam się w swojego cheeseburgera, Annice zajęła się swoją sałatką, Christian swoim obiadem plus frytkami i cheeseburgerem, a Justin zaczął powoli jeść swoje frytki. Zaśmiałam się pod nosem przyglądając się Christianowi, który zjadał wszystko w takim tempie jakby nie jadł co najmniej kilka dni
-Obrzydliwe – szepnęła z odrazą Annice
-Ale co? – zapytał Chris z pełną buzią.
-To jak jesz! Jak świnia! – oburzyła się, na co ja tylko cicho się zaśmiałam.
Chyba nigdy w życiu nie zrozumiem ich toku myślenia. Z jednej strony kłócą się przy każdej możliwej okazji, chcą sobie jak najbardziej dokopać i wyśmiewają się nawzajem z siebie prawie zawsze, a jednak się lubią. To takie głupie, naprawdę trudno ich zrozumieć.
-Dobra, ogarnijcie się! – krzyknęłam, a oni spojrzeli się w moją stronę. Przewróciłam oczami i ponownie ugryzłam cheeseburgera. Justin parsknął śmiechem, ale nic się nie odezwał za co była mu ogromnie wdzięczna
-Gdzie teraz idziemy? – zapytał Christian zmieniając temat.
-Możemy iść do salonu gier jak tak bardzo chcesz – odpowiedziała Ann, udając obojętną.
-Tak, tak, tak! Idziemy! – powiedział Christian i wpakował sobie do buzi ostatnią porcję jedzenia. Szybko wstał od stołu i rzucił na niego pieniądze po czym machnął w naszą stronę ręką dając nam do zrozumienia żebyśmy wstali. Wszyscy dokończyli i wyszliśmy z restauracji kontynuując naszą wycieczkę.
-Wiecie, tutaj nie ma zbyt wiele do zwiedzania, chyba, że ktoś chcę oglądać McDonald's co dwa kroki – stwierdziłam rozglądając się. Wszyscy mi przytaknęli i weszliśmy do salonu gier, który był naprawdę ogromny. Chłopcy od razu pobiegli grać, a my powoli weszliśmy za nimi i podeszliśmy do „motorów”. Włożyłyśmy monety i rozpoczęłyśmy grę. Nie byłam w tym dobra, ale było przy tym naprawdę dużo zabawy. W połowie gry podszedł do mnie Justin co mnie lekko zdezorientowało i prawie spadłam ze swojego motoru. Justin wybuchł śmiechem, a ja dotarłam na metę jako ostatnia.
-Dotarłam jako trzecia! – krzyknęła w tym samym czasie Annice. Posłałam jej głupi uśmiech i podeszłam do Justina wtulając się w jego brzuch.
-Pograjmy w Air hockey – szepnęłam, uśmiechając się pod nosem.
-Kochana, wiesz, że nie masz szans
-To się okaże! – odsunęłam się od niego po czym wytknęłam mu język. Chłopak wzruszył tylko ramionami i wrzucił monetę dzięki, której mogliśmy grać.
Pierwsze trzy punkty Jus zdobył bez problemu, za każdym razem przechwalając się. Następnie dogoniłam go i prześcignęłam dwoma punktami. Dalej nasza gra polegała właściwie na ciągłym śmianiu się i zatykaniu ręką miejsca w której miał wpadać krążek. W ostatnim momencie jednak Justin prześcignął mnie i to on wygrał.
-Mówiłem! Jestem po prostu lepszy! – śmiał się.
-Oszukiwałeś! – wymyśliłam coś na szybko, śmiejąc się z samej siebie.
-Nie prawda
-Prawda
-Nie prawda!
-Więc zagrajmy jeszcze raz i się przekonamy – mruknęłam, wzruszając ramionami
-A co dostane w zamian? – zapytał, posyłając mi łobuzerski uśmiech przez co ja sama wybuchłam głośnym śmiechem. Po chwili jednak opanowałam się i wzruszyłam tylko ramionami. Chłopak pokazał na swój policzek, a ja tylko skinęłam głową. Zaczęliśmy kolejną grę przy której to Justin wygrał za co dostał ode mnie buziaka w policzek. Graliśmy tak przez dłuższy czas, a ja wygrałam tylko dwa razy z czego Jus ciągle się nabijał.
-Musimy już iść, bo niedługo wracamy do hotelu – mruknął Christian przerywając nam grę. Dokończyliśmy ją do końca i wszyscy wyszliśmy z salonu gier kierując się w stronę miejsca przy którym nauczycielki miały na wszystkich zaczekać
-Przecież nie zdążyłam zwiedzić wszystkich sklepów! – rozpaczała przez całą drogę Annice za co za każdym razem ktoś ją karcił. Po drodze udało nam się zakupić drobne pamiątki i wróciliśmy dokładnie na czas. Wszyscy weszli do autokaru i mogliśmy wrócić do hotelu. Dziś po powrocie mieliśmy tylko kolacje i powrót do pokoi co moim zdaniem było dobre. Nie miałam już ochoty na żadne ognisko ani nic w tym stylu.
Jak zwykle Justin nie usiadł z nami przy stole i nie wiem jaki był tego powód. Podczas jedzenia Annice podeszła do ich stoliku i szepnęła mu coś, coś czym bardzo się zmartwił. Postanowiłam to jednak olać i dokończyłam jeść po czym wróciłam do pokoju.
-Justin woła cię do siebie. Jest jakiś smutny i mówi, że chcę z tobą porozmawiać – do naszego pokoju weszli chłopcy z pokoju Justina. Na ich słowa lekko się zmieszałam, spojrzałam na Ann, ale ona jedynie wzruszyła ramionami. Wyszłam z pokoju i szybkim krokiem poszłam do Justina. Miałam złe wrażenie, obawy przed czymś co zapewne ni było dobre. Jest smutny – a przecież dziś nie miał powodów do smutku.
-Chodź do mnie – szepnął kiedy weszłam do pokoju. Spojrzałam na niego niezrozumiale, był przybity, jego oczy wyglądały jakby lada moment miał się rozpłakać. Nie odpowiedziałam nic i podeszłam do niego po czym mocno wtuliłam się w niego, zaciągając jego perfumami, które mnie wręcz odurzały.
-Co się stało? – zapytałam najciszej jak potrafiłam, ale tak by mógł mnie usłyszeć. Szatyn wciągnął na chwile powietrze po czym wypuścił je oddychając ciężko.
-Kocham cię i chcę byś to wiedziała, mimo to co zaraz powiem – wstrzymałam na chwile oddech kiwając powoli głową. Odsunął mnie od siebie i spojrzał mi w oczy układając dłonie na moich policzkach. Moje myśli były różne, chcę ze mną zerwać? Ma mnie dosyć? Czułam jak serce bije mi tak szybko jakby miało zaraz wyskoczyć.
-Zdradziłem cię – wyszeptał.
Wstrzymałam powietrze. W głowie miałam wiele myśli, ale to nawet nie przemknęło mi dotąd przez głowę. Ból jaki w ciągu sekundy zagościł w moim sercu był nie do opisania. Przymknęłam oczy czując jak samotna łza spływa po moich policzkach. Moje ciało było jak sparaliżowane, a jego słowa odbijały się w mojej głowie jak echo. Zdradził mnie. To koniec NAS. Jak mógł to zrobić? Nie wystarczałam mu.
~.~

Na początek chcę was bardzo przeprosić za to, że nowy rozdział pojawił się tak późno. Nawet go nie ocenie, co pozostawiam wam. Chciałam was jeszcze poprosić, żebyście nie zadawali mi tutaj pytań, ponieważ na nie nie odpowiem, jeśli macie pytania zadawajcie je na asku i tylko tam. To tyle, nie wiem kiedy nowy rozdział, ale postaram się dodać jak najwcześniej
Tagi: #25
12.01.2013 o godz. 20:35
Każdy z obecnych miał już na swoim plastikowym talerzyku kawałek chleba oraz kiełbasę, a w ręku ciepłą herbatę, kiedy organizator postanowił, że zaczniemy śpiewać. Na jego miejsce weszła młoda, ładna dziewczyna z gitarą w ręku. Spojrzała po kolei na nas wszystkich i zaczęła grać. Musiałam przyznać, że piosenka była naprawdę śliczna, a jej głos nieziemski. Ułożyłam głowę na ramieniu Justina, a on objął mnie w pasie wsłuchując się w piosenkę. Od razu na myśl przyszedł mi ten wieczór kiedy Jus zaśpiewał dla mnie swoją piosenkę, w której się zakochałam. Do dziś pamiętam jej tekst i to uczucie kiedy dla mnie śpiewał. Dla mnie. Dedykował ją mnie, napisał ją dla mnie, czy to nie urocze? Wszyscy zachwycali się jej głosem podczas kiedy ja przymknęłam oczy i wspominałam to co się wtedy wydarzyło. Justin delikatnie musnął moje czoło, wzdychając cicho.
-A może ktoś z was chcę coś zaprezentować? – z wspomnień wyrwał mnie głos dziewczyny. Od razu się ożywiłam i spojrzałam na Justina, proszącym wzrokiem. Chłopak zaśmiał się cicho i pokiwał przecząco głową co wcale nie sprawiło, że zrezygnowałam.
-On, Justin ma piękny głos i mógłby coś zaśpiewać – podniosłam rękę w górę wskazując na szatyna, który posłał mi mordercze spojrzenie. Wzrok wszystkich osób skierował się na Justina, nikt nie spodziewał się, że ma jakiś talent. Zapewne nigdy tego nie okazywał, nie chcąc tracić swojego miana „twardziela”.
-Ja? Nie, nie chcę. – powiedział lekko skrępowany. Po chwili wszyscy zaczęli prosić go by zaśpiewał, krzyczeć głośno „Justin, Justin!” i klaskać by zachęcić go do śpiewania.
-Zabije cię, kochana – szepnął mi do ucha, składając delikatny pocałunek na mojej szyi, ale wstał i podszedł do dziewczyny zabierając od niej gitarę. Usiadł na krześle i przejechał wzrokiem po „publiczności” zatrzymując swój wzrok na mnie i posyłając mi zadziorny uśmiech.
-Zaśpiewasz swoją piosenkę czy dać ci coś od…
-Swoją – powiedział szybko nie dając jej dokończyć słowa. Wtedy już wiedziałam co chcę zaśpiewać, a na moje usta wstąpił szeroki uśmiech. Kobieta pokiwała tylko głową i zajęła miejsce obok niego czekając aż zacznie grać. Po chwili zaczął już śpiewać co wprawiło w osłupienia wszystkich będących tutaj uczniów, a nawet nauczycielki. Śpiewał patrząc mi w oczy. Nawet przez chwile nie spojrzał na nikogo innego, chciał bym czuła, że śpiewa dla mnie. Poczułam się jak wtedy. Dokładnie tak, lecz zmieniła się jedna rzecz. Teraz jestem już jego dziewczyną, nie przyjaciółką.

So fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh, my love
But you can't fly unless you let yourself,
You can't fly unless you let yourself fall


Śpiewając to zamknął oczy by móc wczuć się w muzykę, a ja uśmiechnęłam się wspominając wszystkie wspaniałe chwile jakie z nim spędziłam. Kiedy skończył śpiewać, wszyscy zaczęli głośno klaskać i gratulować, a on otworzył powoli oczy. Spojrzał w moją stronę, uśmiechając się i oddał gitarę zaskoczonej kobiecie. Powiedziała mu coś na ucho, a on uśmiechnął się i wrócił na swoje miejsce.
-Ale i tak ci się oberwie – zaśmiał mi się do ucha, delikatnie je całując. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz i skinęłam tylko głową śmiejąc się. Wtuliłam się w niego mocno, układając głowę na jego ramieniu. Jeszcze co najmniej dwie godziny spędziliśmy w swoim towarzystwie, opowiadając sobie nawzajem straszne lub zabawne historie. Od czasu do czasu ktoś pogrywał na gitarze, a wszyscy w krótkim czasie tak bardzo się zgrali, że poczułam się jak w rodzinie. Kobieta, która to wszystko prowadziła zgodziła się by każdy kto chce, mógł już wrócić do hotelu, a kto chcę, mógł zostać. W ten sposób co najmniej dziesięć osób wróciło do swoich pokoi, ponieważ byli zmęczeni.
-Ja chyba wrócę do pokoju, bo oczy mi się zamykają – usłyszałam głos Justina tuż obok mojego ucha. Spojrzałam na niego z wyrzutem, ale zgodziłam się, ponieważ jeśli jest zmęczony nie mogę zamawiać go na siłę by został. Przez chwile prosił bym poszła z nim, lecz nie zgodziłam się gdyż chciałam jeszcze tutaj zostać. Justin wrócił do pokoju, a ja zostałam z Annice, Chrisem oraz Ronnie, jednak ona kiedy tylko zobaczyła, że Justin idzie w stronę hotelu oznajmiła, że robi się zmęczona i również wróciła do siebie. Było to z lekka podejrzane, ale postanowiłam pozostawić to bez komentarza.
-Patrz jak ta larwa za nim pognała – warknęła zdenerwowana. Owszem, wydawało się to być dziwnym, jednak to nie powód by nazywać ją „larwą”. W końcu nie zrobiła nic złego, mam nadzieje, że nic nie zrobi. Ufam Justinowi, więc nie mam się o co martwić.
-O czym ty mówisz? – spojrzałam na nią zaskoczona.
-Nie widzisz tego? Ona stara się go poderwać, powinnaś być ostrożna – syknęła, zaciskając usta w podłużną linie, jakby bała się, że powie kilka słów za dużo. Miałam wrażenie, że wiedziała coś o czym ja nie miałam pojęcia.
-Przestań! Justin by mnie nie zdradził! – powiedziałam oburzona, patrząc jak Annice podąża wzrokiem nienawiści za wracającą do pokoju Ronnie.
-Jesteś przekonana? – zapytała spoglądając na mnie. Nagle do moich uszu dobiegł głos kobiety, która śpiewała jeszcze na początku. Po chwili do śpiewu dołączyli się wszyscy oprócz mnie i Ann. Byłam oburzona jej zachowaniem, nie dosyć, że oskarżała nic nie winną Ronnie to jeszcze Justina! Ufam mu, nie zdradził by mnie, ponieważ mnie kocha, a Ronnie? Jest tylko przyjaciółką i nie zniżyła by się do takiego poziomu, by podrywać zajętego już chłopaka.
-Tak, jestem – odpowiedziałam pewna siebie i dołączyłam do śpiewania, kompletnie olewając zdenerwowaną Annice. Nie miałam ochoty wysłuchiwać jej głupot i tego, że oskarża mojego chłopaka, a swojego brata o coś do czego nigdy nie dojdzie. Mam nadzieje…

Oczami Justina
Wróciłem do pokoju, gdzie zdjąłem z siebie spodnie oraz koszulkę i włożyłem je do szafy, pozostając jedynie w samych bokserkach. Westchnąłem cicho i wszedłem do pokoju wsłuchując się w błogą cisze jaka zapanowała w pokoju. Nie było Christiana ani Daniela dzięki czemu mogłem odpocząć w ciszy. Już miałem układać się do spania kiedy usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Już myślałem, że do pokoju wejdzie Christian lub Daniel jednak ku mojemu zdziwieniu była to Ronnie.
-Cześć, mogę wejść? – zapytała cichym głosem, uśmiechając się do mnie. Pokiwałem tylko zaskoczony głową i przeniosłem się do pozycji siedzącej przyglądając się bacznie dziewczynie. Po chwili weszła i niepewnie podeszła do łóżka, siadając na nim tuż obok mnie. Spojrzałem na nią czekając aż pierwsza się odezwie jednak tego nie zrobiła, jedynie siedziała wpatrując się we mnie co mnie lekko dekoncentrowało . Ronnie jest raczej mądrą dziewczyną, ładną, o długich blond włosach i ślicznych niebieskich oczach. To chyba jedyna inteligentna dziewczyna z jaką chodziłem.
-Po co przyszłaś? –zapytałem wpatrując się w nią. Blondynka podrapała się nieśmiało po szyi i wzruszyła ramionami, uśmiechając się. Cóż, uśmiech ma naprawdę ładny. W sumie nie tylko. Cała jest ładna, zapewne gdybym nie był z Chloe, zabrałbym się z powrotem za nią.
-Nie wiem, tak po prostu. Tam jest nudno i wiesz – zachichotała cicho przysuwając się bliżej mnie. Wstrzymałem na chwile oddech starając się kontrolować jednak z każdą chwilą stawało się to coraz trudniejsze. Nastała cisza, a my tak po prostu wpatrywaliśmy się sobie w oczy. Będę szczery, ochota by ją pocałować rosła tak samo szybko jak poczucie winy. Sam nie wiem kiedy mój wzrok powędrował na jej usta, pełne, pomalowane czekoladowym błyszczykiem. Zacisnąłem usta w podłużną linie i spojrzałem w jej oczy, dopiero wtedy zorientowałem się, że uśmiecha się. Przeniosłem się do pozycji siedzącej, tym razem tak, że teraz znajdowaliśmy się naprawdę blisko siebie. Za blisko. Czułem jej oddech na swojej szyi co sprawiało, że mój oddech był szybki i nierówny. Sam nie zorientowałem się kiedy moja głowa zbliżyła się do jej, a nasze usta zetknęły się. Zacząłem powoli całować jej ciepłe usta, jednak ona chciała więcej. Pogłębiła pocałunek sprawiając, że stał się namiętniejszy. Całe poczucie winy odeszło, a ja czułem tylko chęć całowania jej ust. Dziewczyna usiadła mi na kolanach nie przerywając pocałunku i ułożyła dłonie na moim odkrytym torsie kładąc mnie na łóżku. Usiadła na mnie w rozkroku i nachyliła się nade mną całując moje usta z dziką namiętnością. Ułożyłem ręce na jej pośladkach przyciągając mocniej do siebie. Blondynka parsknęła śmiechem jeżdżąc dłońmi po moim torsie i zjeżdżając coraz niżej. Otworzyłem lekko usta czekając na to co miało nastąpić, jednak dopiero wtedy doszło do mnie na co jej pozwalam, mając dziewczynę.
Zepchnąłem ją gwałtownie z siebie starając się powstrzymać swój przyśpieszony głos. Odsunąłem się na bezpieczną odległość patrząc jak dziewczyna patrzy na mnie zaskoczona. Może nie powinienem być taki gwałtowny i po prostu wytłumaczyć jej, że nie możemy? Ale z drugiej strony, ona chciała dopuścić do tego bym zdradził Chloe. Do cholery jasnej, zrobiłem to! Zdradziłem dziewczynę, którą kocham!
-Wyjdź – rozkazałem stanowczo, drżącym głosem, którego nie mogłem opanować. Byłem przerażony, zupełnie się nie kontrolowałem. Chciałem po prostu przemyśleć to w ciszy, chciałem przemyśleć to co chciałem zrobić, przemyśleć to co zrobiłem.
-Ale Justin…
-Wyjdź do cholery! Nie rozumiesz? Wyjdź z tego pokoju! – krzyknąłem na tyle głośno, że dziewczyna aż się wzdrygnęła. Jednak pokiwała tylko głową i wyszła z pokoju najszybciej jak potrafiła. Kiedy zamknęła już za sobą drzwi, wciąż patrzyłem w jeden punk analizując to co się wydarzyło. Wplotłem ręce we włosy, mając ochotę je po prostu wyrwać. Miałem ochotę uderzyć się w twarz, należało by mi się. Zachowałem się jak dupek, dokładnie tak jak kiedyś. Ale teraz nie jestem już taki jak kiedyś, teraz chciałem się zmienić, dla Chloe. Ale nie zrobiłem tego… przeciwnie, zdradziłem ją. Nie wiem co mną kierowało, jestem szczęśliwy z Chloe, więc jak mogłem do tego dopuścić?
Zanim zdążyłem opanować swój przyśpieszony oddech, do pokoju wbiegł Christian z Danielem, wyraźnie rozradowani. Nie wiem jak musiałem teraz wyglądać, ale gdy mnie zobaczyli, miny im zrzedły.
-Stary, co się stało? – zapytał niemalże przerażony Christian siadając obok mnie. Chwile się nie odzywałem, ponieważ nie mogłem powiedzieć im prawdy. Musiałem improwizować, skłamać tak by mi uwierzyli. Nie mogłem pozwolić by ktoś się o tym dowiedział, nawet mój najlepszy kumpel.
-Nic, a co by się miało stać? – zapytałem starając się zachowywać normalnie.
-Jesteś cały czerwony – powiedział zaskoczony, a ja wzruszyłem tylko ramionami. Czułem, że powoli zaczynam się opanowywać, jednak wciąż nie mogłem dopuścić do siebie wiadomości, że ją zdradziłem.
-Nieważne, idźcie już spać – rozkazałem, a sam odwróciłem się do nich plecami wtulając się w poduszkę. Oni odczekali kilka chwil po czym również położyli się spać. Chciałem zasnąć by nie musieć myśleć o tym co zrobiłem, jednak nie mogłem. To jak męczarnia. Czułem jakby ktoś chwycił mnie a serce i mocno ścisnął, poczucie winy? Chloe jest dziewczyną, którą kocham dlatego nie mogłem uwierzyć, że dopuściłem się zdrady. Ona mi tego nie wybaczy jeśli się dowie. A jeśli jej nie powiem, poczucie winy mnie zabije. Zagryzłem wargę tak mocno, że aż do krwi jakby to miało mi pomóc zabić to uczucie.
***
Obudziły mnie pocałunki składane na moich ustach, kiedy tylko odtworzyłem oczy ujrzałem nad sobą uśmiechniętą od ucha do ucha Chloe. Uśmiechnąłem się widząc ją i rozejrzałem się po pokoju widząc, że Christian i Daniel jeszcze śpią. Przeniosłem wzrok na dziewczynę i musnąłem delikatnie jej usta uśmiechając się.
-Jaki miły początek dnia – zaśmiałem się przecierając rękami zaspane oczy. Brunetka zaśmiała się cicho i usiadła na moim łóżku patrząc na mnie z uśmiechem. Przeniosłem się do pozycji siedzącej i przyciągnąłem ją do siebie tak by usiadła na moich kolanach.
-Musicie wstawać, bo niedługo śniadanie, a potem jedziemy do jakiegoś muzeum – powiedziała, a ja skinąłem tylko głową i wtuliłem się w nią mocno. Przed moimi oczami przeleciał obraz z wczorajszego dnia, zacisnąłem mocno usta chcąc się go pozbyć. Chciałem po prostu zapomnieć o tym, co się zdarzyło, wymazać to z mojej głowy jakby do niczego nie doszło.
-Kocham cię – szepnąłem drżącym głosem, poczułem jak dziewczyna wstrzymuje na chwile powietrze. To był dopiero drugi raz kiedy wyznałem jej swoją miłość, jednak musiałem to powiedzieć, chcę by wiedziała jak ważna jest dla mnie.
-Ja, ja ciebie też – wyszeptała, a ja odsunąłem się od niej i spojrzałem w jej oczy. Nie wiem ile czasu tak się na siebie patrzyliśmy, lecz dla mnie mogliśmy to robić w nieskończoność. Przysunąłem się do niej i musnąłem delikatnie jej usta. Chloe uśmiechnęła się pod nosem i pogłębiła pocałunek przyciągając mnie do siebie i obejmując mnie rękoma wokół szyi. Ona jest… zupełnie inna, jest urocza, delikatna i słodka. Jest odwrotnością dziewczyn z którymi się spotykałem, dlatego nie mogę jej stracić. Popełniłem ogromny błąd i wiem, że będzie mnie on prześladował aż do momentu kiedy wyznam jej prawdę lecz na razie… muszę ją okłamywać.
-Dobra, a teraz wstawaj i obudź ich, bo zaraz się spóźnimy – zaśmiała się odsuwając ode mnie, musnęła delikatnie mój policzek i wyszła z pokoju. Schowałem głowę w rękach i zacząłem głośno oddychać. Miałem ochotę się rozpłakać.
-Ogarnij się, Bieber – warknąłem sam do siebie i wstałem z łóżka, pokierowałem się w stronę walizki z której wyciągnąłem czyste ubrania. Założyłem je na siebie i wszedłem do łazienki gdzie stanąłem nad umywalką i spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Miałem ochotę rozbić to lustro by nie musieć na siebie patrzeć. Zdrajca – tym właśnie jestem. Nie rozumiem jak Chloe może darzyć mnie jakimkolwiek uczuciem, nie jestem jej warty.
Wykonałem wszystkie poranne czynności i obudziłem chłopaków. Kiedy oni się szykowali ja usiadłem na łóżku z telefonem i wszedłem na Internet, przeglądając różne strony na których mam założone konta. Kiedy Christian i Daniel byli już naszykowani wyszliśmy na hol i skierowaliśmy się do restauracji w hotelu gdzie wszyscy już byli. Rozejrzałem się po całym tym pomieszczeniu w poszukiwaniu Chloe i Annice. Znalazłem je, siedziały już przy stole i jadły płatki, uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem w ich stronę ze swoim śniadaniem jednak kiedy zauważyłem siedzącą obok Chloe, Ronnie od razu się zatrzymałem. Dziewczyna spojrzała się w moją i uśmiechnęła się. Prychnąłem pod nosem i ruszyłem w stronę wolnego stolika, usiadłem przy nim zdenerwowany, a zaraz za mną zaskoczony Christian i Daniel.
-Stary, co się stało? –zapytał Christian, patrząc raz na mnie, a raz w stronę stolika dziewczyn.
-Gówno, nie twój interes – warknąłem i zająłem się swoim jedzeniem. Wiedziałem, że przynajmniej do końca tej wycieczki będę musiał codziennie na nią patrzeć, a potem w szkole będzie już łatwiej.
Kiedy wszyscy już zjedli nauczycielki zrobiły zbiórkę po której wszyscy wsiedli do autokaru i ruszyliśmy w stronę muzeum Getty Center, o której podczas całej drogi opowiadała nam jedna z nauczycielek. Usiadłem z Chloe, dzięki czemu nie musiałem wysłuchiwać jej przynudzania. Dziewczyna ułożyła głowę na moim ramieniu, a ja musnąłem delikatnie jej szyje. Nie miałem ochoty ani siły jechać do tego muzeum, które wydawało się tak nudne, że można w nim zasnąć. Na dodatek po wyjściu z tego muzeum mieliśmy jechać do kolejnego, Hollywood Heritage Museum. Na myśl, że połowę dnia mieliśmy spędzić w muzeum, miałem ochotę uciec z tego autokaru. Przecież wszyscy wiedzą, że nastolatkowie nienawidzą muzeum, a nasze nauczycielki jak na złość zaplanowały nam cały dzień tak byśmy spędziły go w muzeum.
~.~
Muszę przyznać, że to pierwszy rozdział od dawna, który mi się podoba. Może to dlatego, że planowałam go od dawna, a wczoraj po prostu zapisałam to na kompie i wszedł całkiem niezły. Tak poza tym wiem, że może wam się wydawać, że olewam tego bloga dla mojego nowego, ale to nieprawda. To opowiadanie jest dla mnie ważniejsze, ponieważ prowadzę je już długo i po prostu mam wrażenie, że jest lepsze . A i… jestem zła na was, bo już pod poprzednim rozdziałem zorientowałyście się co planuje! :) Chcę jeszcze dodać, że „ten blondyn” czyli – Daniel, nie będzie odgrywał ważniejszej roli. Będzie tylko kumplem na wycieczce. Jeśli macie jakieś pytania co do tego i mojego drugiego opowiadania to zadawajcie je na moim asku. No, i to by było na tyle… dziękuje za komentarze pod poprzednim rozdziałem.
Tagi: #24
28.12.2012 o godz. 19:32


Wszyscy uczniowie siedzieli już w autokarze, czekając aż kierowca w końcu ruszy. Nie ważne, że jest dopiero godzinę piąta rano, ponieważ w autokarze nie było ani jednego śpiącego ucznia. Razem z Annice siedzieliśmy prawie na samych tyłach, a przed nami siedział Justin, ze swoją koleżanką Ronnie, która była chyba jedyną normalną dziewczyną z jaką zadawał się Justin. Chłopak siedział pisząc sms’y tak jak większość osób w autokarze, jednak on pisał sms’y do mnie co było totalną głupotą, ale było też uroczę. Annice co chwile marudziła, że chcę już być na miejscu, chociaż dobrze wiedziała, że droga zajmie nam co najmniej dzień, czyli jedną z nocy będziemy musieli spędzić w hotelu gdzieś po drodze.
-Ugh, ja chyba idę spać – powiedziała zirytowana, wyciągnęła z torebki poduszkę, którą podłożyła sobie pod głowę, a po chwili spała już w najlepsze. Ja spoglądałam na nią co chwile rozbawiona tym jak szybko udało jej się zasnąć. Kiedy w końcu autokar wyruszył, wszyscy uczniowie zaczęli bić brawa co mnie bardzo rozbawiło. Kilka minut po tym wszyscy uczniowie zajęci byli już własnymi sprawami i albo spali, albo pisali sms’y.
-A ta już usnęła – skomentował Justin, który nagle znalazł się nade mną odwracając się tyłem do kierowcy. Zaśmiałam się cicho i skinęłam tylko głową nic nie mówiąc. – a właśnie, Ronnie chodź no tutaj – rozkazał Justin spoglądając na dziewczynę przyglądającą się nam.
-Gdzie mam iść, idioto? – zapytała śmiejąc się pod nosem, a po chwili ona również się nade nachyliła przez co poczułam się jakbym była w jakiejś pułapce. Justin spojrzał na nią po czym na mnie przewracając teatralnie oczami. Ja również spojrzałam na dziewczynę, która podejrzanie mi się przyglądała, wydawała się być miła.
-Dobra, to tak… to jest Ronnie, moja przyjaciółka, a to… Chloe, moja dziewczyna – przedstawił nam sobie Justin z uśmiechem na twarzy. Dziewczyna niepewnie wysunęła w moją stronę rękę, a ja ją uścisnęłam, po czym na nasze twarze wstąpiły szerokie uśmiechy.
-Justin sporo mi o tobie opowiadał, w sumie nie dziwie się mu, jesteś naprawdę ładna i na pewno sto od jego razy inteligentniejsza od jego byłych – powiedziała. Przyjrzałam jej się dokładnie, blondynka o dużych zielonych oczach i włosach delikatnie opadających jej na ramiona. Była naprawdę ładna, a z tego co udało mi się wywnioskować, również mądra, czego nie mogłabym raczej powiedzieć o innych dziewczynach jaki mogłam spotkać w towarzystwie Justina.
-Czy ty mnie obraziłaś? – zapytał Justin
-Nie, ja pochwaliłam twoją dziewczynę. – spojrzała na niego jak na idiotę – Uh, dziwie się jak ty możesz z nim wytrzymać – skierowała te słowa do mnie, mówiąc szeptem by Justin nie usłyszał. Dziewczyna zajęła swoje miejsce, a Jus uśmiechnął się do mnie słodko i nachylił się by mnie pocałować. Uśmiechnęłam się pod nosem po czym delikatnie musnęłam jego usta, a chłopak tylko prychnął pod nosem
-Ja chcę więcej! – zażądał, robiąc minę dziecka, które nie dostało wymarzonej zabawki. Przewróciłam tylko oczami i wstałam tak by być bliżej Justina po czym delikatnie musnęłam jego usta. Chłopak tym razem nie pozwolił mi się odsunąć i zaczął składać pocałunki na moich ustach.
-Przestańcie tak sobie słodzić, bo zaraz zwymiotuje! – skomentowała Ann, która nagle się obudziła. Jus odsunął się ode mnie i spojrzał na siostrę po czym zajął swoje miejsce obok Ronnie. Ja również usiadłam na miejscu i pogrążyłam się w rozmowie z nią.
-Z kim jeszcze chciałabyś być w pokoju? – zapytała Annice wyciągając z kieszeni telefon i sprawdzając czy nie dostała w między czasie żadnej wiadomości. Razem z Ann wolałyśmy mieć pokój tylko we dwójkę, jednak gdy będziemy już na miejscu w hotelu będą pokoje co najmniej trzy osobowe.
-Nie wiem, Ronnie wydaje się być fajna – powiedziałam, a Annice spojrzała na mnie w ten dziwny sposób.
-Serio? Myślałam, że jej nie polubisz – stwierdziła wzruszając ramionami – ale jeśli chcesz to możemy mieć z nią już ten pokój, jeśli się zgodzi – powiedziała, a po chwili zmieniłyśmy temat.
***
Po długiej drodze w końcu dotarliśmy do hotelu gdzie mieliśmy spędzić tylko jedną noc i ruszyć w dalszą drogę aż do Los Angeles. Mimo tego, że właściwie się nie ruszaliśmy, byłam bardzo przemęczona i chciałam już tylko położyć się spać. Aktualnie jesteśmy w Denver, gdzie mamy przenocować w trzygwiazdkowym hotelu, a potem ruszyć w dalszą drogę. Pokój zamówiłyśmy już z Annice oraz Ronnie, która zgodziła się mieć z nami pokój. Kiedy wszyscy weszli do hotelu, większość była już nie przytomna. Każdy dostał kluczyk od swojego pokoju i nie ważne było z kim lub gdzie mamy pokój, ważne było tylko to by było tam wygodne łóżko. Nauczyciele szli razem z nami starając się pilnować porządku chociaż oni sami ledwo stali na nogach. Kiedy weszłam do pokoju, rzuciłam tylko walizkę w kąt i spojrzałam w stronę łóżek, w rogu pokoju stało jedno piętrowe łóżko, a zaraz przy nim pojedyncze. Od razu rzuciłam się na to pojedyncze, ponieważ łóżka piętrowe nigdy nie robiły na mnie specjalnego wrażenia. Zanim jednak wszystkie poszłyśmy spać, skierowałyśmy się do łazienki gdzie umyłyśmy się. Ja poszłam jako ostatnia, a kiedy wróciłam do pokoju, na moim łóżku siedział już Justin razem z Chrisem i jeszcze jednym chłopakiem, którego nie znam.
-Zmęczona? – zapytał głupio Justin, uśmiechając się do mnie. Jus przespał większość drogi przez co nie dziwne było, że nie był zmęczony. Christian oraz ten chłopak, którego nie znałam, również nie wydawali się być zmęczeni.
-Bardzo, chcę po prostu iść spać. Więc nie wiem po co tu przyszliście…
Justin odsunął się bym mogła wejść do łóżka, ale wciąż obserwował mnie z zainteresowaniem. Gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki, Justin z powrotem usiadł na moim łóżku i pocałował mnie w czoło. Annice i Ronnie leżały już w łóżkach, a tamta dwójka przyglądała nam się.
-Dobranoc, skarbie – wyszeptał mi do ucha, bawiąc się moimi włosami. Uśmiechnęłam się do niego, a on wstał z łóżka i skierował się w stronę drzwi, a za nim Christian i ten blondyn.
-Dobranoc, Justin - wyszeptałam kiedy on już zamykał za sobą drzwi. Przewróciłam się na drugi bok i starałam się zasnąć jednak w głowie wciąż miałam Justina. Miałam ogromną ochotę pójść do niego i przytulić. Tak po prostu, bez żadnej okazji. Zastanawiałam się co teraz robi, czy śpi, rozmawia z kolegami lub czy myśli o mnie tak dużo jak ja o nim. Mimo starań Justina, wciąż miałam wrażenie, że to mi zależy na nim bardziej, że to ja czuje do niego więcej. Obawiałam się bycia, tylko „kolejną” dziewczyną na koncie Justina. Chciałam by nie było z nami tak samo jak z byłymi Jusa, chciałam pokazać mu, że można inaczej patrzyć na świat.
***
Obudzeni zostaliśmy już o godzinie szóstej nad ranem by móc wyruszyć jak najszybciej. Wszyscy planowali dotrzeć około szesnastej, a żeby wyrobić się z czasem w drodze musieliśmy byś jak najszybciej. Zaraz po obudzeniu wszyscy zeszliśmy do restauracji znajdującej się w hotelu gdzie mieliśmy zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie płatki, a następnie ruszyłam do stolika przy, którym siedziała już Ann, Justin, Chris, Ronnie, Alice oraz tego samego chłopaka, który był u nas w pokoju wczoraj z Jusem i Chrisem. Ponieważ obok Justina siedział Chris i Alice, zajęłam miejsce obok Ronnie posyłając jej miły uśmiech, który ona natychmiast odwzajemniła. Ronnie wydawał się być naprawdę miłą dziewczyną w przeciwieństwie do Alice, która czekała tylko na moment w którym będzie mogła odebrać mi Justina.
-Cześć – szepnęłam do wszystkich, ledwo przytomnie i wbiłam wzrok w swoje płatki. Zaczęłam powoli je jeść, choć nie miałam ochoty na jakikolwiek posiłek.
Po śniadaniu wszyscy uczniowie wrócili do autokaru i odjechaliśmy w dalszą drogę. Tym razem z Annice nie udało zająć się nam miejsca za Justinem, dlatego razem z Ronnie siedział trzy siedzenia dalej. Miałam wrażenie, że Ronnie czuła się przy nim pewniej kiedy byli ode mnie dalej, ponieważ dopiero teraz zaczęli wygłupiać się tak głośno, że słyszeli ich chyba wszyscy uczniowie. Wsunęłam więc słuchawki do uszu i oparłam głowę o ramię Ann po czym przymknęłam oczy usiłując ponownie zasnąć.
Nawet nie zorientowałam się kiedy zasnęłam, a miałam wrażenie jakby po chwili ktoś szturchał moje ramie. Zaspana wyciągnęłam z uszu słuchawki i zamrugałam kilkukrotnie rzęsami chcąc wszystko sobie przypomnieć. Wycieczka szkolna, ah tak.
-Już jesteśmy – na tą wiadomość w sekundzie poderwałam się z siedzenia i wyjrzałam zza okna, uśmiechając się jakby sama do siebie. W końcu dotarliśmy do LA! Podekscytowana wybiegłam z autokaru za resztą uczniów i zabierając swoją walizkę podeszłam do Justina, który wciąż rozglądał się dookoła. Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam w stronę naszego hotelu, który był naprawdę wspaniały. Na samą myśl, że mam tu spędzić jeszcze trzy dni, uśmiech malował się na moich ustach. Poczułam jak chłopak obejmuje mnie w pasie, więc ułożyłam głowę na jego ramieniu co spowodowało, że na jego ustach pojawił się uśmiech. Następnie wszyscy ruszyli za nauczycielką, która zabrała z recepcji klucze do naszych pokoi i rozdała je. Tak jak już ustaliłyśmy, pokój miałam z Annice i Ronnie, która od jakiegoś czasu chodziła tyko przygnębiona. Nie rozumiałam co jej jest, a kiedy pytam co się dzieje, nie odpowiada. Z jej powodu nie zamierzałyśmy z Ann, tracić tego dnia, dlatego zaraz po rozpakowaniu poszłyśmy do pokoju Justina.
-Jaki tu burdel! – skomentowała Annice, spoglądając na podłogę na której porozwalane były już ubrania. Naprawdę, nie sądziłam, że w przeciągu godziny można tak bardzo już nabałaganić. Justin i chłopak, którego jeszcze nie znałam, wyszczerzyli się podczas kiedy Christian się oburzył.
-Przecież nie ma tutaj żadnych dziewczyn, oprócz was! Więc to nie burdel! – krzyknął zaciskają ręce na piersi i robiąc przy tym minę oburzonego dziecka przez co wszyscy wybuchli śmiechem
-A ja i tak wiem, że zrobicie z tego pokoju burdel – zaśmiała się Annice, poruszając zabawnie brwiami.
-Chciałbym – wyszeptał do siebie Christian, uśmiechając się pod nosem.
-Na pewno znajdziesz tutaj coś dla siebie, musisz się tylko rozejrzeć – powiedziała Annice
-Czy ty mi coś proponujesz? – zapytał, uśmiechając się szerzej, przez co wszyscy wybuchli śmiechem, a całą jego „złość” i oburzenie zniknęło.
-Tak, proponuje, żebyś poszedł na miasto, jesteśmy w Los Angeles, tutaj masz wszystko co jedną ulice – odpowiedziała śmiejąc się. Oparłam się o ścianę i zaczęłam słuchać ich rozmowy z której wszyscy się śmiali. Co jak co, ale gdy oni zaczynają rozmawiać to naprawdę można się pośmiać. Justin podszedł do mnie i objął mnie w pasie, muskając mój policzek. Uśmiechnęłam się pod nosem, a chłopak zaczął całować moją szyje. Odsunęłam się w bok kiwając przecząco głową na co Jus wzruszył ramionami udając niewiniątko. Zaśmiałam się, tuląc do niego.
-No to chłopaki, ruszamy na podryw! – Chris uniósł w górę rękę i pognał w stronę drzwi, a zaraz za nim jego kolega. Justin został ze mną patrząc na mnie krzywo, a Christian zatrzymał się przy drzwiach czekając na Jusa, który nie zamierzał iść z nimi.
-Bieber, idziesz? – zapytał
-Nie, ja wole tutaj zostać z dziewczynami – powiedział Jus, nawet nie patrząc w jego stronę. Christian już chciał iść jednak zatrzymałam go, ponieważ nie chciałam by Justin z mojego powodu, spędzał mniej czasu z przyjaciółmi.
-Jus, idź z nimi. Ja i tak zaraz wychodzę z Annice – stwierdziłam.
-Mam iść podrywać dziewczyny? Nie chcę, wole zostać z tobą – powiedział uśmiechając się. To było słodkie z jego strony, ponieważ podejrzewam, że inny chłopak skorzystał by z takiej okazji. A on? Nie, wolał zostać ze mną.
-Nie podrywać, tylko tak po prostu pójść gdzieś z nimi – powiedziałam, na co chłopak wzruszył obojętnie ramionami i odsunął się ode mnie.
-No dobrze, niech ci będzie – szepnął po czym musnął moje usta i razem z chłopakami wyszedł z pokoju biorąc ze sobą kurtkę. Mimo, że w LA nie padał śnieg, było bardzo zimno. Zaraz po ich wyjściu my również postanowiłyśmy nie siedzieć w hotelu i pytając o zgodę nauczycielek wyszłyśmy pozwiedzać. Dzisiejszy dzień mieliśmy jeszcze wolny, oprócz wieczoru kiedy zaplanowany był piknik.
Ulice Los Angeles były pełne od samochodów, a na chodnikach ludzie ledwo się mieścili. Każdy był tak bardzo zajęty, że nawet nie zwracali na siebie nawzajem uwagi. W tym mieście jest naprawdę wiele świetnych sklepów z ubraniami dlatego co chwile wchodziliśmy do jednego z nich i wychodziłyśmy z torbami, ale czemu się dziwić? W końcu jesteśmy dziewczynami i uwielbiamy zakupy, prawda?
Na koniec weszłyśmy jeszcze do jednej z restauracji i zamówiłyśmy sobie po kawie oraz ciastku. Zupełnie nie czułam nóg przez to ciągłe chodzenie, przymierzanie i kupowanie. Jedyne co mnie zadowalało to, że kupiłam wiele nowych ubrań, a patrząc na moją szafę to było naprawdę potrzebne. Wypiłyśmy kawy i wróciłyśmy do hotelu kompletnie wykończone, a gdy weszłyśmy do pokoju zastałyśmy tam Ronnie piszącą coś w swoim pamiętniku. Gdy tylko nas zobaczyła wrzuciła pamiętnik pod poduszkę.
-Czujesz się już lepiej? – zapytałam, starając się by zabrzmiało to miło. Annice kompletnie ją olała i zaczęła wkładać ubrania do szafy. Mam wrażenie, że ona jej nie lubi, tylko nie wiem czemu. Może po prostu nie przypadła jej do gustu lub jest coś o czym ja nie wiem.
-Nie zbyt, ale to nie ważne. Chyba po prostu się nie wyspałam – powiedziała, uśmiechając się. Odwzajemniłam uśmiech i również zaczęłam wkładać nowo zakupione ubrania do szafy – widzę, że byłyście na zakupach – zaśmiała się siadając na swoim łóżku i przyglądając nam się. Ann prychnęła pod nosem i kontynuowała swoje zajęcie nie odzywając się ani słowem.
-Nauczycielki nas wołają na piknik –do naszego pokoju wparował Justin z uśmiechem na ustach. Annice i Ronnie wyszły, a ja zaraz za nimi. Kiedy przechodziłam obok szatyna, objął mnie ramieniem i tak dołączyliśmy do reszty. Panie policzyły wszystkich upewniając się, że nikt nie zginął i wszyscy wyszli za hotel gdzie znajdował się mały las w, którym miał urządzany być piknik. Na środku stały ułożone już kawałki drewna, które miały zostać podpalone kiedy wszyscy już usiądą dookoła ogniska. Wszystko wyglądało naprawdę ślicznie, usiadłam pomiędzy Christianem, a Justinem. Ten wieczór zapowiadał się naprawdę ciekawie.
~.~

Nawet nie skomentuje tego rozdziału, jest po prostu do dupy, ale musiałam coś dodać. Przepraszam was, że tak długo czekaliście i przepraszam za wszystkie błędy, ale dokończyłam ten rozdział sekundę temu. Zapraszam was na mojego aska na którym możecie zadawać pytania odnośnie tego opowiadania jak i nowego. Jeszcze raz przepraszam i obiecuje dodać kolejny wcześniej oraz zapewniam was, że na tej wycieczce wydarzy się coś... ciekawego :)
Tagi: #23
25.12.2012 o godz. 21:23
Mam wrażenie, że to opowiadanie zaczęło was po prostu nudzić, kiedyś było po 22 komentarze, a teraz nie dobijacie nawet do 10. Już nie raz prosiłam was, żebyście pisali jak coś się nie podoba, jednak napisały tylko ze dwie osoby. Zupełnie nie wiem co się stało, naprawdę staram się pisać jak najlepiej, ale powoli tracę wenę. Nie, nie zamierzam kończyć tego opowiadania, ponieważ jest dla mnie bardzo ważne, ale chcę was prosić, żebyście po przeczytaniu skomentowali. Dla was to tylko minuta, a dla mnie to bardzo, bardzo ważne. Nie mam na myśli komentarzy typu " super, czekam na nn" ponieważ takie są zupełnie nie potrzebne. Chciałabym żebyście napisali w komentarzu co naprawdę myślicie, nie ważne czy to będzie pozytywne, czy negatywne... po prostu chcę wiedzieć co NAPRAWDĘ myślicie.
Jeśli po poprzednią notką nie pojawi się co najmniej 10 komentarzy to po prostu nie dodam kolejnego rozdziału lub zawieszę to opowiadanie. Naprawdę nie chciałam tego robić, ale denerwuje mnie, że ja spędzam godziny by napisać rozdział, a wam nie chcę się spędzić nawet 5 minut na skomentowaniu.
Poza tym założyłam inne opowiadanie >> KLIK << i mam nadzieje, że na nie również wpadniecie. Będzie to zupełnie inna historia, założyłam to opowiadanie spontanicznie, więc nie wiem co z niego wyjdzie, ale mam nadzieje, że wam się spodoba.
Swaggie
Tagi: informacja
18.12.2012 o godz. 16:19
Od samego rana ciągle się uśmiechałam, nie ważne do kogo lub do czego, po prostu się uśmiechałam. Śnieg zaczął już padać, a każda sytuacja była dla mnie powodem do uśmiechu. Gdy już naszykowałam się do szkoły, zeszłam na dół gdzie zastałam tatę, szykującego sobie śniadanie do pracy.
-Cześć! – pomachałam mu ręką, wchodząc do kuchni. Tata tylko odmachał mi ręką nawet na mnie nie spoglądając i kontynuował robienie sobie śniadania. Wyciągnęłam z lodówki jogurt i szybko go zjadłam, opierając się plecami o blat kuchenny. Uważnie obserwowałam tatę, który wszystko robił w pośpiechu, ponieważ jak się domyślam, spóźnił się już do pracy. Kiedy skończyłam jeść swój jogurt, wrzuciłam puste opakowanie do kosza i wyszłam z kuchni, zgarnęłam z salonu torbę, którą wcześniej tam położyłam i skierowałam się do przedpokoju gdzie bez pośpiechu założyłam kurtkę, kozaki, oraz szalik i rękawiczki. Czapki nie założyłam ponieważ nie lubiłam gdy po zdjęciu jej moje włosy są roztargane.
Wyszłam z domu, a w momencie poczułam jak płatki śniegu lądują na moich włosach. Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę szkoły. Gdy byłam już w połowie drogi miałam wrażenie jakby ktoś mnie śledził, gdy odwracałam głowę nikogo nie było. Dopiero po dłuższym czasie jakiś samochód wjechał ostrożnie na chodnik, na początku bardzo się wystraszyłam, ale kiedy szyba się osunęła i zobaczyłam za nią Justina, cały strach przeszedł.
-Wsiadaj – powiedział z delikatnym uśmiechem i otworzył przede mną drzwi od samochodu. Bez zastanowienia weszłam do jego samochodu zamykając za sobą drzwi. Chłopak przywitał mnie muśnięciem w policzek i ruszył w stronę szkoły. Całą drogę rozmawialiśmy o zbliżającej się wycieczce.
Justin zaparkował na parkingu szkolnym i oboje skierowaliśmy się w stronę szkoły. Teraz, kiedy zbliżała się zima nikt już nie przesiadywał na dworze, a na parkingu były jedynie osoby, które parkowały na nim własnymi samochodami. Justin chwycił mnie za rękę i tak weszliśmy do szkoły. Nie obyło się bez komentarzy lub zazdrosnych spojrzeń, ale powoli nauczyłam się do tego przywyknąć. Jus poszedł pod swoją szafkę, a ja pod swoją, gdzie zdjęłam kurtkę, szalik oraz rękawiczki i włożyłam je do szafki. Wyciągnęłam z niej podręczniki na chemie i zamknęłam ją.
-Za dwa dni wycieczka! Jestem taka podjarana, że nawet sobie tego nie wyobrażasz! – usłyszałam za sobą znajomy głos, więc szybko się odwróciłam. Przede mną stała Annice, cała promieniując ze szczęścia.
-Tak, ja też się cieszę, że cię widzę – zaśmiałam się
-Zrobiłam nawet obliczenia i do Los Angeles dotrzemy autokarem w półtora dnia, czyli w dwie strony to znaczy, że będziemy 3 dni w drodze i pozostaje nam 4 dni na odpoczynek – powiedziała ignorując moje słowa. Przewróciłam tylko oczami i ruszyłam przed siebie kierując się w stronę klasy. Ann szybko mnie dogoniła i zaczęła opowiadać o swoich pomysłach jakie planowała na wycieczkę, oczywiście tylko wtedy kiedy nie będzie zwiedzania i różnych zabaw wymyślanych przez instruktorów.
Moją rozmowę z Annice przerwał dzwonek, a ona była wręcz wściekła, że nie może dalej opowiadać. Zdenerwowana weszła do klasy i zajęła miejsce na końcu a ja obok niej. Do klasy weszła nauczycielka i rozpoczęła lekcje od sprawdzenia obecności. Zaraz po tym kiedy rozkazała napisać temat, ja zupełnie odpłynęłam w inny świat, zaczęłam już wymyślać co mogłoby wydarzyć się na wycieczce. I przez moją nieuwagę nie napisałam do zeszytu żadnej notatki dyktowanej przez nauczycielkę.
***
-Gdzie jedziemy? – zapytałam wbijając wzrok w szybę na, której widniały płatki śniegu. Delikatnie przejechałam opuszkami palców po szybie i uśmiechnęłam się pod nosem, patrząc na ulice, które mijaliśmy. Chciałam by zima w Kanadzie wyglądała jak ta z filmów i bajek, by śnieg wyglądał tak idealnie nawet kiedy już topnieje. Wiele osób twierdzi, że chcieliby mieszkać w Kanadzie lub Ameryce ponieważ tutaj zimy wyglądają tak magicznie, romantycznie, niepowtarzalnie. To nieprawda, zimy u nas wyglądają sto razy gorzej, a gdy się patrzy na krajobraz o tej porze roku, odechciewa się jakichkolwiek planów. Wcale nie mam na myśli, że Kanada jest brzydka, ponieważ bym skłamała. Ten kraj jest piękny, jednak zimny nie specjalnie… a już na pewno nie na ulicach gdzie śnieg zamienia się w ohydne błoto. Najchętniej leżało by się w łóżku z kubkiem kakała w ręku.
-Do mnie, to chyba lepsze niż siedzenie w domu, prawda? – zapytał unosząc brwi w górę. Odwróciłam w jego stronę wzrok i posłałam mu jedynie ciepły uśmiech, kiwając głową na znak, że się z nim zgadzam. Szatyn spojrzał na mnie przez lusterko, zaciskając dłonie na kierownicy. Nastała cicha, której nie miałam ochoty przerywać, ta brzydka pogoda odebrała mi dziś całkowicie chęci do rozmowy. Justin wjechał na teren swojego dużego domu i zaparkował w garażu po czym oboje wyszliśmy i skierowaliśmy się w stronę jego domu. Gdy otworzył drzwi poczułam lekki strach przed spotkaniem jego rodziców, co prawda, wydawali się być mili, ale dziwnie się czułam kiedy mnie o coś pytali.
-Chodźmy na górę – powiedział, łapiąc mnie za rękę i splatając nasze ręce. W salonie siedzieli jego rodzice, więc przywitałam się z nimi i oboje poszliśmy do pokoju Jusa. Mijając pokój Ann, słyszałam jak z kimś głośno rozmawiała. Uśmiechnęłam się pod nosem i wtuliłam głowę w ramie Justina.
Kiedy tylko znaleźliśmy się w pokoju Justina, on rzucił się szybko na łóżko, a po chwili ja podeszłam do niego i usiadłam przy nim przymykając oczy. Czułam na sobie spojrzenie osiemnastolatka, jednak nie otworzyłam oczu. Nie musiałam długo czekać, aż poczułam na sobie spokojny oddech szatyna. Chłopak usiadł za mną w rozkroku i przysunął mnie do siebie tak, że teraz byłam między jego nogami, a rękoma objął mnie w pasie. Swoją głowę położył na moim ramieniu i wtulił mnie w siebie.
-Chyba nie masz dziś humoru, prawda? – zapytał uśmiechając mi się nad uchem. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam głowę w jego stronę. Chłopak delikatnie zaczął muskać moje usta, a ja poczułam ciepło przechodzące po moim ciele. W tym momencie cały ten mój smutek przeszedł, a na ustach pojawił się uśmiech. Po niedługim czasie ten delikatny pocałunek zmienił się w namiętny i pełen uczuć. Miałam ochotę po prostu tkwić w jego ustach do końca.
-Przyniosłam wam gorącą czekoladę – do pokoju wparowała mama chłopaka, a gdy nas zobaczyła przez chwile trwała w bezruchu. Odsunęłam się od jego ust i spojrzałam w stronę drzwi, czułam jak moje policzki pokrywają się rumieńcami. Kobieta podeszła do nas i podała nam kubki z gorącą czekoladą, patrząc na Justina karcącym wzrokiem. Nastolatek wziął to spojrzenie na żarty i patrzył na matkę próbując powstrzymać się przed wybuchnięciem śmiechem. Podziękowaliśmy jego mamie, a ona wyszła nic się nie odzywając. Gdy tylko wyszła chłopak posadził mnie sobie na kolanach i zaśmiał się pod nosem pijąc swoją czekoladę. Po chwili jednak odłożył napój na stolik obok łóżka, a z szafki wyciągnął aparat fotograficzny, tak zwaną lustrzankę. Spojrzałam na niego głupio, a on poruszył zabawnie brwiami uśmiechając się do mnie.
-Co powiesz na małą sesję? – zapytał, a ja od razu się zgodziłam. Zanim zdążyłam się zorientować Justin zrobił mi pierwsze zdjęcie.
-Jus, ale nie z zaskoczenia! – zaśmiałam się.
-To chodź – złapał mnie w pasie i położył na łóżku po czym sam usiadł na mnie w rozkroku i zrobił kolejne zdjęcie. Wybuchłam śmiechem i zabrałam od niego aparat po czym cała zrobiłam mu zdjęcie. Szatyn zaczął pozować, robiąc przy tym głupie miny. Po chwili Justin zabrał mi aparat i położył się obok mnie robiąc nam nasze pierwsze wspólne zdjęcie.
Od tego zaczęło się robienie tysiąca różnych zdjęć, wspólnych, pojedynczych, w różnych pozach, zabawnych minach. Szczególnie do gustu przypadło mi jedno zdjęcie na, którym ja znajdowałam się na kolanach szatyna, chłopak jedną ręką obejmował mnie w pasie, a drugą robił zdjęcie. Ja oplotłam go dwoma rękoma na szyi, a nasze usta połączone były w pocałunku.
-Jest śliczne – skomentowałam, patrząc na nie w aparacie. Justinowi ono również bardzo się spodobało, jednak mi specjalnie przypadło do gustu.
-Włożę je w ramkę i dam ci na święta – powiedział patrząc na mnie z uśmiechem, podniosłam wzrok na szatyna i delikatnie musnęłam jego wargi w celu podziękowania mu. Chłopak złapał mnie w pasie i przewrócił nas tak, że teraz znajdował się nade mną. Musnął mój policzek, robiąc przy tym kolejne zdjęcie do kolekcji.
***
-Uwielbiam spacery zimą – stwierdziłam idąc przez park, wtulona w Justina. W parku przechadzało się naprawdę wiele par, ponieważ jak sądzę wiele dziewczyn lubi chodzić w zimę ze swoim ukochanym po parku. Jest to bardzo romantyczne nawet mimo tego, że nie jest jeszcze ciemno jak na większości romantycznych filmów.
-Dlatego cię na taki zabrałem – zaśmiał się obejmując mnie w pasie i składając delikatny pocałunek na moim czole. Spoglądałam na drzewa pokryte śniegiem w tak dużej ilości, że ich gałęzie uginały się co tworzyło troszkę straszny klimat. Śniegu przez ten czas zdążyło napadać naprawdę sporo mimo, że do wigilii pozostał jeszcze niecały miesiąc. Idąc parkiem wszystko wydawało się wyglądać tak jak z filmu, kiedy to zakochana para idzie przez park w, którym śnieg zawsze jest idealny i wygląda tak świątecznie. Na drzewach nie było już takiej ilości ptaków co latem, jednak od czasu do czasu można tu było dostrzec choć jednego lecącego ptaka.
Spuściłam wzrok na swoje kozaki, przyglądając się śladom jakie pozostawiały na śniegu. Czułam, że moje policzki są zaczerwienione z zimna co sprawiało, że kiedy Justin spoglądał w moją stronę, uśmiechał się delikatnie i dotykał mój policzek palcami. Uwielbiałam tą porę roku kiedy wszędzie był śnieg, roześmiane dzieci bawiły się rzucając w siebie śnieżkami i zapominały o wszystkim co ich otaczało. Trochę starsi odgarniali śnieg z pod ich domów mając przy tym ogromną frajdę, a młodzież, taka jak ja czy Justin, wolała siedzieć przed komputerami narzekając na Twitterze lub Facebooku jak nienawidzą zimy. My jednak jesteśmy odwrotnością i możemy spędzać na dworze cały czas nie wracając uwagi na to, że jest nam zimno.
Spojrzałam na Justina, który przyglądał się swoim butom i zastanawiał się nad czymś zawzięcie. Korzystając z okazji, że chłopak nawet na mnie nie patrzy, zatrzymałam się i nabrałam na rękę śnieg z czego szybko ulepiłam kulkę i zanim Justin zdążył się odwrócić rzuciłam w niego śnieżką. Chłopak spojrzał na mnie ze złością, a po chwili uśmiechnął się głupio i również ulepił ze śniegu kulkę. Widząc co ma zamiar zrobić zaczęłam uciekać, krzycząc by mnie zostawił. Po chwili ruszył w pogoń za mną, a był szybszy dlatego po chwili zaczął mnie doganiać. Zamachnął się i rzucił kulką we mnie, jednak nie trafił. Zaczęłam się śmiać, ale nie przestałam uciekać, ponieważ wiedziałam, że Justin dopiero się rozkręca. Po dłuższym czasie miałam już dosyć uciekania, więc poddałam się, a Justin myśląc, ze będę biegła dalej wpadł na mnie przez co oboje spadliśmy za śnieg. Spojrzeliśmy się na siebie i wybuchliśmy tak głośnym śmiechem, że inne pary przechodzące niedaleko spojrzały na nas jak na zupełnych idiotów.
-Justin! Nienawidzę cię, idioto! Jak zimno… - pisnęłam, szybko wstając ze śniegu i otrzepując się ze wszystkich stron. Czułam śnieg za koszulką, na szyi, brzuchu, po prostu wszędzie. Justin wstał ciągle się śmiejąc, najwyraźniej jemu nie było zimno ani trochę, w porównaniu do mnie, ponieważ przez to co się wydarzyło, cała drżałam z zimna.
-Trzęsiesz się – skomentował chłopak, patrząc na mnie przejęty. Skinęłam tylko głową, uśmiechając się pod nosem, a szatyn przysunął się do mnie i mocno mnie przytulił. – przepraszam, myślałem, że będziesz dalej biec – skomentował przez co wybuchłam głośnym śmiechem. Odsunęłam się od niego i delikatnie musnęłam jego wargi. Chłopak złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, składając na moich ustach pocałunki. Przymknęłam oczy i odwzajemniłam pocałunek, a po chwili czułam jakby całe zimno odeszło. Na jego miejsce weszło przyjemne mrowienie w brzuchu, a bliskość Justina ogrzewała mnie wystarczająco.
-Może wracajmy już do domu, bo rozchorujesz się na wycieczkę - zaproponował, kiedy oderwaliśmy się od siebie. Przytaknęłam mu i po chwili oboje szliśmy w stronę domu Justina, śmiejąc się ze wszystkiego i wszystkich.
~.~
Myślałam by w tym rozdziale zacząć już opisywać wycieczkę, jednak rozmyśliłam się, ponieważ to jeszcze troszkę za wcześnie. A więc musicie nacieszyć się tym… myślałam, że dzisiaj nie dodam rozdziału, ale ponieważ zaspałam na autobus szkolny, postanowiłam coś w końcu napisać. Przepraszam, to przez brak jakiejkolwiek weny. Staram się dodawać wcześniej, jednak to trudne, ponieważ cały zapał do pisania tego opowiadania odszedł, mimo tych wszystkich komentarzy. Mam wenę na wszystko inne tylko nie na to. Czasami mam ochotę doprowadzić już to opowiadanie do końca, ale wiem, że to jeszcze za wcześnie.
Co do rozdziału to zupełnie nie wiem ile się jedzie z Kanady do USA, więc napisałam tak wiecie ;3
Tagi: #22
12.12.2012 o godz. 20:18
Justin skończył lekcje wcześniej, więc przez dwie kolejne przerwy siedziałam sama. Kilka razy podszedł do mnie Christian, dlatego nie nudziło mi się tak bardzo. Może i jest on typem flirciarza, ale można z nim porozmawiać, pośmiać się. Jedyny minus to taki, że nie opamiętał się z podrywaniem nawet gdy wiedział, że chodzę z Justinem i kilka razy próbował mnie objąć.
Kiedy zadzwonił dzwonek wszyscy natychmiast wybiegli z klas i zostałam tylko ja, oraz Annice. Wychodząc z Sali chciałam do niej podejść, ale się speszyłam. Poszłam więc do szafki i włożyłam do niej książki po czym zatrzasnęłam drzwiczki
-Mogę cię odprowadzić? – usłyszałam za sobą znajomy głos, odwróciłam się w jego stronę na pięcie i uśmiechnęłam. Skinęłam głową i oboje wyszliśmy ze szkoły ubierając się w kurtki, gdyż z czasem zaczynało się już robić coraz zimniej. Ja szłam w ciszy, a Chris ciągle opowiadał mi jakieś zabawne historie. Gdy spojrzałam przed siebie zauważyłam idącą kilka kroków przed nami Annice.
-Chris, muszę iść do Ann. Przepraszam, ale muszę z nią porozmawiać – tłumaczyłam, a on tylko pokiwał głową i zawrócił w stronę swojego domu, żegnając się ze mną przytuleniem. Od razu pobiegłam w stronę Annice. Gdy ona mnie zobaczyła od razu przyśpieszyła kroku
-Ann, proszę cię, no! Daj mi coś wytłumaczyć! – mówiłam, dorównując jej kroku.
-Dobra, mów! – warknęła. Wzięłam głęboki oddech próbując zebrać zdania w jakąś logiczną całość, ale nie miałam zupełnie nic do powiedzenia. Ja nawet nie zauważyłam kiedy się od niej odsunęłam
-Przepraszam, ja naprawdę nie chciałam się od ciebie odsunąć. Zrobiłam to nieświadomie, no i przepraszam – powiedziałam na jednym tchu, a ona tylko prychnęła pod nosem, zupełnie nie wierząc w moje słowa
-To wszystko?
-Tak, więc jeśli teraz chcesz się na mnie obrażać to bardzo proszę, ale podobno byłyśmy przyjaciółkami, a ty obrażasz się o byle gówno! – krzyknęłam już zupełnie wyprowadzona z równowagi.
-To nie jest byle gówno! Nawet nie wiesz jak się poczułam…
-No więc przepraszam, mówię ci, że zrobiłam to nieświadomie i nawet nie wiem co mam ci powiedzieć! Przepraszam, mam uklęknąć?! – krzyknęłam, a ona parsknęła śmiechem. Nastała cisza, a ja wpatrywałam się w nią wyczekująco.
-Może ja też przesadziłam, po prostu byłam zazdrosna, że z nim spędzasz tyle czasu, a ze mną nie – mówiła, a ja zaśmiałam się. Przez chwile rozmawiałyśmy i skończyło się na przytuleniu.
Chciałam zaprosić Ann do domu, ale ona nie mogła gdyż umówiła się z tym chłopakiem z restauracji. Życzyłam jej powodzenia i wróciłam do domu. Miałam ochotę skakać z radość, czułam, że jest coraz lepiej. Justin jest moim chłopakiem, a ja i Ann znowu się przyjaźnimy.
***
Siedziałam na kanapie i oglądałam jakieś świąteczne bajki, już za niecały miesiąc, a programy takie jak Disney Channel zaczynają puszczać bajki związane ze świętami. Czułam, że te święta będą inne, zupełnie inne.
-Muszę zrobić sobie wolne w pracy, bo przecież nie zdążę tego wszystkiego posprzątać! Już dawno powinniśmy wziąć się za świąteczne porządki! – denerwowała się mama, odwróciłam się w jej stronę i spojrzałam na nią. Krzątała się po kuchni zupełnie nie wiedząc za co się zabrać. Dla mojej mamy zawsze wszystko musiało być idealne, zawsze jej się udaje, ale przedtem ciągle powtarza, że się nie uda. To zabawne, kiedy tak panikuje, a mimo to wie, że jeszcze dwa tygodnie przed świętami wszystko będzie idealnie
-Kupujemy ozdoby świąteczne czy zostawiamy te z poprzedniego roku? – zapytała, wgryzając się w ciastko. Mama stanęła w miejscu i odwróciła się w moją stronę z rozwartą buzią
-Jasne, że nie! Ktoś musi iść je kupić! – panikowała. Niechętnie zwlekłam się z kanapy i wyłączając telewizor poczłapałam do mamy.
-Ja kupię, tylko daj kasę – wyciągnęłam w jej stronę rękę na której po chwili pojawiło się dwieście dolarów. Uśmiechnęłam się do niej z wdzięcznością, a mama wróciła do sprzątania kuchni. Założyłam zimowe buty oraz kurtkę, po czym wyszłam zgarniając z półki klucze do samochodu. Nie mam prawa jazdy, ale umiem jeździć.
Wsiadłam w samochód i odpaliłam silnik. Można powiedzieć, że wręcz kochałam ten samochód, a jazda nim sprawiała mi radość. Rodzice nie lubili kiedy jeździłam bez prawa jazdy, dlatego prowadzić mogłam tylko na święta.
Nie jechałam zbyt szybko, z wielu powodów. Na przykład takiego, ze nie lubię szybkiej jazdy, a tym bardziej nie mając prawa jazdy. Stawający na czerwonym świetle, spojrzałam w bok i w samochodzie obok zobaczyłam Justina. Od razu odsunęłam szybę i uśmiechnęłam się do niego promiennie. W tym samym momencie zmieniło mu się światło, więc posłał mi buziaka i odjechał tak szybko jakby to były jakiś zawody. Parsknęłam śmiechem i ruszyłam, gdyż i również zmieniło się już światło. Kiedy dojechałam pod galerie i wysiadłam z samochodu, zauważyłam płatki śniegu spadające z nieba. Uśmiechnęłam się do siebie jak głupia i ruszyłam w stronę wejścia, szybkim krokiem. W galerii były już świąteczne ozdoby, różnego typu misie, mikołaje i choinki poozdabiane i porozstawiane co dwa kroki. Weszłam do pierwszego lepszego sklepu z ozdobami i zaczęłam szukać ozdób do swojego pokoju. Najpierw wybrałam lampki, potem różnego typu dodatki z napisem „Merry Christmas”, różne skarpety świąteczne i tym podobne dodatki. Potem kupiłam ozdoby do salonu, do pokoju rodziców i by ozdobić dom. Wszystkiego było naprawdę dużo, a przy kasie musiałam dopłacić ponad sto dolarów, gdyż pieniądze, które dała mi mama nie wystarczyły. Kiedy wyszłam ze sklepu targałam ze sobą siedem toreb.
-Zakupy świąteczne? – usłyszałam za sobą znajomy głos, położyłam torby na podłodze i odwróciłam się na pięcie z uśmiechem. Przede mną stał Justin z tym uśmiechem, który tak bardzo kocham. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie składając na moich ustach pocałunek. Spojrzał mi w oczy i znowu chciał musnąć moje usta, ale tym razem zasłoniłam mu usta.
-Za szybko jeździsz – stwierdziłam, a on przewrócił zabawnie oczami.
-A twoją ręka ładnie pachnie – odpowiedział, udając, że zaciąga się tym zapachem. Spojrzałam na niego „spod byka” i odsunęłam rękę od jego ust. Objęłam rękoma jego szyje i pocałowałam go delikatnie w usta, stając przy tym na palcach. Chłopak cicho zamruczał i przyciągnął mnie bliżej siebie po czym schował głowę w moich włosach
-Jaki świąteczny klimat – wymruczał mi do ucha, a ja zaśmiałam się. Dopiero teraz zorientowałam się, że stoimy na środku galerii, a otaczają nas choinki, co musiało naprawdę wyglądać słodko.
-Muszę już iść, mama się pewnie zastanawia gdzie ja tyle jestem – parsknęłam śmiechem, wyobrażając sobie jak w tym momencie mama panikuje gdzie ja jestem.
-Spotkamy się jeszcze dzisiaj? – zapytał
-Raczej nie, muszę posprzątać dzisiaj w pokoju już na święta. – stwierdziłam niechętnie. Chłopak skinął głową i pocałował mnie w policzek na pożegnanie.
Wróciłam do auta, a wszystkie zakupy zapakowałam na tylne siedzenia. Usiadłam za kierownicą i odpaliłam silnik, po czym wyjechałam z parkingu kierując się w stronę domu. Z powrotem były duże korki i dotarłam do domu dwadzieścia minut później.
-Gdzie ty się tyle podziewałaś, dom jest ciągle brudny, a my nic jeszcze nie zrobiliśmy! – panikowała, gdy tylko otworzyłam drzwi naszego domu.
-Mamo, cały dom jest wysprzątany, została tylko łazienka i kuchnia, spokojnie – poklepałam ją po ramieniu, próbując ją uspokoić. Ona się już nie odezwała i wróciła do sprzątania, a ja zostawiłam torby w salonie, biorąc ze sobą na górę tylko dwie torby w których były ozdoby do mojego pokoju. Ułożyłam je na łóżku i zabrałam się za sprzątanie. Musiałam dokładnie posprzątać w szafkach, umyć okna, podłogę, na święta wszystko musiało wyglądać idealnie.
Sprzątanie swojego całego pokoju zajęło mi ponad dwie godziny, starałam się zrobić tak by wyczyścić każdy wolny zakamarek. Na koniec umyłam i odkurzyłam podłogę. Kiedy pokój był już gotowy zajęłam się przystrajaniem go. Po kolejnej godzinie pokój wyglądał tak świątecznie, że aż można było poczuć klimat towarzyszący wszystkim w święta. Wdzięku temu wszystkiemu dodawał śnieg padający za oknem.
Gdy wszystko skończyłam, skierowałam się do łazienki gdzie umyłam się i naszykowałam już do spania. Byłam przemęczona sprzątaniem i tym wszystkim dlatego dziś chciałam iść spać wcześniej. Zeszłam jeszcze na dół by oznajmić mamie i tacie, że już posprzątałam i idę spać. Gdy weszłam do łóżka od razu moje powieki się przymknęły i zasnęłam.
***
Kiedy obudziłam się rano, zorientowałam się, że wieczorem nie ustawiłam sobie budzika i zaspałam na pierwszą lekcje. Szybko zerwałam się z łóżka i popędziłam do łazienki. Umyłam się i ogarnęłam po czym przebrałam się i zbiegłam na dół. Zabrałam torbę, założyłam kozaki i kurtkę, a następnie wyszła dumna z siebie, ze udało mi się ogarnąć w tak szybkim czasie. Byłam już spóźniona na pierwszą lekcje, ale chociaż zdążę na drugą.
Weszłam do szkoły równo z dzwonkiem na przerwę, podeszłam do szafki i wyciągnęłam z szafki książki na angielski. Kiedy zamknęłam szafkę za mną stała uśmiechnięta od ucha do ucha Annice
-Słuchaj, od trzeciego do dziesiątego grudnia jest wycieczka dla drugich i trzecich klas. Chcesz jechać? – zapytała, mówiąc wszystko na jednym tchu z czego wywnioskowałam, że jej bardzo musiał podobać się pomysł z wycieczką. Ja nie byłam co do tego przekonana, chociaż były by to trzy dni spędzone z Annice i Justinem bez rodziców.
-A coś więcej? Gdzie jedziemy? – dopytywałam się
-Do Los Angeles! Właśnie szłam się zapisać, jedziesz też? – zapytała z nadzieją w głosie.
-Musiałabym zapytać mamy – stwierdziłam. Po chwili razem z Ann poszłyśmy do sekretariatu skąd wzięłyśmy kartki, które mają uzupełnić rodzice. Annice wzięła dwie, ponieważ jedną miała dać Justinowi, któremu, jak ona sama powiedziała, na pewno nie będzie się chciało przyjść. Idąc w stronę Sali Jusa, poczułam ręce obejmujące mnie w talii i już wiedziałam, ze to on. Odwróciłam głowę w bok, a chłopak musnął delikatnie moje usta. Kiedy z powrotem spojrzałam na Ann, ta stała z otwartą buzią i przypatrywała nam się z szeroko otwartymi oczami. Zaśmiałam się, a zaraz po mnie Justin. Niepewnie wysunęła rękę w stronę Justina, a ten wziął od niej kartkę, patrząc na nią jak na kompletną idiotkę. Przeleciał wzrokiem po kartce i spojrzał na mnie z uśmiechem
-Jedziesz? – zapytał, tuż nad moim uchem, w taki sposób, że po moim ciele przeszło przyjemne, ciepło.
-Nie wiem, muszę się mamy dopytać – powiedziałam zgodnie z prawdą. Bardzo chciałam jechać, jednak obawiałam się, że moich rodziców może nie stać na tą wycieczkę, która wcale nie należy do najtańszych. Chłopaki skinął głową, delikatnie muskając moją szyje swoimi ciepłymi wargami. Parsknęłam śmiechem i odsunęłam się od niego, gdyż czułam się nie swojo, gdy Annice patrzyła na nas w ten dziwny i niezrozumiały sposób, a on mnie całuję
-Muszę iść na lekcje, do zobaczenia później, pa – pocałował mnie w policzek i odszedł. Zagryzłam nerwowo wargi spoglądając na Ann, bałam się jej reakcji. Bałam się, że nazwie nasz związek jako głupi i stwierdzi, że on chcę mnie wykorzystać.
-Jesteś z nim? – zapytała, a ja skinęłam głową. Ku mojemu zdziwieniu dziewczyna zaczęła piszczeć ze szczęścia i skakać dookoła mnie. Na serio, mogłam spodziewać się każdej reakcji, ale nie takiej. To było zupełnie przeciwne do tego co myślała na nasz temat.
-Nie uważasz już, że jest ze mną by mnie wykorzystać? – zapytałam niedowierzając, a jednocześnie będąc bardzo szczęśliwa. Cieszyłam się, że to zaakceptowała, gdyż nie wiem jak zniosłabym jej kolejne kłótnie z Justinem o to, że podrywa każdą i szybko ze mną zerwie. Z początku sama się tego obawiałam, ale wiem, że Justin się zmienił. Ufam mu i wierze, że nigdy nie skrzywdzi mnie ani nie zdradzi.
-Teraz już nie! Wiedziałaś jak on na ciebie patrzy? Nie tak jak na te dziewczyny z, którymi był wcześniej! Na ciebie patrzy tak… z miłością – mówiła, a na moich ustach pojawił się wielki uśmiech. To, że jego uczucia potwierdziła osoba, która zna go od dziecka i wie jaki jest, było dla mnie jeszcze większym utwierdzeniu w przekonaniu, że naprawdę mnie kocha.
Rozmawiałyśmy o Justinie jeszcze długi czas aż zadzwonił dzwonek na przerwę i obie skierowałyśmy się do naszych Sali. Przez każdą lekcje myślałam tylko o tej wycieczce, coraz bardziej przekonywałam się do niej i chciałam na nią pojechać. Trzy dni spędzone w gronie osób z mojego rocznika, bez rodziców. Pikniki, imprezy, niezapomniane przygody i wspaniałe wspomnienia. Poza tym na takiej wycieczce poznałabym wielu nowych ludzi. Miałam tylko ogromną nadzieje, że rodzice pozwolą mi na nią pojechać, co prawda nie było powodu by nie pozwolili, zazwyczaj pieniędzy nam nie brakowało, ale teraz kiedy zbliżają się święta mama potrzebuje pomocy z tym wszystkim. Każdą przerwę spędzałam albo z Annice, albo z Justinem i Christianem. I w ten sposób godziny w szkole minęły tak szybko, że zanim się obejrzałam wracałam już do domu w towarzystwie Justina, Annice oraz Christiana, który zarywał do Alice. Dziewczyna szła z nami tylko po to, żeby pozarywać do Justina, który po raz kolejny olewał ją i szedł obejmując mnie w pasie. Ja rozmawiałam z Annice o wycieczce, od czasu do czasu zamieniając Jusem kilka zdań, również a temat wycieczki.
-Jus, a ty jedziesz na tą wycieczkę? – zagadała Alice, wymijając Christiana i idąc krok w krok z Justinem.
-Ja jadę na pewno – odpowiedział obojętnie patrząc się przed siebie. I na tym skończyła się ich rozmowa, a Christian znowu próbował do niej zagadać, co strasznie denerwowało Ann, która stwierdziła, że mógłby sobie odpuścić, gdyż ona nawet nie słucha co on mówi. Potem wszyscy porozchodzili się do swoich domów.
-Mamo, mogłabym pojechać na tą wycieczkę ? – zapytałam zaraz na wejściu, biegnąc w stronę mamy i podając jej kartkę z opisanym każdym dniem wycieczki oraz innymi informacjami. Rodzic miał to uzupełnić, a dziecko przynieść jako zgodę na wyjazd. Mama zajęła się czytaniem, a do domu wszedł tata, który zdjął kurtkę i buty, po czym podszedł do mamy i dołączył do czytania. Ja patrzyłam na nich z rękoma założonymi jak do modlitwy i w duchu błagałam by się zgodzili.
-No nie wiem, co myślisz? – zapytała mama patrząc w stronę taty, który spojrzał na mnie i zaśmiał się pod nosem, widząc jak bardzo chcę na nią pojechać.
-Niech jedzie jeśli chcę – zdecydował, a mama mu przytaknęła. Pisnęłam ze szczęścia po czym skoczyłam w ich stronę i zaczęłam im dziękować. Mam odłożyła karki na stół i obiecała, że wszystko uzupełni wieczorem, bo teraz musi dokończyć sprzątanie.
Pokiwałam tylko głową, podziękowała i od razu pobiegłam do pokoju gdzie wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer do Annice.
-Zgodzili się! – krzyknęłam do słuchawki, a w odpowiedzi usłyszałam pisk szczęścia. Po chwili obie planowałyśmy co będziemy robiły na wycieczce, co spakujemy i tym podobne.
~.~

Huhuhuhuhu dodałam wcześniej <3 Rozdział nawet mi się podoba, jest taki ogólny, bo chciałam pogodzić Chloe z Annice. Tak ogólnie to dodałam to też, bo miałam dziś dobry humor ( dlatego, że na wf graliśmy z klasą takiegooo slodziaka <3 ).Dziękuje za te dziesięć komentarzy, które naprawdę mnie bardzo zmotywowały, a w szczególności komentarze BiczPlis, Jelenaa i SwagOnYou, które czytałam z uśmiechem na ustach. Dziękuje, dziękuje, dziękuje *.*
Tagi: #21
30.11.2012 o godz. 20:55
-Słuchasz mnie? – zapytał Justin, tym samym wybudzając mnie z „transu”
Zaśmiałam się delikatnie pod nosem kiedy sama zauważyłam, że właściwie go nie słuchałam, co ostatnio zdarzało mi się coraz częściej. Szatyn spojrzał na mnie, mrużąc oczy, a następnie odwrócił się udając obrażonego. Parsknęłam śmiechem i wstałam z krzesła i podeszłam do niego, po czym ukucnęłam przy nim i posłałam mu szczery uśmiech. Chłopak zacisnął usta w podłużną linie by nie wybuchnąć śmiechem i spojrzał mi w oczy.
-Justin, nie obrażaj się – poprosiłam, a on wzruszył ramionami wciąż wpatrując mi się w oczy. Położyłam ręce na jego kolanie, a on uśmiechnął się głupio. Nachyliłam się nad nim i wyszeptałam mu do ucha –Justinku, ty mój – zagryzłam dolną wargę i przejechałam opuszkami palców po jego nodze. Jus nie wytrzymał długo i po chwili wybuchnął głośnym śmiechem. Złapał mnie w pasie i posadził na jego kolanach. Zaśmiałam się układając głowę na jego ramieniu.
-Wybaczam ci – powiedział, śmiejąc się. Spojrzałam mu w oczy i wyszczerzyłam się, a on korzystając z okazji wpił się w moje usta. Uśmiechnęłam się przez pocałunek obejmując go rękoma wokół szyi, szatyn ułożył swoje ręce na moich biodrach i przysunął mnie do siebie tak mocno, że nasze ciała się stykały.
Justin odsunął głowę od mojej i oparł swoje czoło o moje, spoglądając mi w oczy. Uśmiechnęłam się, układając rękę na jego policzku, chłopak wymruczał coś i wtulił głowę w moje włosy, delikatnie muskając ustami moją szyje.
-Jesteśmy! – do naszych uszu dobiegł donośny głos ojca Justina, a on od razu odsunął głowę od mojej szyi, ja zeskoczyłam z jego kolan. Stanęliśmy przodem do drzwi, w małej odległości od siebie. Po chwili do salonu wszedł tata Jusa, a za nim mama i na końcu Annice. Spojrzała na nas obojętnie, unosząc brwi do góry po czym przeszła przez salon i poszła do swojego pokoju. W tym samym czasie tata Justina spojrzał znacząco na jego matkę i uśmiechnął się głupio.
-Przedstawisz nam koleżankę? – zapytał, posyłając mi przyjazny uśmiech, oraz dając nacisk na ostatnie słowo. Jus spojrzał na mnie wzrokiem „ nie zwracaj uwagi, oni tak zawsze” i objął mnie ramieniem, wypinając z dumą pierś przed siebie.
-To jest Chloe, moja dziewczyna – powiedział, a ja czułam jak zaczynam się rumienić, więc schowałam głowę w ramieniu Justina, nie mogąc przestać się uśmiechać. Justin również parsknął śmiechem i mocniej zacisnął rękę na moim ramieniu. Czułam, że rodzice Jusa się uśmiechają, chociaż nie widziałam ich twarzy.
-Hm, no to życzymy wam powodzenia – zaśmiała się mama Justina i oboje wyszli z salonu, uśmiechając się.
Dopiero wtedy podniosłam wzrok na szatyna, a ten przejechał ręką po moim policzku, również się śmiejąc. Nachylił się nade mną i musnął wargami mój policzek, szepcząc mi do ucha: - słodko wyglądasz, kiedy się rumienisz – spojrzał mi w oczy i chwycił moją rękę, splatając nasze palce razem.
-Chodź na górę – powiedział, a ja skinęłam tylko głową i skierowaliśmy się do pokoju Justina. Brązowooki otworzył przede mną drzwi, a ja weszłam, uśmiechając się od ucha do ucha. – co robimy? – zapytał, siadając na krześle przy biurku. Ja usiadłam na łóżku i wzruszyłam ramionami
-Może gdzieś pójdziemy?
-Jak chcesz, ale ja tam wolałbym sobie tutaj posiedzieć i się z tobą nudzić – zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Po chwili szatyn wstał i podszedł do łóżka rzucając się na nie, a po chwili przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego i ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej. Chłopak bawił się moimi włosami, od czasu do czasu muskając moje czoło
***
Szłam w stronę szkoły powoli, nie śpiesząc się jakoś specjalnie, gdyż do lekcji miałam jeszcze dwadzieścia minut. W uszach miałam słuchawki dzięki czemu droga przebiegała mi tak szybko, że zanim się obejrzałam wchodziłam już na teren szkoły. Gdy miałam już otwierać duże, szklane drzwi poczułam ręce obejmujące mnie w pasie. Moja pierwsza reakcja to strach, ale kiedy chłopak odwrócił mnie w swoją stronę, na mojej twarzy pojawił się duży uśmiech.
-Nie strasz – mruknęłam, a on bez zastanowienia wpił się w moje usta. Następnie otoczył mnie swoim ramieniem i tak weszliśmy do szkoły. Oczywiście nie obyło się bez zazdrosnych spojrzeń, i szeptów, uśmiechnęłam się pod nosem czując jak zaczynam się rumienić. Bycie w centrum uwagi nigdy nie było na liście moich pragnień, przeciwnie, wolałam raczej stać z boku. Natomiast wiedziałam, ze Justin jest w tej szkole jednym z najpopularniejszych i będę musiała przyzwyczaić się do tego wszystkiego. Kiedy przeszliśmy obok jednej z dziewczyn, ona bez żadnej skruchy zaczęła mówić do swojej koleżanki na głos co o nas myśli. Nie było to miłe, dlatego Justin zatrzymał się na chwile i przejechał po niej wzrokiem, z obrzydzeniem.
-Spójrz na siebie, zanim zaczniesz ją oceniać, bo te ciuchy to chyba ze śmieci wygrzebałaś – warknął groźnie, wskazując na jej krótką koszulkę, nie zasłaniającą nawet pępka. Ona spojrzała na niego z oburzeniem, a jej „przyjaciółka” wybuchła głośnym śmiechem przez co i ja się zaśmiałam.
Jus wyminął ją, posyłając ostatnie wrogie spojrzenie i z uśmiechem doprowadził mnie pod szafkę. Wyciągnęłam z niej potrzebne podręczniki, po czym razem z Justinem poszliśmy pod sale w, której miałam mieć lekcje. Usiedliśmy przy niej, a wzrok wszystkich w pobliżu skierował się na nas, szczerze mówiąc poczułam się jakbym się spotykała z kimś niesamowicie sławnym, a nie z normalnym nastolatkiem.
-Co masz teraz? – zapytałam, opierając głowę o rękę, którą szatyn mnie obejmował.
-Chemie – mruknął z niechęcią w głosie. Zaśmiałam się zauważając, że szatyn chyba nie przepada za tym przedmiotem.
-Czemu nie idziesz pod sale? – wypytywałam, wpatrując się w okno naprzeciwko nas.
-Bo wole zostać tutaj z tobą – wymruczał, wtulając głowę w moją szyje, niedługo po tym czułam już delikatne muśnięcia na mojej szyi, poczułam się trochę nieswojo gdy całował mnie tak przy wszystkich. – jeszcze by mi ktoś chciał cię poderwać – wyszeptał z udawanym oburzeniem, prosto do mojego ucha, przez co po moim ciele przeszło przyjemne ciepło i wzdrygnęłam się. Chłopak zauważył to i zaśmiał się pod nosem.
-Mnie? Zabawny jesteś. Prędzej ciebie…
-Masz niską samoocenę – stwierdził, odsuwając głowę od mojej twarzy i spojrzał na mnie całkowicie poważnie, jakby to była jakaś śmiertelna choroba – a tak nie powinno być, bo jesteś najwspanialszą osobą, jaką poznałem – powiedział z uśmiechem, a ja schowałam twarz w dłoniach, czując jak zaczynam się rumienić.
-Awww, dziękuje – zaśmiałam się, mocno się w niego wtulając.
Nagle po szkole rozbrzmiał dźwięk dzwonka, a ja aż podskoczyłam ze strachu. Poczekaliśmy aż do momentu kiedy wszyscy znaleźli się przy swoich klasach i oboje wstaliśmy. Justin musnął mój policzek i pożegnał się, po czym poszedł pod swoją klasę. Weszliśmy do Sali i każdy zajął miejsce, niedługo potem weszła nauczycielka i rozpoczęła się lekcja. Na niczym nie mogłam się skupić gdyż wszystkie moje myśli zajmował Justin. Nawet nie zauważyłam kiedy na kartce mojego zeszytu zaczęły pojawiać się malutkie serduszka. Podniosłam wzrok na klasę i zauważyłam, że kilka osób przypatruje mi się z zazdrością w oczach, a inne po prostu skupiają się na lekcji. Kiedy spojrzałam na swoją ławkę, leżała na niej mała, zwinięta karteczka, rozwinęłam ją rozglądając się dookoła. Po przeczytaniu „wiadomości” po prostu zamarłam, jej treść był następująca:
„I co? Justin cię już przeleciał czy czeka do długiej przerwy? ;)"
Nie mogłam uwierzyć, że ktoś mógł mi podrzucić tak wredną karteczkę, chcąc oczernić Justina. Wpatrywałam się w karteczkę z lekko rozwartymi ustami, i oczami otwartymi do granic możliwość. Nie wiem ile czasu musiało minąć, zanim oprzytomniałam. Wtedy rozejrzałam się dookoła, chcąc znaleźć podejrzanego, ale wszyscy zapisywali polecenia nauczyciela.
Po dłuższym czasie, kiedy już wszystko zaczęło do mnie docierać poczułam jak moje policzki robią się czerwone ze złość. Rozumiem, że ktoś mógł być zazdrosny, ale czemu do cholery chcę sprawić by związek mój i Justina się rozpadł?! To po prostu podłe ze strony tego anonima. Poza tym osoba, która miała odwagę to napisać, powinna też mieć odwagę się podpisać.
Resztę lekcji byłam tak zdenerwowana, że nawet nie zdołałam zapisać tematu lekcji, ani choćby jednej notatki.
Kiedy zadzwonił dzwonek, zerwałam się z krzesła i spakowałam się po czym wyszłam nie zważając na to, że nauczycielka tłumaczyła dalej temat. Od razu skierowałam się w stronę szafek, zaciskając w dłoni tę kartkę. Włożyłam do niej niepotrzebne podręczniki i zamknęłam ją z powrotem. Nagle poczułam ręce obejmujące mnie od tyłu, wiedziałam, że to Justin, ale nawet to nie pocieszało mnie w tej chwili. Odwróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam się smutno, nie chcąc pokazywać jak bardzo jestem zła. Zapewne od razu zacząłby wypytywać o wszystko, a tego nie chciałam.
-Stało się coś? –zapytał, przyglądając mi się dziwnie.
-Nie, po prostu zdenerwowałam się – odpowiedziałam, starając się by moje słowa zabrzmiały przyjaźnie.
-Czym? – dopytywał się, a ja w tym samym momencie przypomniałam sobie, że w dłoni wciąż trzymam tą kartkę.
Nie chciałam pokazywać jej szatynowi z wielu powodów, a jednym z nich był, że bałam się nawet myśleć, że kiedykolwiek mogłabym TO zrobić z Justinem lub kimkolwiek innym. Pewnie to dziwne jak na dziewczynę w moim wieku, ale tak właśnie było. Bałam się tego, najzwyczajniej w świecie się bałam. Strach przeszywał moje ciało na samą myśl o rozmowie na takie tematy z Justinem. Mimo, że był moim chłopakiem, ale nie czułabym się swojo rozmawiając z nim o tym. A teraz ktoś wyskoczył mi z taką karteczką zupełnie niespodziewanie, a kiedy Justin by ją otworzył zapewne rozpoczął by ten temat, którego usilnie chciałam uniknąć.
-Nieważne, to sprawy prywatne – powiedziałam, ale już po chwili tego pożałowałam, bo on spojrzał na mnie z głupim uśmiechem. Przewróciłam oczami, a on chciał złapać mnie za ręce. Natychmiast odsunęłam się, a za sobą poczułam jedynie szafkę. Justin przez chwile milczał po czym spojrzał na moją rękę, a następnie na mnie.
-Co trzymasz w ręce? – zapytał, wskazując na moją dłoń. Nie odezwałam się. Zbyt bardzo się bałam. Justin zbliżył się do mnie i delikatnie wyciągnął mi w ręki karteczkę. Rozwinął ją i zaczął czytać, a ja w tym momencie chciałam po prostu zapaść się pod ziemie.
-To tym się zdenerwowałaś? – zapytał, unosząc wzrok znad kartki. Skinęłam głową, a on zaśmiał się w ten słodki sposób i mocno mnie do siebie przytulił. Odetchnęłam z ulgą. Na szczęście nie było tak źle jak myślałam, zrozumiałam też , że chyba zbyt bardzo panikowałam, bo w końcu nic strasznego się nie wydarzyło
-To zwykli zazdrośnicy. Przecież wiesz, że niczego od ciebie nie oczekuje, chcę po prostu być z tobą – wyszeptał mi do ucha, tuląc mnie do siebie. Pokiwałam głową i mocno się w niego wtuliłam. Po dłuższej chwili odsunęliśmy się od siebie, a on przejechał opuszkami palców po moim policzku, uśmiechając się.
-Chcesz dowiedzieć się kto to napisać czy wolisz to zostawić?
-Zostawić – odparłam stanowczo.
Justin skinął głową i zaśmiał się lekko, po czym złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Oboje zabraliśmy podręczniki i skierowaliśmy się w stronę naszych klas, tym razem lekcje mieliśmy obok siebie, więc Justin nie miał daleko. Całą przerwę przegadaliśmy, co znacznie poprawiło mój humor.
~.~

Nie mogę uwierzyć, że to już 20 rozdział *.* Naprawdę, to mój dopiero drugi blog, który dotrwał do tego rozdziału, ponieważ zazwyczaj traciłam wenę po 5 rozdziale.
Chciałam jeszcze wszystkim Wam podziękować, że to czytacie, nigdy nawet nie marzyłam, ze będę miała 46 obserwatorów. Wątpię, że każdy z tych 46 osób to czyta, ale fajnie, że chociaż te dziesięć osób lub więcej.
Jak widzicie zostali parą wcześniej niż planowałam, ale to dlatego, że nie miałam już dalszych pomysłów, a teraz mam zupełnie nowe i na pewno napisze to opowiadanie do końca.
Jeszcze raz Wam wszystkim dziękuje i proszę byście skomentowali po przeczytaniu, wasze opinie są dla mnie ważne i zawsze kiedy przeczytam czyjś komentarz ( ale nie mam na myśli "super, czekam na nn" ) to od razu nabieram chęci do pisania rozdziału.
Co do rozdziału to jest taki durny, ale starałam się najbardziej jak mogłam, pozdrawiam i do następnego <3
Tagi: #20
26.11.2012 o godz. 11:02
Siedziałam na parapecie, wpatrując się w okno i w myślach wciąż odtwarzając to co stało się godzinę temu. Właściwie to co mogło się stać gdybym się wtedy nie odsunęła, co prawda teraz trochę żałuje, ale to mogłoby zniszczyć naszą przyjaźń.
-I will catch you if you fall - zanuciłam tekst piosenki Justina, od godziny cały czas myślę o tej piosence, to słodkie, że Jus napisał ją dla mnie. Poza tym jej tekst jej taki śliczny, że nie mogę sobie wyrzucić go z głowy. Kolejny dzień spędzony z Justinem mogłam zaliczyć do udanych, bolało mnie jednak, że czym bliżej go poznaje tym bardziej chciałabym być dla niego kimś więcej niż zwykłą przyjaciółką.
Wstałam z parapetu i położyłam się do łóżka, nagle przypomniało mi się, że James wychodzi jutro ze szpitala, nie miałam ochoty się z nim widywać, a niestety byłam zmuszona chodzić z nim do jednej szkoły. Było mi szkoda Jamesa, bo zostawiłam go właściwie dla Justina.
***
Razem z Justinem siedzieliśmy na stołówce z słuchawkami w uszach, on z jedną, a ja z drugą. Oprócz nas przy stoliku siedział jeszcze Christian oraz jakaś dziewczyna zapatrzona w Jusa. Oczywiście on nie zwracał na nią zbytnio uwagi, za to Christian był jej „urodą” wręcz oszołomiony. Co chwile próbował zagadać, rzucaj jakieś wszystkim dobrze znane dowcipy, jednak dziewczyna o imieniu Alice, właściwie widziała tylko Justina. Za to on z zamkniętymi oczami wsłuchiwał się w muzykę i nucił tekst piosenki. Ja rozglądałam się po dużej Sali w poszukiwaniu Annice, która na kilka sekund zniknęła mi z oczu. Dziś znowu siedziała sama, dłubiąc jedynie widelcem w sałatce. Było mi jej szkoda, ale nie miałam odwagi do niej podejść. Na dodatek dziś do szkoły wrócił James i już przed pierwszą lekcją miałam z nim, lekko mówiąc „niemiłą rozmowę”.
-Co się tak rozglądasz? – zapytał Jus, wykładając słuchawkę z ucha. Podążając w jego ślady, uśmiechnęłam się do siebie i spojrzałam na jego roześmianą twarz.
-A nie wiem, tak jakoś – zaśmiałam się .
W tym samym momencie spojrzałam na dziewczynę siedzącą przed nami, która mało co nie wchodziła na stół chcąc być jeszcze bliżej Justina. Mało brakowało, a wybuchłabym śmiechem jednak nie chciałam być nie miła.
-Wiesz może, co się dzieje z Annice? –zapytałam, a Jus przewrócił oczami dając mi do zrozumienia, że nie ma ochoty na rozmowę o jej osobie. Było to wręcz wredne, gdyż będąc jej bratem powinien choć trochę się tym przejąć
-Przecież nic jej nie jest! – uniósł się, a ja spojrzałam na niego zdezorientowana. Kątem oka widziałam ten perfidny uśmiech Alice, kiedy Justin na mnie krzyknął.
-Wiesz co? Mógłbyś choć trochę pomyśleć o innych, a nie tylko o sobie – warknęłam i odsunęłam się od stołu, rzucając w niego słuchawką od mp4. Odeszłam nawet nie patrząc w jego stronę i skierowałam się w stronę stolika Ann. Przyznam, że trochę się stresowałam, ale nie mogłam tego zostawić jak Justin. Zajęłam miejsce naprzeciwko niej, ale ona nie uniosła nawet wzroku znad sałatki. Mijały minuty, a my siedziałyśmy w niezręcznej ciszy. Próbowałam zebrać słowa w całość, ale nie wiedziałam nawet jak zacząć.
-Annice, proszę porozmawiaj ze mną – wyszeptałam, patrząc w jej stronę. Dziewczyna jedynie prychnęła, a ja w tym momencie straciłam nadzieje, że będzie chciała ze mną rozmawiać. Już miałam wstać, kiedy ona uniosła wzrok i spojrzała na mnie. W jej oczach dostrzegłam złość, ale jednocześnie cierpienie.
-Nie mamy o czym – warknęła, swoim zachrypniętym, dziewczęcym głosem.
-Mamy! Za co jesteś na mnie zła? – zapytałam o wiele pewniej siebie. Po tylu dniach ciszy z jej strony, cieszyło mnie nawet, że powiedziała do mnie coś zupełnie niechętnie. Spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił: „A jak myślisz?” natomiast ja nie miałam pojęcia o co się złości. Wydawało mi się, że przez ostatnie dni nie zrobiła zupełnie niczego co mogło by ją choćby urazić.
-Domyśl się – warknęła, znowu wbijając wzrok w sałatkę. Zaczęła w niej dłubać mimo, że nawet jej nie tknęła. Byłam zła na siebie, gdyż nie przychodziło mi na myśl nic złego, ale jeśli ona miała coś na myśli to znaczy, że miało to miejsce. Rozejrzałam się nerwowo po stołówce, a mój wzrok zatrzymał się na Justinie, który rozmawiał z Alice.
-Powiedz mi! Ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi! – krzyknęłam, a ona wzruszyła ramionami. Po chwili odwróciła się w stronę Justina, chwile na niego popatrzyła po czym spojrzała ponownie na mnie unosząc brwi do góry. Wtedy zrozumiałam, że powodem jej złości jest Justin.
-Chodzi o Justina, prawda? – zapytałam niepewnie, a ona uśmiechnęła się kpiąco. Jej głowa uniosła się do góry tak lekko, że ledwo zauważalnie. Dla mnie było to jednak potwierdzenie. Poczułam jak robi mi się bardzo gorąco, zupełnie bez powodu. –Ale co on…?
-Olałaś mnie, dla niego – kiwnęła głową do tyłu z obrzydzeniem. Wtedy zrozumiałam już wszystko, Justin znał powód dla, którego się na mnie obraziła, ale nie chcąc stracić naszej przyjaźni nic mi o tym nie powiedział. Dlatego był taki obojętny, i również dlatego nie chciał o niej rozmawiać.
-Przecież ja cię nie olałam – wyszeptałam niemalże niesłyszalnie. Dziewczyna siedziała jednak przede mną i dokładnie słyszała o czym mówiłam.
-Olałaś, odkąd zaczęłaś się z nim spotykać, zapomniałaś o mnie – powiedziała o wiele głośniej i pewniej.
-Przecież to ty odeszłaś do tego swojego kelnera – odpowiedziałam, a ona parsknęła ironicznym śmiechem, który swoją drogą bardzo mnie denerwował. Wstała z krzesła i odsunęła sałatkę na bok, założyła torbę na ramie po czym spojrzała na mnie z góry.
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać – warknęła i wyszła ze stołówki. Wypuściłam powietrze z ust i spojrzałam na Justina, który uśmiechnął się do mnie głupio, z ruchów jego ust wyczytałam „A nie mówiłem?”. Przewróciłam oczami i również wstałam od stołu po czym wyszłam ze stołówki nawet nie spoglądając w jego stronę. Zadzwonił dzwonek na lekcje, więc niechętnie skierowałam się w stronę Sali.
***
Przez trzy kolejne przerwy unikałam Justina jak tylko mogłam, próbowałam również porozmawiać z Annice, ale ona nie miała ochoty na rozmowę ze mną. Justin po dłuższym czasie odpuścił sobie i obrażony na cały świat usiadł pod klasą z rękoma założonymi na piersi. To wyglądało zabawnie, ale nie zamierzałam wybaczyć mu, że nic mi nie powiedział. Było to podłe z jego strony.
Stałam właśnie przy szafce obserwując Annice stojącą kilka szafek dalej, kiedy zadzwonił dzwonek na lekcja. Poczekałam aż ona wyciągnie wszystko z szafki, łudząc się choćby na jedno spojrzenie z jej strony. Ona jednak olała mnie i skierowała się do Sali. Zdenerwowana jak jeszcze nigdy, również otworzyłam szafkę i wyciągnęłam z niej potrzebne podręczniki. Mając już wszystko co było mi potrzebne, trzasnęłam drzwiczkami i ruszyłam do Sali, która znajdowała się na górnym piętrze. Nagle poczułam czyjąś rękę, na moich biodrach i zostałam gwałtownie odwrócona w przeciwną stronę. Pierwsze o czym pomyślałam, że to James chcę się odegrać, ale kiedy ujrzałam twarz chłopaka stojącego przede mną, zamarłam. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, szatyn delikatnie przycisnął mnie do ściany. Przez chwile nic nie mówił, spuścił wzrok na swoje buty, a po chwili splótł nasze palce i spojrzał mi w oczy.
-Ja naprawdę nie chcę się z tobą kłócić, zależy mi na tobie, bardzo zależy. Chyba czas bym wyznał ci w końcu prawdę. Przez ostatnie miesiące stałaś się dla mnie niesamowicie bliska, polubiłem cię. Pod wpływem twojego zachowania, zacząłem się zmieniać. Inne dziewczyny przestały się dla mnie liczyć, byłaś tylko ty – mówił powoli, nie odrywając wzroku od moich oczu jakby właśnie w nich chciał odnaleźć prawdę.
Nastała cisza, którą po chwili przerwał – Nawet nie wiem kiedy zacząłem postrzegać cię jako kogoś więcej. Czułem, że mogę wyjawić ci wszystko, byłaś i jesteś zupełnie inna od pozostałych dziewczyn. Ty jesteś prawdziwa. Zanim cię poznałem, tak naprawdę nie wiedziałem czego chcę. Liczyła się dobra zabawa. A teraz? Zupełnie się zmieniło, liczysz się ty. Kurde, no… - przerwał śmiejąc się pod nosem, a w jego oczach pojawiły się łzy.
-Nie wiem jak to powiedzieć… jesteś dla mnie cholernie ważna. Jak jeszcze nikt. Może to za szybko, ale ja czuje, że się w tobie zakochałem. Tak, zakochałem się. Jeszcze rok temu nie znałem nawet tego pojęcia, myślałem, że będę zmieniał dziewczyny jak rękawiczki. A jednak nie… Bóg zesłał mi ciebie i jestem mu za to wdzięczny. To ty pokazałaś mi, że dobra zabawa nie jest najważniejsza. Teraz już wiem, że to czego potrzebowałem wtedy była miłość. Kocham cię i nieważne jak to się dalej potoczy. Chciałem tylko to powiedzieć i dzisiaj zebrałem się na odwagę. – dokończył, a ja poczułam napływające łzy do moich oczu. Zrobiło mi się gorąco, a w brzuchu czułam mrowienie. Patrzyłam w jego oczy przepełnione nadzieją i wiedziałam, że jest szczery. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Miałam wrażenie jakby żadne z nas nie mrugało, jakbyśmy nie oddychali. To była naprawdę magiczna chwila. Dla nas obu. Niewiele myśląc wspięłam się na palcach i przysunęłam się do niego. Chłopak widząc do czego zmierzam uniósł nasze splecione ręce w górę i delikatnie musnął moje usta.
Odwzajemniłam to, a po chwili nasze usta złączyły się w pocałunku. Delikatnym pocałunku, wyrażającym nasze uczucia. Oddałam się mu całkowicie. Nasze ciała stykały się, pasowały do siebie idealnie, dwie pragnące siebie połówki złączone w całość. Dla innych pocałunek ten mógłby wydawać się zwykłym, jednak my… oboje mogliśmy wyrazić w nim wszystkie uczucia, które tkwiły w nas przez ten czas, nie mogąc się wydostać. Czułam jak motylki w moim brzuchu wariowały.
Odsunęliśmy się od siebie, dopiero kiedy zabrakło nam powietrza. Nasze ciała wciąż się stykały, a na swoich ustach czułam jego oddech. Do mnie jednak wciąż nie docierało, że stało się właśnie coś czego tak bardzo chciałam. Na moich ustach pojawił się uśmiech, patrzyliśmy się sobie w oczy. Widziałam iskierki szczęścia w jego oczach, zapewne ze mną nie było inaczej, gdyż miałam ochotę skakać ze szczęścia. Nawet nie zorientowałam się kiedy mój wzrok skupił się na jego delikatnie rozchylonych ustach. Justin widząc to bez zastanowienia zbliżył się do mnie i pocałował, tym razem z taką dzikością, jakby nie wiedział mnie przez sto lat. Zaśmiałam się, a on objął mnie mocno w pasie unosząc do góry bym była na jego wysokości.
~.~

Zepsułam ten rozdział, tak wiem! Kurde... jestem zła na siebie, bo to zupełnie inaczej miało wyglądać. Napisałam to dopiero dzisiaj, ponieważ wcześniej nie miałam czasu ani weny. Ogólnie przez cały czas nie miałam nawet kiedy wejść na kompa. Poza tym czuje, że już nikt tego nie czyta, tylko ta mała grupka osób, które to komentują. Proszę was no! Przez te kilka sekund nic wam się nie stanie, a daje to wielką motywacje, której ostatnio mi brakuje. Bardzo was proszę, skomentujcie jeśli przeczytaliście, chce wiedzieć czy ktoś to czyta i czy to ma jeszcze sens. Jak na razie to wszystko... przepraszam za wszystkie błędy, ale jak mówiłam napisałam to dopiero dzisiaj i nie miałam nawet czasu sprawdzić. Jeśli macie jakieś pomysły to piszcie na PW
Kolejny rozdział postaram się dodać szybciej, ale nic nie obiecuje, bo ostatnio mam sporo na głowie.
Tagi: #19
18.11.2012 o godz. 21:46
Gdy wyszliśmy z kolejki cała się trzęsłam, a na mojej skórze była łatwo dostrzegalna "gęsia skórka". Spojrzałam na Justina, który śmiał się ze mnie, a raczej z mojej miny, która musiała wyglądać naprawdę bardzo głupio. Wytknęłam mu język i obejmując się ramionami skierowałam się w stronę ławki by się otrząsnąć. Gdy usiadłam, w momencie znalazł się przy mnie Justin i chichocząc pod nosem, usiadł obok mnie.
-Nie przesadzaj, nie było tak źle. W końcu... żyjesz - powiedział, śmiejąc się.
Spojrzałam na niego jak na totalnego idiotę i uderzyłam się w czoło, na moje usta mimowolnie wkradł się lekki uśmiech. Nie ma to jak pocieszające słowa Justina "W końcu... żyjesz". Jeszcze jakiś czas siedzieliśmy na tej ławce rozmawiając o tej diabelskiej maszynie i postanowiliśmy kontynuować zabawę.
-Może chodźmy do nawiedzonego domu? - zaproponowałam, wskazując palcem na duży, wręcz ogromny dom, nazwany nawiedzonym domem, by straszyć dzieci. Ja zawsze lubiłam takie domy i lubiłam się w nich bać, gdyż i tak wiedziałam, że nic mu się nie stanie
-Jasne, to chodź - powiedział i oboje wstaliśmy.
Skierowaliśmy się w stronę tego całego nawiedzonego domu, akurat teraz trwała wycieczka po tym domu, więc musieliśmy poczekać na swoją kolej. Mimo, ze ten "dom" był wielki, dało się słyszeć krzyki przerażenia. Gdy dużym ciemnym tunelem wyjechał wagonik z przestraszonymi do granic możliwości ludźmi, my mogliśmy w siadać. Usiedliśmy na samym początku i musieliśmy czekać na następne osoby, które były chętne. Na samym końcu usiadł jakiś mężczyzna ze swoim dzieckiem, a oprócz niego byliśmy tylko my. Musieliśmy być zapięci pasami i wtedy mogliśmy ruszyć. Gdy wpłynęliśmy do tunelu, drogę oświetlały nam jedynie zielone lampki, które przypominały wodorosty, a ściany wyglądały jak jaskinia. Woda wyglądała jakby była całkowicie brudna, spojrzałam na Justina przestraszona i w tym momencie usłyszeliśmy głośny krzyk i kolejka się zatrzymała. Z głośnika usłyszeliśmy czyjś głos: "Kolejka została tymczasowo zatrzymana z powodu licznych problemów, proszę czekać i dziękujemy za cierpliwość" i nagle wszystkie światła zostały zgaszone, została jedynie jedna paląca się na końcu tego tunelu, jednak jedynie lekko mrugała. Złapałam Justina za rękę i zaczęłam panikować, próbowałam się odpiąć, ale nie dało się.
-Przestań, oni chcą nas tylko przestraszyć - mruknął Justin ze znudzeniem, a w tym samym momencie kolejka zaczęła się trząść. Z góry zaczęła zbliżać się w naszą stronę jakieś mała postać. Zatrzymała się przy nas, a ja zaczęłam krzyczeć, dziewczynka za mną również.
-To już wasz koniec, zostajecie tutaj... Na zawsze - mówiła takim okropnym, strasznym głosem. Tego akurat się nie przestraszyłam gdyż było widać, że to tylko zwykła lalka. Gdy kolejka ruszyła po tunelu rozległa się muzyka z najgorszych horrorów, zauważyłam, że w wodzie coś jakby pływa. Gdy dojechaliśmy do zakrętu, była tam normalna podłoga tylko, że w kamieniach, a na niej ruszające się lalki. Całe obdarte, bez oczu czy rąk, śpiewały i jakby tańczyły. Przy nich w rogu, paliło się czerwone światło. Nie zdążyła przyjrzeć się wszystkiemu gdyż ruszyliśmy dalej.
I tak kolejka dojechała do drzwi, wszyscy odpięli pasy i wyszli, otworzyliśmy drzwi z nadzieją, że to już koniec. A jednak nie, byliśmy teraz w ogromnym domu, całym ciemnym, była zapalona jedynie jedna lampka na tak ogromny dom. Podeszła do nas jakaś pani, jej ciuchy były obdarte, oczy jakby czerwone, a ciało całe brudne i we krwi.
-Nazywam się Grece i będę was oprowadzać, po mym domu. - powiedziała, uśmiechając się do nas. Była młoda, może ze dwadzieścia lat, na pewno nie więcej.
Ruszyliśmy za nią, szła jak robot co było przerażające. Doprowadziła nas do jakiś drzwi, otworzyła je i zaprosiła nas do środka.
***
Całe to oprowadzanie trwało gdzieś z pół godziny, jeszcze kilka razy była przestraszona, zauważyłam, ze Justin chyba też. Gdy wyszliśmy, uderzyło we mnie mocne światło i ciepłe powietrze. No tak, w tym domu i tunelu było ciemno i zimno.
-Było nawet fajnie - stwierdziłam, a Justin mi przytaknął.
Do godziny dwudziestej bawiliśmy się jak dzieci, wchodząc na każdą maszynę lub atrakcje. Justin kupił mi zabawkową małpkę, którą można było zawiesić sobie na szyje. Była słodka i nazwałam ją John. Kiedy wyszliśmy, Justin przypomniał mi, że na tym nie koniec i gdy weszliśmy do samochodu poprosił bym zawiązała sobie chustę wokół oczu.
-A jeśli będziesz chciał mnie porwać i zgwałcić? - zapytałam, z kiedy już obwinęłam nią oczy.
-To naprawdę kusząca propozycja, ale dziś z niej nie skorzystam - zaśmiał się, a ja zaraz po nim. Przez całą drogę dopytywałam się o tą niespodziankę, jednak za każdym razem słyszałam tą samą odpowiedź: "Nic nie powiem, dowiesz się na miejscu", z czasem zaczęło mnie to irytować, więc postanowiłam już o nic nie pytać. Nie jechaliśmy długo i po krótkim czasie poczułam, że wjeżdżamy w jakieś ciemne miejsce. Przestraszyłam się i zaczęłam nerwowo bawić się paznokciami. Nie musiałam długo czekać, aż samochód zatrzymał się i Justin zgasił silnik. Poczułam jak szatyn odwiązuje mi tą chustę z oczu, zauważyłam, że jesteśmy na parkingu przed lasem. Na niebie nie było już tak jasno, wręcz zaczynało się ściemniać
-Po co tu przyjechaliśmy? - zapytałam, patrząc na niego głupio. Chłopak uśmiechnął się lekko i skinął głową w stronę lasu, nie podobał mi się pomysł zwiedzania lasu gdyż było w nim już ciemno i strasznie. Z drugiej strony wiedziałam, że z nim nic mi nie grozi.
-Chcę ci coś pokazać, nie masz się czego bać - powiedział i wysiadł z samochodu. Przewróciłam oczami i wyszłam za nim, lekko poddenerwowana. Chłopak posłał mi spokojne spojrzenie i ruszyliśmy w stronę lasu, zapewne nikogo już tam nie było. Gdy tylko weszliśmy zorientowałam się, że znam skądś ten las, zapytałam o niego Justina, a on jedynie potwierdził, że kiedyś już w nim byliśmy. Automatycznie przypomniała mi się ta łąka na, której byliśmy niedługo po tym jak się poznaliśmy. Wystraszyłam się, że powtórzy się to i Justinowi znowu odbije.
Spuściłam wzrok w dół i tak szłam przez całą drogę, aż do momentu kiedy Justin się zatrzymał. Nie miałam już wątpliwości co do miejsca w którym się znajdowaliśmy. Bieber zauważył, że moja mina nie wróży niczego dobrego, wiec zbliżył się do mnie i ułożył swoją rękę na moim policzku
-Przyszliśmy tutaj, bo chciałbym to naprawić - wyszeptał, a ja spojrzałam mu w oczy. Mówiąc 'to' zapewne miał na myśli właśnie to co zdarzyło się na wagarach. Uśmiechnęłam się na myśl, że może w końcu wytłumaczy mi to. Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i ruszyliśmy w stronę tego miejsca. Już z daleka zauważyłam jakieś świecące lampeczki, których było naprawdę bardzo dużo i były po przywieszane do drzew. Na środku leżał kocyk, a na nim mały drewniany koszyk. Było również jeziorko, które już za pierwszym razem tak mnie zachwyciło. I była malutka góra na, której zapewne dzieci zjeżdżają podczas ferii zimowych, jednak jej nie zauważyłam wcześniej.
Skierowaliśmy się w stronę ułożonego kocyka, a następnie usiedliśmy na nim. Na kocyku leżała również gitara, zdziwiłam się gdyż nie wiedziałam, że on gra. Przez dłuższy czas żadne z nas się nie odzywało, ja rozglądałam się dookoła, a Jus o czymś myślał.
-Wiesz, przywiozłem cię tutaj, bo chciałem ci podziękować.- wyszeptał
-Ale za co? - zapytałam spoglądając na jego twarz, która przybrała smutny wyraz twarzy.
-Sam nie wiem, za wszystko. - powiedział, uśmiechając się lekko - nie jesteś taka jak te dziewczyny, że chcesz być przy mnie, bo jestem lubiany w szkole. Lubisz mnie jako takiego normalnego chłopaka, a nie gwiazdkę szkoły - mówił
I znowu między nami nastała cisza, nie była ona niezręczna, wręcz przeciwnie... ja mogłam w spokoju przemyśleć jego słowa, a on najwyraźniej zastanawiał się co ma mi jeszcze do powiedzenia. Dzięki temu zrozumiałam, że ja i Justin ostatnio przybliżyliśmy się do siebie, w sumie w ciągu jakiś 2 dni stał się mi najbliższą osobą.
-Prawdę mówiąc kiedy cię pierwszy raz zobaczyłem myślałem, że będziesz taką kolejną pustą laską, którą przelecę w ciągu tygodnia - na jego słowa po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz, mimo to dobrze wiedziałam, że on taki był zanim się poznaliśmy. -Ale tak się nie stało... zmieniłaś mnie w zaskakująco szybkim tempie, nie jestem już tą samą osobą, którą byłem wcześniej, nie wykorzystuje już dziewczyn by sobie sprawić przyjemność - kontynuował, a na moich ustach pojawił się uśmiech. Wiadomość, że pomogłam mu stać się lepszym bardzo mnie uszczęśliwiła.
Chłopak przestał mówić i spojrzał na mnie chcąc upewnić się, że go słucham, a jednocześnie chciał bym teraz ja powiedziała coś od siebie, ale ja nie wiedziałam co powiedzieć. Trwaliśmy więc tak w ciszy jeszcze przez chwile, aż on się odezwał
-Z tobą dogaduje się jak z nikim innym mimo, że mamy zupełnie dwa różne charaktery. - wyszeptał i spojrzał ponownie spojrzał na gitarę, tym razem lekko się uśmiechnął. Ta chwila była dla mnie taka magiczna, czułam jakbym właśnie występowała w jakiś filmie romantycznym, to było jak z bajki.
-Justin, ja od tych kilku dni w ciągu, których tak zbliżyliśmy się do siebie czuje jakbym znała cię od zawsze. To głupie, ale traktuje cię jak najlepszego przyjaciela - w końcu odważyłam się coś powiedzieć i zauważyłam w oczach Justina iskierki szczęścia

Oczami Justina
Spojrzałem w jej oczy, wciąż się uśmiechając. Gdyby tylko wiedziała ile przyjemności sprawiały mi jej nawet najprostsze słowa, mimo to, że chciałem być dla niej kimś więcej niż "najlepszym przyjacielem" to wiedziałem, że nie stanie się to od razu.
-Napisałem dla ciebie piosenkę... pisałem ją prosto z serca, co prawda nie jest ona do końca zgodna z prawdą - powiedziałem biorąc w rękę gitarę. Trochę skłamałem z tym, że nie jest ona zgodna z prawdą, ale nie chciałem by ona dziś dowiedziała się o tym co do niej czuje. Chloe była chyba bardzo zdziwiona i o to mi właśnie chodziło. Wziąłem głęboki wdech i siadając na przeciwko niej, spojrzałem jej w oczy i zacząłem śpiewać

Well, let me tell you a story
About a girl and a boy
He fell in love with his best friend
When she's around, he feels nothing but joy
But she was already broken, and it made her blind
But she could never believe that love would ever treat her right


Śpiewając to przymknąłem oczy i pozwoliłem ponieść się tej chwili, śpiewałem coraz głośniej i coraz pewniej. Uśmiechnąłem się do siebie czułem, że podoba się jej piosenka,a była ona w pewnym sensie wyznaniem jej miłości.

Did you know that I loved you or were you not aware?
You're the smile on my face
And I ain't going nowhere
I'm here to make you happy, I'm here to see you smile
I've been wanting to tell you this for a long while

What's gonna make you fall in love?
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh, my love
But you can't fly unless you let yourself,
You can't fly unless you let yourself fall

I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall


Otworzyłem oczy i spojrzałem prosto w jej brązowe, lśniące w blasku lampek, tęczówki. W momencie miałem wrażenie jakby w jej oczach były łzy, więc kontynuowałem śpiewanie jeszcze bardziej pewnie.

But if you spread your wings
You can fly away with me
But you can't fly unless you let your...
You can't fly unless you let yourself fall

So fall in love
I know you got your wall wrapped all the way around your heart
Don't have to be scared at all, oh, my love
But you can't fly unless you let yourself,
You can't fly unless you let yourself fall

I will catch you if you fall
I will catch you if you fall
I will catch you if you fall

If you spread your wings
You can fly away with me
But you can't fly unless you let your... let yourself fall


Kiedy skończyłem odłożyłem gitarę na miejsce i spojrzałem na nią, jej twarz rozświetlona przez lampki była jeszcze piękniejsza niż zwykle, chociaż nie wiem czy to możliwe. Czekałem na jej opinie, ale ona nie odzywała się przez chwile i rozmyślała o czymś
-To było piękne - wyszeptała po dłuższym czasie, a na moich ustach pojawił się szeroki i szery uśmiech. - nigdy nie mówiłeś, że masz taki piękny głos! - oburzyła się na żarty, a ja parsknąłem śmiechem
-Jakoś nie było okazji, poza tym nie uważam bym naprawdę miał jakiś ładny głos - stwierdziłem, wzruszając ramionami.
-Ty chyba sobie żartujesz?! Masz lepszy głos od tych wszystkich gwiazdeczek mających mnóstwo fanek! - mówiła, a ja nie mogłem przestać się uśmiechać. To co ona ze mną robiła było niesamowite, jej komplementy były dla mnie o wiele więcej warte niż miliona innych dziewczyn.
-Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś nadarzy się okazja bym mógł dla ciebie zaśpiewać - powiedziałem, a ona tylko się uśmiechnęła - to co, robimy sobie piknik? - zapytałem, zmieniając temat
-Piknik wieczorem kiedy jest już ciemno? - zapytała, śmiejąc się. Ja tylko skinąłem głową z dumą i wyciągnąłem z koszyka jakieś owoce, napoje, żelki i tym podobne.
-Tak, ja postanowiłem być oryginalny i zrobimy sobie pikniko-kolacje - powiedziałem wybuchając śmiechem i ugryzłem kawałek jabłka, a Chloe zaraz po mnie. Wyciągnąłem z koszyka plastikowe kubki i sok, po czym nalałem nam napoju i upiłem łyka. Gdy skończyliśmy jeść wpadłem na pomysł by sturlać się z górki, która znajdowała się niedaleko nas.
-Ty pierwszy - rozkazała Chloe kiedy już szykowaliśmy się do sturlania, posłuchałem jej i sturlałem się jako pierwszy, gdy wstałem kręciło mi się w głowie i próbując pójść potknąłem się o kamień i spadłem z powrotem na ziemie. Oczywiście Chloe wybuchła śmiechem, ale później sama się sturlała. Kiedy przestało nam się kręcić w głowach weszliśmy na górkę jeszcze raz i ponownie się sturlaliśmy. Ponowiliśmy to jeszcze kilka razy, bawiąc się jak małe dzieci.
-Dobra, a teraz ty się sturlasz, a ja od razu po tobie - zaproponowała i tak też zrobiliśmy. Wyszło nam to jednak tak, że gdy byłem już na ziemi ona sturlała się na mnie. Leżała dosłownie na mnie patrząc mi się w oczy. Nie powiem... czułem się dziwnie, ale podobała mi się ta poza. Nawet nie zauważyłem kiedy moja głowa zaczęła zbliżać się w stronę jej, a najlepsze było to, że ona również tego chciała.
~.~

Po prostu nie mogę uwierzyć, że w końcu opublikowałam ten rozdział *.* Co prawda nie jest za ciekawy, ale za to długi. Nie czekałam aż pojawi się tych 16 komentarzy, bo i tak by się nie pojawiły. Pod ostatnim rozdziałem prosiliście by oni w końcu byli razem no, ale cóż... muszę was rozczarować... jeszcze trochę potrwa zanim będą razem. Zrozumcie ja nie chcę, żeby to była taka szyba akcja itp. wole poczekać jeszcze kilka rozdziałów, ale już nie długo. Co do rozdziału... dedykuje go KidrauhlIsMyLife dzięki, której ten rozdział się dzisiaj pojawił. Tak, to dzięki twojemu komentarzowi pojawił się ten rozdział
Trochę się rozpisałam, ale nieważne... Pada u Was śnieg?
Tagi: #18
28.10.2012 o godz. 12:05
Ummm... chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego nie dodałam jeszcze rozdziału, prawda?
Naprawdę zawiodłam się na Was, gdyż mając 41 czytelniczek nie problem chyba napisać 16 komentarzy... no cóż, wy nie napisałyście nawet 10. OK, nieważne ..
Więc jeszcze raz zapytam: Chcecie, żebym zaczęła pisać nowe opowiadanie? Proszę Was napiszcie szczere opinie co do tego, bo chcę naprawdę wiedzieć czy mam to kontynuować czy zacząć od nowa? Jeśli chcecie, żebym zaczęła od nowa to napiszcie. (jeśli boicie się napisać z waszych kont na bloblo.pl to piszcie po postu jako anonimy)
Tagi: #pytanie
27.10.2012 o godz. 19:27
Resztę dnia spędziliśmy w swoim towarzystwie i muszę przyznać, że już dawno się tak dobrze nie bawiłam. Gdy skończyliśmy grę w butelkę, Chris włączył karaoke, wszyscy świetnie się bawili. Tylko Susan siedziała na kanapie i nie chciała śpiewać, miałam wrażenie, że to przeze mnie. Christian wypił za dużo i chodził po domu z puszką piwa śpiewając jakieś głupie piosenki. Gdy dochodziła dwudziesta, stwierdziłam, że muszę już wracać do domu.
-Odprowadzę cię - powiedział Jus, który podobnie do Christiana wypił już sporo. Nie był tak pijany jak Chris, ale jednak. Zgodziłam się i po chwili oboje wychodziliśmy z domu Chrisa. Pożegnałam się z nim, Natem, Paige, Alice i Mikem. Do Susan powiedziałam tylko 'pa' i wyszliśmy.
Gdy tylko znaleźliśmy się po za domem Christiana, uderzyła we mnie fala zimnego powietrza. Justin wsunął ręce do kieszeni, jemu również było zimno. Ale on był w grubej bluzie, a ja w koszulkę i koszuli w kratę.
-Zimno ci? -zapytał spoglądając na mnie, pokręciłam przecząco głową. Zatrzęsłam się z zimna, a on zaśmiał się i zdjął z siebie bluzę. Podał mi ją, a ja uśmiechnęłam się. Wiele razy widziałam w filmach jak chłopak daje dziewczynie bluzę, ale nie sądziłam, że to jest takie miłe.
-Dziękuje, ale nie musisz mi jej dawać. Będzie ci zimno - powiedziałam, trzymając ciepłą bluzę w ręce. Tak bardzo chciałam ją założyć, ale nie chciałam by było zimno Jusowi.
-Nie, mi jest ciepło. Weź ją... - skłamał, dobrze wiedziałam, że jest mu zimno, ale nie chciałam się kłócić, więc założyłam ją. Od razu zrobiło mi się bardzo ciepło i przy okazji mogłam czuć zapach jego perfum. Zaciągnęłam się tym zapachem i uśmiechnęłam. Przysunęłam się do Jusa i musnęłam jego zaczerwieniony z zimna policzek.
-Dziękuje - wyszeptałam, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech. Ruszyliśmy przez ciemną uliczkę, drogę oświetlały nam tylko lampy. Nie przeszkadzało nam to, szliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. W innym przypadku na pewno bym się bała, ale przy nim czułam się tak bezpiecznie jak z nikim. Gdy doszliśmy pod mój dom, odwróciłam się w stronę Jusa. Spojrzałam w jego oczy w, których można było dostrzec iskierki szczęścia.
-Dziękuje za ten dzień, było naprawdę świetnie. O! I za bluzę... - zaśmiałam się i zaczęłam zdejmować bluzę, ale Justin mnie zatrzymał.
-Weź ją sobie. Niech to będzie taki prezent ode mnie - uśmiechnął się, a ja zaraz po nim.
-Zobaczymy się jutro? - zmieniłam temat. Chłopak skinął tylko głową, miałam wrażenie, że o czymś myślał i nie za bardzo wiedział o czym mówię. Jego oczy błyszczały, a między nami zapadła cisza. Po chwili jednak Justin przerwał ją, mówią:
-Jasne, może będziesz mogła wyjść około szesnastej? - zapytał, a ja pokiwałam twierdząco głową - to ja już będę leciał, pa - dodał po czym zbliżył się do mnie i przytulił mnie. Bez zastanowienia objęłam go i uśmiechnęłam się lekko.
-Pa - wyszeptałam kiedy już się od siebie odsunęliśmy. Pomachałam mu na pożegnanie i weszłam do domu. Z salonu słyszałam rozmowę moich rodziców, którzy chyba wciąż mieli taki dobry humor. Zdjęłam z nóg buty i weszłam do salonu, a wzrok rodziców skupił się na mnie
-Gdzie tyle byłaś? - zapytał tata, spoglądając na mamę - martwiliśmy się o ciebie
-Niepotrzebnie, byłam ze znajomymi - powiedziałam, kierując się w stronę kanapy na, której po chwili usiadłam. Tata spoglądał na mnie jak na podejrzaną, a mama chyba przyglądała się mojej bluzie.
-Skąd masz tą bluzę? - zapytała mama. Skinęła głową na bluzę, a ja automatycznie spojrzałam na nią. Na moich ustach pojawił się uśmiech, gdy tylko przypomniałam sobie do kogo ona należała. Wtuliłam się w nią i lekko zaśmiałam.
-Od kolegi - oznajmiłam, a mama spojrzała znacząco na tatę, który spojrzał na mnie z głupim uśmiechem.
-Kolegi? - zapytał, śmiejąc się. Zgromiłam go wzrokiem i śmiejąc się z nich wyszłam z pokoju i poszłam na górę. Wzięłam z pokoju piżamy i skierowałam się z nimi do łazienki. Od razu weszłam pod prysznic, umyłam się i wyszłam. Potem umyłam zęby, przebrałam się w piżamę, związałam włosy w koka i wyszłam. Byłam już zmęczona, więc od razu weszłam do łóżka. Zasnęłam rozmyślając o Justinie i dzisiejszym dniu, który mogłam zaliczyć do udanych.

Następnego dnia
Obudził mnie dźwięk mojego budzika, spojrzałam na niego i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że dziś poniedziałek. Podniosłam się z łóżka i niechętnie ruszyłam do łazienki, biorąc wcześniej ubrania na dziś. Przebrałam się w nie i zrobiłam sobie delikatny makijaż po czym wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół gdzie rodzice szykowali się do pracy, spojrzałam na nich i ruszyłam w stronę kuchni. Na stole leżały naleśniki, więc od razu usiadłam i zaczęłam je jeść. Gdy skoczyłam, rodziców nie było już w domu, wzięłam torbę i wyszłam z domu. Uśmiechnęłam się kiedy zobaczyłam, że przed moim domem stoi samochód Justina. Ruszyłam w stronę samochodu, zauważyłam, że na tylnym siedzeniu nie siedziała Annice. Otworzyłam drzwi i weszłam, posyłając Jusowi przyjazny uśmiech
-Cześć, a czemu nie ma Ann? - zapytałam, zapinając pasy. Justin odpalił silnik samochodu i wzruszył ramionami po czym wyjechał z pod mojego domu.
-Powiedziała, że zawiezie ją ktoś inny - powiedział, skupiając swój wzrok na jezdni. Dobrze wiedziałam kim był ten 'ktoś'. Najwyraźniej coś między nimi zaiskrzyło, muszę się jej o to zapytać. Z rozmyśleń wyrwał mnie Justin puścił, który radio na fulla. Złapałam się za uszy i spojrzałam na niego jak na idiotę. Szatyn zaczął się śmiać, a ja popukałam się w czoło dając mu do zrozumienia, że jest idiotą. Szybko przyciszyłam muzykę, i uśmiechnęłam się do siebie. Po chwili jednak Justin znowu puścił głośno muzykę. I tak zaczęła się nasza kłótnia, ja przyciszałam, a on przygłaszał. Kiedy Justin dojechał pod szkołę, wyszliśmy z samochodu śmiejąc się, a wszyscy spojrzeli na nas. Przeniosłam wzrok na dwie dziewczyny stojące przed nami, które patrzyły na mnie wzrokiem zabójcy. Jedna z nich była to ta sama dziewczyna, z którą Jus poszedł na imprezę. Kiedy obok nich przechodziłyśmy, ona złapała Justina za rękę i przyciągnęła go do siebie. Spojrzałam na nich niepewnie i ruszyłam przed siebie. Zdążyłam usłyszeć jak ta dziewczyna mówi do niego:
-Może zerwiemy się z lekcji?
Odwróciłam się raz i zauważyłam jak Justin patrzy błagalnie w moją stronę, a ona próbuje się do niego dobrać. Parsknęłam śmiechem i ruszyłam dalej tym razem już się nie odwracając. Kiedy tylko weszłam do szkoły, poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie, a następnie przerzuca sobie przez ramię.
-Jak mogłaś mnie tam z nią zostawić? - wybuchłam śmiechem, kiedy zorientowałam się, że to głos Justina. On również zaczął się śmiać, a po chwili dodał - to będzie twoja kara...
Zaczął biegać ze mną po szkole, krzyczałam by mnie puścił, ale on nic sobie z tego nie robił. Podniosłam lekko głowę w górę i śmiejąc się spojrzałam przed siebie, cała szkoła na nas patrzyła. Jedni zazdrosnym wzrokiem, drudzy pukając się w czoło, a jeszcze inni śmiejąc z nas. Zaczęłam walić pięściami w jego plecy
-Justin! Puść mnie do cholery! - krzyczałam, a on przyśpieszył. Zaczął wbiegać ze mną po schodach, a ja zacisnęłam pięści na jego bluzie. Powoli zaczynałam się bać, nagle Justin gwałtownie się zatrzymał.
-Co ty wyprawiasz? - usłyszałam głos dyrektora i od razu Justin zdjął mnie z siebie. Zagryzłam nerwowo dolną wargę i poprawiłam fryzurę gdyż włosy miałam już roztargane. Spojrzałam na dyrektora, którego mina nie wróżyła nic dobrego. -dziewczyno! Jesteś tutaj dopiero drugi miesiąc, a już sprawiasz kłopoty! - oburzył się.
-Przepraszam - wyszeptałam spuszczając głowę w dół.
-To nie jej wina, tylko moja. To miało być zabawne - bronił mnie, próbując się nie śmiać. Spojrzałam na niego i parsknęłam śmiechem. Dyrektor spojrzał na mnie i wyciągnął z kieszeni jakieś kartki po czym zaczął coś na nich pisać
-Nie sądzę by było w tym coś zabawnego - mówił dalej pisząc coś na tych kartkach, najpierw podał ją mi, a następnie Justinowi. Zaczęłam czytać to co było na nich napisane. -po lekcjach zapraszam do sali numer 7 - powiedział po czym odszedł, a my z Jusem spojrzeliśmy na siebie. Po szkole rozległ się dźwięk dzwonka. Justin poszedł w swoją stronę, a ja w swoją.

***
Po zakończeniu wszystkich lekcji, razem z Justinem skierowaliśmy się na sale numer siedem. Mimo, że był już dzwonek na lekcje i byliśmy spóźnieni jakieś dziesięć minut, szliśmy powoli śmiejąc się tak głośno, że słyszeli nas chyba nawet na górnym piętrze. Kiedy weszliśmy do klasy, siedziały tam już dwie dziewczyny i jeden chłopak, oraz dyrektor. Wszyscy spojrzeli w naszą stronę, a my się głupio wyszczerzyliśmy
-Coś was bawi? Jesteście spóźnieni! Siadać! - krzyczał zbulwersowany dyrektor, a my posłusznie ruszyliśmy w stronę ostatniej ławki, chichrając się pod nosem. -Oddzielnie! - dodał gdy już mieliśmy usiąść razem. Westchnęłam pod nosem i usiadłam w ostatniej ławce pod oknem, Justin siedział pod ścianą i dyrektor nie zwracał na nas uwagi, więc po niecałych pięciu minutach po sali latały już nasze liściki. Gdy rozmowa przestała nam się kleić, wyrzuciłam kartkę i wyciągnęłam z kieszeni telefon. Weszłam z internet i zaczęłam przeglądać strony plotkarskie, Twittera, Facebooka i inne tego typu strony. Kiedy spojrzałam w stronę Justina on rozmawiaj już z tymi dwoma dziewczynami siedzącymi przed nim. Ponownie spojrzałam w ekran telefonu i tak już pozostałam aż do dzwonka. Kiedy tylko zadzwonili, od razu zerwałam się z krzesła i podeszłam do Justina, razem wyszliśmy z sali, a następnie ze szkoły. Justinowi zachciało się mnie odprowadzić, więc nie mogłam się nie zgodzić. Przez całą drogę rozmawiałam z Jusem o Annice, która dzisiaj nie zamieniła ze mną ani słowa. Nie licząc krótkiego 'cześć' które mi powiedziała gdy mijaliśmy się na korytarzu. Cały dzień spędziłam z Justinem, a ona sama, nie chciała z nikim rozmawiać.
-Tylko pamiętaj, że przyjadę po ciebie o szesnastej - powiedział kiedy staliśmy już pod moim domem.
-Ok, to pa - wyszeptałam wchodząc do domu, a on puścił mi oczko. Zaśmiałam się i weszłam do domu, zdjęłam z nóg buty i weszłam do salonu, rodziców jeszcze nie było, więc na pewno nie dowiedzieli się o tym, że byłam w kozie. Spojrzałam na zegarek, była już piętnasta, wiec poszłam na górę się szykować. Naszykowałam sobie nowe ubrania i skierowałam się do łazienki gdzie poprawiłam makijaż, rozczesałam włosy i wyszłam. Ubrałam się w naszykowane ciuchy i spojrzałam na zegarek, była 15:30, więc zostało mi jeszcze pół godziny. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i zaczęłam coś na nim stukać, nie wiedziałam dokładnie co robię, ale bardzo mi się nudziło. Gdy w końcu usłyszałam dźwięk dzwonka, od razu podniosłam się z kanapy i pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je, a przede mną stanął Justin, miał na sobie zwykłe, obdarte spodnie, szarą koszulkę i bluzę.
-Cześć - powiedział, szczerząc się.
-Cześć, to gdzie idziemy? -zapytałam, wychodząc z domu. Zamknęłam drzwi na klucz i schowałam go do torebki. Ruszyliśmy przed siebie, a Justin wsunął ręce do kieszeni, mimo tego iż dużymi krokami zbliżała się zima, na dworze było jeszcze ciepło. Miałam tylko nadzieje, by na wieczór nie zrobiło się zimno, bo nie jestem za ciepło ubrana, a nie chcę znowu pożyczać bluzy od Justina.
-To niespodzianka - wyszeptał, a na moich ustach mimowolnie pojawił się szeroki uśmiech. Co prawda nienawidzę niespodzianek, ponieważ nie lubię być długo w niewiedzy i zastanawiać się, ale tym razem tak nie było. Kiedy doszliśmy do samochodu Justina, on otworzył mi drzwi, a po chwili sam wsiadł. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Przez całą drogę Justin stukał nerwowo palcami o kierownice jakby się czymś stresował.
***
Jus zaparkował na jakimś parkingu, a gdy wyszliśmy zauważyłam, że stoimy przed parkiem rozrywki. Uśmiechnęłam się na ten widok, gdyż ostatni raz byłam w takim miejscu, jeszcze jako dziecko.
-Więc to jest ta niespodzianka? - zapytałam, odwracając wzrok na Justina, który uśmiechnął i pokiwał przecząco głową.
-Nie, to tylko jej pierwsza część - powiedział z uśmiechem na twarzy po czym złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wejścia. Kolejka była bardzo długa, więc zanim doszliśmy do kasy musieliśmy stać ponad dziesięć minut w kolejce. Justin wyrwał się do zapłacenia, więc nie sprzeczałam się już z nim i pozwoliłam mu za siebie zapłacić. Gdy tylko weszliśmy do parku rozrywki , Bieber pociągnął mnie w stronę roller coaster. Już na sam widok po moim ciele przeszły ciarki, co prawda nie miałam lęku wysokości, ale bardzo się tego bałam.
-Justin, chodźmy na coś innego. - poprosiłam, a on zaczął mnie namawiać. Po długich namówieniach, niechętnie i trzęsąc się ze strachu zgodziłam się. Ku mojemu zdziwieniu kiedy tylko weszłam do kolejki, strach przeszedł.
~.~

Wow, ten rozdział wyszedł mi jakiś taki długi, co do niego to... nie skomentuje. Trochę się zawiodłam, bo miałam nadzieje, że będzie więcej komentarzy pod szesnastym, a jednak... nie. Nie zmieniam głównej bohaterki, bo większość tego nie chciała. Jeśli będą jakieś błędy to przepraszam, ale nie mam za bardzo czasu by sprawdzać...
A tak w ogóle, słyszeliście już o tym gexwy, który ukradł Jusowi laptopa i kamerę. Co o nim myślicie? Według mnie to idiota, który nie szanuje czyjejś prywatności.
16 komentarzy - 18 rozdział
Tagi: #17
12.10.2012 o godz. 18:02
Rano obudziłam się w zaskakująco dobrym humorze, miałam wrażenie, że ten dzień będzie raczej miły. Przeniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam się po pokoju. Wstałam i zamknęłam okno, które otworzyłam wczoraj w nocy. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej ciuchy na dzisiaj po czym skierowałam się do łazienki. Przemyłam twarz, umyłam zęby i rozpuściłam włosy po czym je rozczesałam. Przebrałam się i nałożyłam delikatny makijaż po czym wyszłam z łazienki i zeszłam na dół. Zrobiłam sobie płatki, które szybko zjadłam, a następnie umyłam po sobie miskę. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Była jedna nieprzeczytana wiadomość od Justina:
"Moglibyśmy spotkać się za godzinę w parku?"
Od razu przypomniał mi się jego wczorajszy sms. Zagryzłam nerwowo wargę i powoli wystukałam na klawiaturze odpowiedź:
"Jasne ;)"
Wysłałam i skierowałam się do salonu, położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Skakałam po programach usiłując znaleźć jakiś ciekawy program jednak na marne. Nagle usłyszałam jak ktoś w chodzi do domu, a następnie czyjeś śmiechy. To byli moi rodzice. Od razu poderwałam się z kanapy i pobiegłam do kuchni. Mama i tata właśnie rozpakowywali zakupy, rozmawiali o czymś i co chwile się śmiali. Kiedy mnie zobaczyli oboje ucichli i posłali mi promienne uśmiechy.
-Co Wam się stało? - zapytałam przymrużając oczy, a oni tylko się zaśmiali. Ich zachowanie coraz bardziej mnie przerażało, jeszcze nigdy nie byli tacy... szczęśliwi?
-Nic, kochanie. To już nie możemy mieć dobrych humorów? - zapytała mama, wyciągając z torebki kolejne produkty i podawała je tacie, który wkładał je do lodówki lub szafki.
-Możecie - wyszeptałam po cichu, po czym odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi. Założyłam na nogi buty i wyszłam z domu, spojrzałam na ekran telefonu, było już kilka minut po 13 dlatego postanowiłam iść szybciej. Do parku dotarłam spóźniona ponad pół godziny, nie było nikogo. Stwierdziłam, że może Justinowi znudziło się czekanie i po prostu sobie poszedł. Już miałam wracać gdy zauważyłam, że na ławce niedaleko mnie ktoś siedzi. Podeszłam bliżej i dopiero wtedy zauważyłam, że to Justin. Uśmiechnęłam się delikatnie i ruszyłam w jego stronę.
-Już myślałem, że nie przyjdziesz - mruknął, po czym wstał, a ręce wsunął do kieszeni. Podeszłam bliżej niego tak, że teraz stałam na przeciwko jego .
-O czym chciałeś porozmawiać? - zapytałam wymijając go i siadając na ławce. Chłopak odwrócił się w moją stronę i usiadł obok mnie. W momencie tak jakby się zestresował, spuścił głowę i zagryzł nerwowo dolną wagę. Między nami zapadła cisza, a on zawzięcie o czymś rozmyślał.
-Ja...ja, po prostu... chciałem porozmawiać... tak ogólnie - wymruczał unosząc głowę do góry i spoglądając na mnie. Czułam, że nie mówi tego szczerze i chciał powiedzieć mi coś ważnego, ale zrezygnował.
-Justin, kłamiesz...naprawdę nie chciałeś mi nic powiedzieć? -zapytałam
-Nie kłamie! Naprawdę! - oburzył się, a ja stwierdziłam, że nie będę się go więcej wypytywać i poczekam aż on sam zdecyduje się mi o tym powiedzieć. Uśmiechnęłam się do niego przyjaźnie i pokiwałam tylko głową
-Rozmawiałaś z Nim? - zapytał, próbując zmienić temat.
Westchnęłam. Dobrze wiedziałam o kim mówi, ale nie chciałam pogrążać się w rozmowie o nim. Justin najwidoczniej sam nie chciał o nim za bardzo rozmawiać
-Z Nim? - zapytałam głupio, jakbym nie wiedziała kogo ma na myśli.
-Z Jamesem - poprawił się.
-Tak, rozmawiałam. Można powiedzieć, że trochę się posprzeczaliśmy - wymruczałam smutno,a na jego ustach pojawił się uśmiech. Od razu spojrzał na mnie, próbując ukryć swój uśmiech. Zrobiło mi się trochę przykro, że jego to cieszy, ale z drugiej strony miał prawo go nie lubić.
-Przykro mi - wyszeptał, ledwo powstrzymując się od śmiechu. Objął mnie ramieniem i odwrócił głowę bym nie wiedziała jego uśmiechu. Ta cała sytuacja i jego udawane przejęcie, bawiło mnie.
-Nie kłam - parsknęłam śmiechem, a on razem ze mną. Spojrzał na mnie wiedząc, że nie musi już udawać i wyszczerzył się. Przewróciłam oczami i zdjęłam jego rękę z mojego ramienia.
-Idziemy gdzieś? No wiesz... żeby poprawić ci humor - wyszczerzył się, pokiwałam twierdząco głową i oboje wstaliśmy. Chłopak wsunął ręce do kieszeni i spojrzał na mnie oblizując wargi. -No to gdzie? - zapytał, kiedy już ruszyliśmy.
-Może zapoznasz mnie ze swoimi znajomymi? - zaproponowałam, uśmiechając się. Tak naprawdę nie miałam jeszcze okazji poznać przyjaciół Justina, oprócz Chrisa ,a z tego co wiem Jus ma sporo przyjaciół.
-Serio chcesz ich poznać? - zapytał z rozbawieniem, a ja skinęłam głową - No dobrze, to zaczekaj zadzwonię po nich - powiedział i odszedł kilka kroków ode mnie i wyciągnął z kieszeni telefon. Po dłuższym czasie postanowiłam usiąść na ławce zamiast stać, gdyż ta jego rozmowa mogła potrwać jeszcze długo. Wyciągnęłam z kieszeni iPhona i spojrzałam na jego wyświetlacz, nie było żadnych wiadomości. Od razu pomyślałam o Annice, chciałam do niej zadzwonić, ale zauważyłam, że Justin właśnie zakończył rozmowę, więc stwierdziłam, że już się nie opłaca. Wstałam z ławki i skierowałam się w jego stronę, chłopak uśmiechnął się do mnie promiennie
-Umówiłem się z nimi w domu Christiana, za godzinę. - powiedział niepewnie, miałam wrażenie jakby się czegoś obawiał. Pokiwałam tylko głową i uśmiechnęłam się. -Co chcesz robić przez ten czas? - zapytał.
-Chodźmy na lody! - zaproponowałam, a on mi tylko przytaknął. Ruszyliśmy w stronę butki z lodami, żadne z nas się nie odzywało. Justin chyba nie był za bardzo szczęśliwy z tego dzisiejszego spotkania z jego znajomymi,ale miałam nadzieje,że przejdzie mu to...

Godzinę później
Razem z Justinem staliśmy już pod drzwiami dużego domu, jak sądzę - Christiana. Jus zapukał do drzwi, a po niedługim czasie otworzył je nam roześmiany Chris. Przywitał się z Justinem, a mnie przytulił. W salonie siedzieli ich przyjaciele, a rodziców prawdopodobnie nie było. Gdy weszliśmy do salonu, oczy piątki nieznanych mi osób skierowały się w naszą stronę. Justin od razu pobiegł przywitać się ze wszystkimi, a ja stałam jak słup i wpatrywałam się w nich.
-To jest Chloe, moja przyjaciółka - powiedział Justin, wskazując na mnie. Poczułam jak zaczynam się czerwienić, zagryzłam nerwowo wargę i spojrzałam na każdego z nich po kolei. Wszyscy wydawali się być raczej przyjemni. Od razu podbiegł do mnie jeden z chłopaków
-Cześć, jestem Nate -przywitał się podając mi rękę, roześmiany blondyn. Był całkiem przystojny. Uśmiechnęłam się do niego i uścisnęłam jego dłoń.
-Chloe - wyszeptałam, a po chwili byli przy mnie już wszyscy oprócz jednej brunetki stojącej w kącie. Przypatrywała mi się niechętnie, ale postanowiłam nie zwracać na nią uwagi. Kiedy już przywitałam się ze wszystkimi, Justin zaproponował żebyśmy obejrzeli jakiś film. Wszyscy usiedliśmy na dużej kanapie przed telewizorem, a Christian zaczął szukać jakiegoś fajnego horroru. Ja usiadłam pomiędzy Justinem, a Nate'm. Christian puścił film pt. "Naznaczony" i pobiegł do kuchni, a po chwili wrócił z torbą pełną piw i ułożył je na stole przed nami. Wszyscy oprócz mnie sięgnęli po piwa, poczułam się niezręcznie, ale nie miałam zamiaru dotykać tego paskudztwa.
-Nie pijesz? - zapytała Paige (jedna z dziewczyn) otwierając swoje piwo, a po chwili upijając łyka. Wszyscy spojrzeli na mnie, a Christian wziął drugie piwo ze stołu i podstawił mi je pod nos.
-Nie - wymruczałam cicho, a po chwili wszyscy zaczęli mnie namawiać bym wypiła chociaż jedno. Ja jednak wciąż powtarzałam, że nie pije i pić nie będę.
-Chloe boi się wypić piwo? Przestań, nie jesteś już dzieckiem! - zakpiła ta sama dziewczyna, która jakiś czas temu przypatrywała mi się tak niechętnie. Zacisnęłam pięści i spojrzałam prosząco w stronę Justina, który już właściwie kończył swoje piwo. On wzruszył tylko ramionami i spojrzał się w stronę telewizora, film powoli się zaczynał. Po dłuższym czasie, nie chcąc być gorsza sięgnęłam po piwo i otworzyłam je niechętnie. Susan i reszta przypatrywali mi się z uśmiechami, czekając jak się napije
-Nie boje się - syknęłam i upiłam łyka. Od razu wszyscy spojrzeli się w stronę ekranu, a ja skrzywiłam się z niechęcią. Justin zaśmiał się pod nosem i zabrał się za kolejne piwo. Postanowiłam skupić się na filmie. Wszyscy zaczęli oglądać, a ja co chwile wzdrygałam się ze strachu. Pozostałe dziewczyny schowały głowy w koszule chłopaków. Próbowałam ukryć jakoś swój strach, ale nie wychodziło mi to za dobrze. Po godzinie miałam już dosyć oglądania tego filmu, spojrzałam na Justina, który nie bał się właściwie w ogóle.
-Justin, ja już nie chcę oglądać tego filmu - wyszeptałam mu do ucha, a on spojrzał na mnie jak na idiotkę, a po chwili zaśmiał się i odłożył piwo na stół.
-Boisz się, prawda? - zapytał, a ja skinęłam głową - oj nie bój się, jestem przy tobie - uśmiechnął się i złapał mnie w pasie po czym przysunął do siebie i objął. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, a na mojej twarzy zagościł uśmiech. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum i ponownie spojrzałam w stronę ekranu. Do końca filmu, czułam na sobie czyjeś spojrzenie, nie było to jednak spojrzenie Justina. Nie chciałam się odwracać, bo było mi w jego ramionach bardzo wygodnie. Kiedy film w końcu się zakończył, wszyscy wstali z kanapy a Chris zapalił światło. Naciągnęłam koszulkę i rozejrzałam się po osobach obecnych w pokoju
-Co robimy teraz? - zapytał Christian zmierzając w naszą stronę, wszyscy wzruszyli ramionami, oprócz Jusa. On uśmiechnął się lekko i upijając ostatniego łyka swojego piwa, odłożył je na na stół. Był już trochę pijany, on z nas wszystkich wypił najwięcej.
-Może zagrajmy w butelkę - zaproponował,a gdy wszyscy mu przytaknęli, usiedliśmy w kółku. Paige poszła do kuchni po butelkę, którą ułożyła w środku.
-Ja kręcę pierwsza! - pisnęła Paige i nie czekając na reakcje innych wzięła w rękę butelkę i zakręciła nią. Gdy zatrzymała się na Justinie, poczułam jakby uderzyła we mnie fala gorącego powietrza, a serce zabiło mi szybciej. Ona spojrzała niepewnie na Jusa, który wzruszył tylko ramionami i przybliżył się do niej. Gdy ich usta się prawie stykały, chciałam odwrócić się by nie móc na to patrzeć, jednak wtedy wszyscy by wiedzieli, że coś do niego czuje.
Następnie kręcił Justin i wypadło na Susan, a we mnie po raz kolejny narodziła się zazdrość. Ona spojrzała na mnie z wyższością i bez chwili zastanowienia pocałowała Justina. On nie opierał się - wręcz przeciwnie, podobało mu się. Gdy w końcu się od siebie oderwali, Susan wróciła na swoje miejsce. I tak rozpoczęła się nasza gra...
Graliśmy już długi czas i właściwie na każdego padała butelka tylko nie na mnie, właściwie ja nie grałam tylko patrzyłam. Do puki butelka nie trafiła w ręce Nate'a. Zakręcił nią i wypadła na... mnie? Spojrzała na niego przerażonym wzrokiem, a on uśmiechnął się lekko. Przybliżył się do mnie i już miał mnie pocałować kiedy odezwał się Justin:
-Dobra, ta gra zaczyna mi się nudzić - stwierdził, a oczy wszystkich skierowały się w jego stronę. Po pokoju rozległ się głośny gwizd kogoś za mną, więc odwróciłam głowę
-Uuuuu, Justin jest zazdrosny? - zapytał z rozbawieniem Chris, a Jus prychnął pod nosem i usiadł na swoje miejsce z założonymi rękoma jak dziecko, które nie dostało wymarzonej zabawki. Z powrotem odwróciłam się w stronę Nate'a i musnęłam jedynie jego policzek, a on wrócił na swoje miejsce. Teraz kręciłam ja...chwyciłam butelkę w rękę i zakręciłam nią. Zatrzymała się korkiem w stronę Justina. Spojrzałam na niego niepewnie, byłam przekonana, że się nie zgodzi. Natomiast na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, nie ukrywał zadowolenia i gromiąc Nate'a wzrokiem przybliżył się do mnie. Znowu miałam okazję poczuć zapach jego zniewalających perfum. Przybliżył swoja twarz do mojej, a ja poczułam jak robi mi się gorąco, nasze usta już się stykały. I stało się, Justin pocałował mnie delikatnie. Moje serce zaczęło szybciej bić i kiedy myślałam, że odsunie się ode mnie, on przyciągnął mnie do siebie bardziej i zaczął całować namiętnie. Wokół nas wszyscy gwizdali i śmiali się, ale nie przejmowałam się tym, liczyły się dla nie tylko i wyłącznie jego usta. Nasze ciała się stykały, a po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Odsunęliśmy się od siebie gdy zabrakło nam powietrza. Mimo to nadal byliśmy tak blisko siebie, że wciąż czułam na sobie jego miętowy oddech. Uśmiechnęłam się do niego lekko, a po chwili i na jego ustach pojawił się uśmiech. Justin wrócił na swoje miejsce, a ja już do końca gry nie mogłam przestać się uśmiechać.
~.~
Na początek chcę Wam baaaardzo podziękować za 40 obserwatorów!!! Naprawdę nie wiecie jaki bardzo się ucieszyłam gdy weszłam, a tutaj jest Was aż 40 <333 Starałam się rozdział dodać jak najszybciej, ale nie wyszło :( Niektórym nie podoba się, że Selena jest główną bohaterką, szczerze mówiąc ja też za nią nie przepadam, ale była pierwszą osobą o, której pomyślałam kiedy zakładałam bloga. Jeśli chcecie zmienię ją na kogoś innego, więc jeśli macie pomysły na kogo to piszcie.

Wszystkiego Najlepszego Natalia !!! ♥

Wiem, że nie czytasz mojego opowiadania, ale i tak musiałam to napisać :*
Ok, to do następnego rozdziału <3
Tagi: #16
06.10.2012 o godz. 12:38
Po powrocie do domu, od razu przebrałam się by nie iść do tej restauracji w tym samym. Po rozmowie z Jamesem odechciało mi się gdziekolwiek iść, ale obiecałam to Annice i nie mogę zrezygnować teraz. Założyłam na siebie zwykłą niebieską sukienkę w kwiatki, rozczesałam włosy wyciągnęłam z szafy malutką torebeczkę do, której włożyłam telefon, portfel, błyszczyk, kluczę od domu, gumy Orbit oraz małe lustereczko. Spojrzałam na zegarek znajdujący się na mojej prawej ręce, było już grubo po szesnastej dlatego postanowiłam pójść już pod dom przyjaciółki. Wyszłam z domu zakładając wcześniej na nogi buty i wyszłam kierując się w stronę jej domu. Gdy tam dotarłam, zadzwoniłam dzwonkiem znajdującym się przy drzwiach, nie musiałam długo czekać aż w drzwiach pojawił się Justin
-Annice powiedziała, że zaraz zejdzie - oznajmił przypatrując mi się od góry do dołu. Czułam się niezręcznie i chciałam by zeszła jak najszybciej.Czas dłużył się w nieskończoność, a Jus ciągle mi się przypatrywał z lekkim uśmiechem. Spojrzałam prosto w jego czekoladowe oczy, a na moich ustach pojawił się uśmiech, w jego oczach można było utonąć. Nagle obok Justina stanęła Annice, spojrzała na mnie i uśmiechnęła się lekko
-Idziemy! - pisnęła szczęśliwie, a ja skierowałam wzrok na nią. Była ubrana w szarą sukienkę, która idealnie leżała na jej szczupłym ciele. Dziewczyna wyminęła Justina i razem skierowałyśmy się w stronę tej restauracji. Odchodząc odwróciłam się jeszcze w jego stronę, a na jego twarzy pojawił się lekki, ledwo dostrzegalny uśmiech. Droga do restauracji nie była długa, a Annice ciągle opowiadała o tym facecie z restauracji, z jej opowiadań wydawał się być przystojny. Gdy dotarłyśmy, usiadłyśmy przy stoliku zaraz przy dużej szklanej szybie
-Dobra, a teraz go szukaj! - powiedziała rozbawiona rozglądając się dookoła, dziś było w tej restauracji naprawdę dużo osób co tylko utrudniało nasze poszukiwania. -Idzie tutaj! Idzie! - pisnęła najciszej jak potrafiła, spojrzałam się w stronę w, którą patrzyła się Annice. W naszą stronę kierował się nieźle ubrany z fryzurą podobną do Justina, jakiś dwudziestolatek. Już z daleka nie spodobał mi się ten typ, czułam, że nie powinnam mu ufać, jednak nie odezwałam się gdyż nie chciałam sprawić przykrości Ann
-Co mogę podać? - zapytał uśmiechając się do Annice, jakby widział, że jej się podoba. Dziewczyna o mało nie rozpłynęła się pod wpływem jego uśmiechu, a ja patrzyłam na niego podejrzliwie, szczerze mówiąc denerwowała mnie jego pewność siebie. Dziewczyna zaczęła się jąkać, a ja myślałam, że już nie powstrzymam się od śmiechu. Chłopak wciąż uśmiechał się do niej, a jej plątał się język. Po długim czasie w końcu zamówiłyśmy, a on odszedł puszczając do Ann oczko. Aż mi się cofnęło.
-Widziałaś to? On jest taki przystojny! - mówiła poprawiając fryzurę, przewróciłam oczami i wbiłam wzrok w menu, między nami zapadła cisza, którą przerywały głośne rozmowy osób obecnych w pomieszczeniu.
-Tak, tak... Cudowny! - odrzekłam z sarkazmem w głosie, jednak ona chyba stwierdziła, ze mówię to naprawdę. Co prawda był przystojny, ale wydawał mi się być taki... za bardzo pewny siebie. Uh! Sama nie wiem, po prostu jakoś nie miałam do niego zaufania. Możliwe, że to tylko pozory, w każdym bądź razie, to się okaże. Nagle przed nami pojawiły się nasze zamówienia, a obok Annice usiadł ten chłopak.
-Cześć, Ethan jestem! Jak się nazywasz, ślicznotko? - zapytał kierując te słowa do mojej przyjaciółki.
-A...A, Ann...Anni...-jąkała się, więc postanowiłam jej pomóc
-Annice! - warknęłam, a oni spojrzeli na mnie. Ethan uśmiechnął się do mnie zawadiacko, chyba uważał, że ja również będę zachowywała się jak Ann. Niedoczekanie. Zgromiłam go wzrokiem, a on spojrzał z powrotem na dziewczynę siedzącą obok niego, pogrążyli się w rozmowie, ja siedziałam przyglądając im się i dłubiąc widelcem w jedzeni. Miałam ochotę wstać i wyjść, ale bałam się ją zostawić z tym typem.
-A ty jak masz na imię? - zwrócił się do mnie z głupim uśmiechem. Uniosłam brwi do góry i spojrzałam na niego z politowaniem, następnie przeniosłam wzrok na Annice, która chyba zauważyła, że nie przypadł mi do gustu.
-Chloe - burknęłam spuszczając wzrok na jedzenie, którego jeszcze nawet nie tknęłam. Oni ponownie pogrążyli się w rozmowie, a mi pozostawało zanudzanie się. Po dłuższym czasie stwierdziłam, że są oni już tak zapatrzeni w siebie nawzajem, że nawet nie zauważą kiedy wyjdę, i tak też zrobiłam. Wyszłam z restauracji i ruszyłam w stronę swojego domu cały czas myślałam o Justinie, o tym co mi powiedział. Mam nadzieje, że nie jest na mnie zły, nie wiem jak zniosłabym kolejną kłótnie.
Gdy wróciłam do domu rodzice oglądali jakiś program w telewizji, dlatego od razu skierowałam się do pokoju. Wzięłam piżamę i skierowałam się do łazienki, gdzie zmyłam makijaż i wzięłam szybki prysznic. Następnie dokładnie wytarłam swoje ciało ręcznikiem i przebrałam się w piżamę. Włosy rozczesałam i spięłam w niezdarny kok, po czym wyszłam z łazienki i wróciłam do pokoju. Zgasiłam światło, a do ręki wzięłam iPhona i położyłam się do łóżka. Odblokowałam ekran i zauważyłam, że miałam 2 wiadomości. Jedna z nich była od Annice, a druga od Justina,więc najpierw przeczytałam tą od Ann:
"Dlaczego mnie zostawiłaś?! Mogłaś chociaż powiedzieć, że wychodzisz!"
Zaśmiałam się czytając wiadomość, a po chwili odpisałam:
"Byłaś taka zajęta, że nawet nie zauważyłaś, poza tym chyba dobrze się bawiłaś, więc nie byłam potrzebna ;)"
Wysłałam po czym sprawdziłam co napisał do mnie Justin:
"Przepraszam, że dziś tak się wkurzyłem... spotkajmy się jutro, chyba czas bym ci o czymś powiedział"
Przyznam, że ta wiadomość mnie lekko zdziwiła, a zarazem zestresowała. Co chciał mi jutro powiedzieć? A jeśli będzie chciał zakończyć przyjaźń? Zagryzłam nerwowo wargę i powoli zaczęłam wystukiwać na klawiaturze odpowiedz, jednak za każdym razem usuwałam ją, stwierdzając, że nie pasuje. Po dłuższym czasie napisałam po prostu:
"Ok, do jutra ;)"
I wysłałam. Jeszcze przez kilka kolejnych godzin leżałam na łóżku wiercąc się ze strony na stronę, nie mogłam usnąć, a w mojej głowie pojawiały się coraz czarniejsze scenariusze jutrzejszego dnia, coraz gorsze pomysły tego co mógł i chciał mi powiedzieć. Pot oblewał moje ciało, dlatego po długim czasie wstałam i otworzyłam okno na szerokość, a moim ciałem od razu wstrząsnęła fala zimnego powietrza. Wskoczyłam z powrotem do łóżka i od razu poczułam się senna, przymknęłam powieki, a tym razem sen przyszedł szybko.
~.~

Sieem! Jakoś specjalnie nic się w nim nie dzieje i ogólnie bardzo krótki jest. Mam wrażenie, ze zaczęło Wam się nudzić to opowiadanie, dlatego bardzo Was proszę byście pod tym rozdziałem napisali jeśli coś Wam się w nim nie podoba, a ja postaram się o zmienić. Ja sama mam wrażenie, że ostatnio rozdziały są coraz gorsze...

Odpowiedź do komentarza kopfdjsklfdis: Jest wiele blogów na, których rozdziały pojawiają się czasami nawet po miesiącu, a mi drugi raz zdarzyło się napisać rozdział tak późno, więc nie wiem w czym problem. Staram się publikować rozdziały jak najszybciej, ale to normalne, że czasami nie mam po prostu weny. W czasie wakacji rozdziały pojawiały się co 2-4 dni, a teraz zaczął się rok szkolny i muszę się podciągnąć. Opowiadaniu staram się poświęcać dużo czasu, ale napisanie rozdziału to nie jest takie hop siup, więc spróbuj to też zrozumieć. Postaram się dodawać rozdziały szybciej ;)
Tagi: #15
30.09.2012 o godz. 13:19
statystyki